Strona główna » Aktualności » Zieńczuk: Czas oglądania się na innych minął

Zieńczuk: Czas oglądania się na innych minął

Data publikacji: 14-05-2009 18:13



Choć Wisła w Łodzi zagra znając już wyniki spotkań Lecha i Legii, to według Marka Zieńczuka nie ma to większego znaczenia. „Czas, kiedy się oglądało na inne zespoły, już minął. Teraz trzeba patrzeć na siebie i wykonać swoją robotę, czyli zdobyć dziewięć punktów w trzech meczach. Nic nam wtedy nie przeszkodzi – nawet wspaniała gra Legii czy Lecha” – przekonuje Zieńczuk.

Fot. Grzegorz Czop Fot. Grzegorz Czop

Przed meczem z Legią mówił pan, że jego zwycięzca w 90 procentach będzie mistrzem Polski. Podtrzymuje pan to zdanie i teraz?
Na pewno zrobiliśmy duży krok w kierunku mistrzostwa. Powiem tak: jak wygramy z ŁKS-em, to będzie 93 procent tego mistrzostwa. Myślę, że ten mecz w Łodzi jest najważniejszy. ŁKS to taka nieobliczalna drużyna, z którą bardzo ciężko się gra. Nam w Łodzi idzie jak po grudzie, chociaż w sezonie mistrzowskim wygraliśmy tam 1:0. Wszyscy jednak pamiętamy, że mogło wtedy być inaczej. Z ŁKS-em straciliśmy też punkty w tym sezonie na naszym boisku, gdzie nam to się rzadko zdarza. Szykuje się więc ciężka przeprawa.

Mecz w Łodzi może przechylić już ostatecznie szalę mistrzostwa na rzecz Wisły?
Myślę, że ten mecz ma bardzo duże znaczenie psychologiczne. Jeśli wygramy w Łodzi, z  zespołów, które z nami rywalizują, czyli Lecha i Legii, zejdzie trochę powietrze. Ostatnie spotkanie my zagramy u siebie i o nie się nie obawiam – wtedy każdy da z siebie 200 procent normy.

A jak jest z powietrzem w Wiśle? Po wygranej z Legią zeszło go trochę, czy ta wygrana dodatkowo napompowała was energią?
Nie chcemy wypuścić z rąk czegoś, co tak ciężko goniliśmy. Na pewno będziemy bardzo zmotywowani podczas tych trzech pozostałych spotkań. Naszą radość po meczu z Legią mącą kontuzje, które wdały się w nasze szeregi. W takich sytuacjach trzeba też sobie jednak radzić. Mamy bardzo wyrównany skład, mamy kilku zawodników, którzy mogą wejść z ławki na murawie i nie będą odstawali poziomem od nikogo.

Jeśli mowa o kontuzjach, to jak z pana zdrowiem? Na początku tygodnia nie trenował pan z powodu urazu mięśni brzucha.

Nie wszyscy wiedzą, ale w czasie meczu z Legią ostatnie 15 minut miałem tak naciągnięte mięśnie brzucha, że w normalnych okolicznościach, przy sprzyjającym wyniku, zszedłbym z murawy. Trzy zmiany jednak zostały wykorzystane, więc ja przez te ostatnie minuty starałem się pomóc drużynie jak tylko mogłem, ale bieganie szło mi bardzo ciężko. Teraz robię wszystko, żeby wrócić do zdrowia na mecz w Łodzi. W czwartek wyjdę na trening po raz pierwszy w tym tygodniu i spróbuję swoich sił, bo na pewno tydzień przerwy w treningach do niczego dobrego nie prowadzi. Chcę sprawdzić, czy stać mnie na sto procent gry. Granie dla samego grania według mnie mija się z celem.

W poprzednim sezonie w Łodzi zaliczył pan asystę. Była ona o tyle niezwykła, że pierwszy raz podszedł pan wtedy do rzutu wolnego i od razu zamienił go w kluczowe podanie.
Chciałbym znowu pomóc drużynie w ten sposób. Wiadomo, jaki tamten sezon był – gdzie piłki nie kopnąłem, to wszystko mi wychodziło. Ja jednak z tego meczu bardziej zapamiętam interwencję Clebera i ratowanie zespołu w wręcz nieprawdopodobnej sytuacji. 99 procent drużyn w takiej sytuacji straciłoby gola, a nam się udało. Mam nadzieję, że szczęście, które w końcu było przy nas w meczu z Legią, dalej pozostanie z Wisłą.

W Łodzi gracie po meczach Legii i Lecha. To dobrze, że będziecie znali wyniki swoich konkurentów?
Nie wiem, czy to nam przeszkodzi, czy pomoże. Nasz cel jest jasny – wygrać w Łodzi, a także wygrać pozostałe dwa mecze, które zostaną do końca sezonu. Czas, kiedy się oglądało na inne zespoły, już minął. Teraz trzeba patrzeć na siebie i zrobić swoją robotę, czyli zdobyć dziewięć punktów w trzech meczach. Nic nam wtedy nie przeszkodzi – nawet wspaniała gra Legii czy Lecha.

W tym sezonie trudno się wam gra na wyjazdach. Czy fakt, że mistrzostwo Polski jest na wyciągnięcie ręki może to zmienić?
Mam taką nadzieję. Mam nadzieję, że zagramy z wielką determinacją, podobnie jak w meczu z Arką i uda nam się strzelić więcej niż jednego gola. ŁKS może już nie walczyć z taką determinacją o utrzymanie jak w poprzednich kolejkach, bo ma je raczej zapewnione. Później czeka nas bardzo trudny wyjazd do Gdańska, gdzie tez spacerku na pewno nie będzie, bo Lechia walczy o utrzymanie.

Pojawiają się informacje, że zawodnicy ŁKS-u sugerują, że czekają na „premie motywacyjne” od Legii i Lecha, które mają im pomóc w mobilizacji na mecz z wami. Jak pan odbiera takie informacje?
Niech czekają. Żadne pieniądze nie pozwolą stać im się lepszymi zawodnikami. Jeśli my zagramy na swoim poziomie, to żadne pieniądze im nie pomogą.

Przed sezonem powiedział pan, że pięknym scenariuszem by było, gdyby Wisła mistrzostwo mogła zdobyć w pana rodzinnym Gdańsku. Teraz wierzy pan w taki scenariusz?
Wszystko jest realne – z matematycznego punktu widzenia takie rozwiązanie jest prawdopodobne. Z doświadczenia jednak wiem, że tak się nie stanie. Według mnie ostatni mecz będzie decydujący.

M. Górski
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



do góry strony