Aktualności
OSTATNIE NEWSY.
Zapowiedź 29. kolejki T-Mobile Ekstraklasy
Data publikacji: 23-04-2015 13:27Za oknami wiosna w pełni, za to sezon zasadniczy T-Mobile Ekstraklasy jest raczej na etapie późnej zimy i wielkimi krokami dobiega końca. Do zdobycia zostało już tylko sześć niezwykle cennych punktów, które mogą zadecydować o rozegraniu rundy finałowej w dolnej lub górnej części tabeli.
Przed tygodniem Legia przerwała imponującą serię sześciu z rzędu zwycięstw Zawiszy i ograła bydgoszczan 2:0. Okazji na dogonienie Legii znów nie wykorzystał Lech, który z Łęcznej wywiózł tylko remis 1:1. Porażka 0:1 z Pogonią zaowocowała zmianą trenera po drugiej stronie Błoń – Roberta Podolińskiego zastąpił w Cracovii Jacek Zieliński.
Przyjrzyjmy się teraz temu, co czeka nas w najbliższej serii gier T-ME!
Piątek, 24 kwietnia
Zawisza Bydgoszcz – Cracovia, godz. 18.00
Jak głosi polskie powiedzenie, „apetyt rośnie w miarę jedzenia” i po sześciu z rzędu zwycięstwach w lidze bydgoscy kibice liczyli chyba na lepszy wynik w meczu z Legią. Skończyło się jednak na 2:0 dla warszawian, teraz podopieczni Mariusza Rumaka będą chcieli błyskawicznie wrócić na dobre tory. Do Bydgoszczy zawita osłabiona w ostatnich dniach Cracovia, która po dwóch z rzędu porażkach zwolniła Roberta Podolińskiego i zastąpiła go dobrze znanym z pracy m.in. w Ruchu, Polonii i Lechu Jackiem Zielińskim. Krakowianie z pewnością mają nadzieję, że w piątek zadziała „efekt nowej miotły”.
Ruch Chorzów – Legia Warszawa, godz. 20.30
„Niebiescy” dzięki ambicji i woli walki opuścili niedawno strefę spadkową, ale wciąż muszą wznosić się na wyżyny, by szybko do niej nie wrócić. Przed tygodniem bezbramkowo zremisowali z Koroną, choć trzeba powiedzieć, że ich gra wyglądała bardzo słabo. Optymizmem nie może napawać chorzowian także ich piątkowy rywal. Legia nadal jest liderem tabeli, a po zwycięstwie 2:0 nad Zawiszą powiększyła swą przewagę nad drugim Lechem do czterech „oczek”. W Chorzowie „Wojskowi” nie wygrali jednak od października 2011 roku. Czy odczarują ulicę Cichą tym razem?
Sobota, 25 kwietnia
Pogoń Szczecin – Górnik Zabrze, godz. 15.30
Od kiedy w Pogoni pojawił się Czesław Michniewicz, „Portowcy” z miejsca zaczęli wygrywać i w dwóch ostatnich spotkaniach dopisali do swego konta sześć punktów. Wrócili dzięki niemu do pierwszej ósemki, ale nic jeszcze nie jest przesądzone i szczecinianie szybko mogą z niej wypaść – za ich plecami czai się mająca tyle same punktów Lechia. Sobotnie starcie z Górnikiem, który przed tygodniem z łatwością poradził sobie z Bełchatowem, wydaje się mieć niezwykle istotny wpływ na skład grupy mistrzowskiej - zwycięzca tego meczu praktycznie zapewni sobie w niej miejsce.
GKS Bełchatów – Jagiellonia Białystok, godz. 18.00
Bełchatów chyba obrał sobie za cel powtórzenie wyniku Zawiszy z poprzedniej rundy i stara się przegrywać jak najwięcej. Ubiegłotygodniowa klęska z Górnikiem Zabrze była już szóstą z kolei podopiecznych Marka Zuba i nad ostatnimi w tabeli bydgoszczanami GKS ma już tylko punkt przewagi. Kryzys formy beniaminka dopadł ich w najgorszym możliwym momencie – jeszcze nie tak dawno temu walczyli oni przecież o górne lokaty. Jagiellonia, dzięki triumfowi nad Piastem, pewna jest już gry w grupie mistrzowskiej, teraz więc skupia się na obronie ostatniego stopnia podium. Co ciekawe, białostoczanie jeszcze nigdy nie zaznali smaku zwycięstwa w Bełchatowie. Czy ich trzynaste starcie w tym mieście okaże się szczęśliwe?
Lech Poznań – Śląsk Wrocław, godz. 20.30
Poznaniacy mogą mieć pretensje tylko i wyłącznie do siebie. Gdyby w spotkaniach z Koroną i Łęczną, czyli z zespołami z dolnej części tabeli, z którymi powinni bez problemu wygrywać, dopisali do swego konta cztery punkty więcej, teraz byliby liderem tabeli. To, kto zakończy rundę zasadniczą na fotelu lidera, ma niebagatelne znaczenie – oznacza bowiem, że będzie podejmować wicelidera na własnym stadionie. „Kolejorz” dwukrotnie podzielił się jednak punktami, więc przewaga Legii urosła do czterech punktów i Lech powoli może szykować się do wyjazdu do Warszawy. W niedzielny wieczór ekipę Macieja Skorży czeka też niełatwe zadanie – pokonać Śląsk, który, wydaje się, przed tygodniem wreszcie doszedł do siebie i wygrał pierwszy raz od łącznie dziesięciu meczów! Wynik 3:0 w starciu z Lechią robi jednak wrażenie. Czy wrocławian stać będzie na powtórkę w stolicy Wielkopolski?
Niedziela, 26 kwietnia
Piast Gliwice – Podbeskidzie Bielsko-Biała, godz. 13.00
Tylko jedno zwycięstwo w pięciu ostatnich spotkaniach to wynik, który nie może zadowolić gliwickich kibiców. Ubiegłotygodniowa porażka w Białymstoku przekreśliła szanse Piasta na awans do pierwszej ósemki, więc Podgórski i spółka mogą już myśleć o jak najlepszych występach w grupie spadkowej. Podbeskidzie od sześciu kolejek z rzędu nie może znaleźć pogromcy, choć w większości z tych spotkań dzieliło się punktami. W poprzedniej serii gier „Górale” zremisowali z Wisłą 2:2, choć to oni dwukrotnie wychodzili w tamtym spotkaniu na prowadzenie. W Gliwicach będą musieli być bardziej skoncentrowani.
Lechia Gdańsk – Górnik Łęczna, godz. 15.30
Bardzo niemiłą niespodziankę zgotowali swoim kibicom gdańszczanie. Po cennym zwycięstwie nad Legią przed własną, liczną publicznością, tydzień temu przegrali aż 3:0 ze Śląskiem. Była to już druga z rzędu porażka Lechii na wyjeździe, ale u siebie podopieczni Jerzego Brzęczka radzą sobie naprawdę dobrze i w ostatnich pięciu spotkaniach na Baltic Arenie wygrali czterokrotnie. Łęcznianie to jedna z najgorzej radzących sobie drużyn poza własnym boiskiem, więc faworyt wydaje się być jasny. Czy w niedzielne popołudnie dojdzie do niespodzianki?
Wisła Kraków – Korona Kielce, godz. 18.00
Ostatni mecz kolejki niesie ze sobą niemałe emocje. Dla obu ekip zwycięstwo w tym starciu będzie niezwykle istotnym krokiem w kierunku pierwszej ósemki. Wisła przed tygodniem podzieliła się punktami w Bielsku z Podbeskidziem i był to dla niej już trzeci z rzędu remis. Wszyscy kibice Białej Gwiazdy z pewnością liczą na wysoką formę Donalda Guerriera, autora czterech goli w ostatnich trzech meczach krakowian. Korona na wiosnę jeszcze ani razu nie przegrała, a przed dwoma tygodniami była bliska ogrania Lecha na Bułgarskiej, co pokazuje, że kielczanie potrafią być groźni. W poprzednim starciu obu zespołów górą była Wisła, która wygrała 1:0 po trafieniu Pawła Brożka w samej końcówce. Czy taki scenariusz powtórzy się i w niedzielny wieczór?
Dawid Janik
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA






















