Strona główna » Aktualności » Zapowiedź 15. kolejki T-Mobile Ekstraklasy

Zapowiedź 15. kolejki T-Mobile Ekstraklasy

Data publikacji: 06-11-2014 09:48



Stało się! Ani się obejrzeliśmy, a pierwsza połowa sezonu zasadniczego polskiej Ekstraklasy dobiega właśnie końca. Walka o czołowe lokaty już dawno nie była tak pasjonująca, jak w obecnym sezonie, i wiele zespołów nadal ma na nie szansę.


W ubiegły, świąteczny weekend padły 22 bramki. Warto z niego odnotować wysokie, wyjazdowe zwycięstwo Piasta Gliwice nad Podbeskidziem – mecz zakończył się wynikiem 4:2 dla gości, dzięki czemu podopieczni Angela Pereza Garcii zajęli dziewiątą lokatę w tabeli. Prawdziwy „roller coaster” zafundowały za to swoim kibicom drużyny Korony i Wisły. W ich pojedynku padło pięć bramek: dwie samobójcze i dwie po niewdzięcznych dla bramkarzy rykoszetach, na końcu górą byli jednak kielczanie.

A co zobaczymy na polskich boiskach w kolejnej, 15. serii gier T-Mobile Ekstraklasy?

Piątek, 7 listopada
Piast Gliwice – Górnik Łęczna, godz. 18.00
Forma strzelecka Piasta powala ostatnio na kolana. Gliwiczanie w dwóch meczach zdobyli aż dziewięć goli: pięć w pucharowym starciu z Bełchatowem, cztery w ubiegłotygodniowym, ligowym meczu przeciwko Podbeskidziu. Co istotne, w obu tych spotkaniach zwyciężyli, w piątek staną przed szansą podtrzymania tej imponującej serii. Na Śląsk zawita beniaminek z Łęcznej, który w poprzedniej kolejce podzielił się punktami z Lechią. Role bohatera i antybohatera połączył w tej potyczce Patrick Mraz – strzelec gola i „zdobywca” czerwonego kartonika. Czy Górnicy przełamią niechlubną serię trzech meczów bez zwycięstwa?

Lech Poznań – Podbeskidzie Bielsko-Biała, godz. 20.30

Od pięciu kolejek T-ME „Kolejorz” zwycięstwa przeplata remisami. W ubiegłym tygodniu poznaniacy wywieźli punkt z Wrocławia, teraz czeka ich pojedynek z marnie spisującym się Podbeskidziem. Podopieczni Leszka Ojrzyńskiego przegrali ostatnie dwa ligowe spotkania, humory swoim kibicom poprawili za to pucharowym triumfem nad Górnikiem Zabrze. Jeśli „Górale” w Poznaniu zagrają tak jak na Śląsku, o korzystny wynik mogą być spokojni. Jeśli jednak ich dyspozycja bardziej przypominała będzie tę z przegranego 2:4 meczu z Piastem, będą dla Lecha łatwym kąskiem.

Sobota, 8 listopada

Lechia Gdańsk – Korona Kielce, godz. 15.30
Jeśli zespół, który aspirował do walki o mistrzostwo Polski, w dziewięciu meczach T-ME wygrywa tylko raz, to można mówić o poważnym kryzysie. Jak na razie szansa, jaką otrzymał Tomasz Unton od włodarzy Lechii, ucieka mu z rąk i aby nadal wiązać swoją przyszłość z gdańskim klubem, musi znacząco poprawić grę swojego zespołu. W sobotę na Baltic Arenie pojawi się podbudowana szalonym meczem z Wisłą Korona. Kielczanie dwukrotnie wychodzili na prowadzenie, lecz za każdym razem Biała Gwiazda wyrównywała. O zwycięstwie kielczan zadecydował ostatni cios, zadany w 85. minucie przez Olivera Kapo. Czy Francuz znów zostanie decydującą postacią spotkania?

GKS Bełchatów – Cracovia, godz. 18.00

Niemogąca znaleźć pogromcy od siedmiu ligowych spotkań Jagiellonia potknęła się przed tygodniem właśnie na zespole z Bełchatowa. Zawodnicy Kamila Kieresia zagrali solidny mecz i po końcowym gwizdku mogli świętować cenny komplet punktów przywieziony z Podlasia. Dzięki niemu awansowali na czwarte miejsce w tabeli i ostrzą sobie zęby na podium. Aby na nie awansować, muszą jednak wygrać z Cracovią. „Pasy” ze wszystkich tegorocznych wyjazdów przywiozły tylko dwa „oczka”. Skutecznie punktują jednak przed własną publicznością, dzięki czemu zgromadziły do tej pory 17 oczek– tyle samo, co dziesiąta w klasyfikacji Lechia. Czy krakowianie odczarują swoją wyjazdową klątwę już w sobotę?

Wisła Kraków – Śląsk Wrocław, godz. 20.30
Zdecydowany hit kolejki. Obie drużyny znajdują się w ścisłej czołówce tabeli i każdy wynik inny niż zwycięstwo nie będzie ich zadowalał. Krakowianie negatywnie zaskoczyli swych fanów i przed tygodniem przywieźli z Kielc okrągłe zero punktów. Co ciekawe jednak, we wszystkich trzech ostatnich meczach Białej Gwiazdy padło aż pięć goli – Wisła gwarantuje więc znakomite widowiska. Śląsk nie zaznał smaku porażki już od ponad półtora miesiąca, lecz z pewnością do dzisiaj pamięta klęskę 0:3, jaką poniósł tu w listopadzie ubiegłego roku. We Wrocławiu liczą, że był to „wypadek przy pracy”, który już więcej się nie powtórzy.

Niedziela, 9 listopada
Ruch Chorzów – Jagiellonia Białystok, godz. 15.30
Kto ma najmniej zwycięstw w Ekstraklasie? Kto w ostatnich pięciu kolejkach zdobył najmniej punktów w lidze? Kto strzela najmniej goli w T-ME? Odpowiedź na wszystkie te pytania brzmi: Ruch. Podopieczni Waldemara Fornalika znaleźli się w potężnym, górniczym dołku i -jak dotąd- nie widać powodów do optymizmu. Efekt nowej miotły, tak często spotykany w piłkarskim świecie, tym razem zawiódł na całej linii i poprawy wyników „Niebieskich” jak nie było, tak nie ma. W niedzielę o jakiekolwiek punkty będzie niezmiernie trudno, do Chorzowa przyjedzie trzecia siła Ekstraklasy -Jagiellonia. Białostoczanie przegrali przed tygodniem pierwszy mecz od 23. sierpnia. Czy rywalizacją ze zdołowanym Ruchem powrócą na ścieżkę zwycięstw?

Zawisza Bydgoszcz – Górnik Zabrze, godz. 15.30

10 rzutów rożnych, 55% posiadania piłki, 18 sytuacji bramkowych i 11 strzałów: 6 celnych, 5 niecelnych. Tak brzmiały statystyki Zawiszy w meczu z Cracovią. Co z tego, skoro bydgoszczanie nie przywieźli z Małopolski ani punktu i, co gorsza, nie potrafili trafić do siatki rywali ani razu. Gołym okiem widać, że zawodnikom Mariusza Rumaka brakuje szczęścia, ale również zimnej krwi w akcjach ofensywnych. Trudno przewidzieć, czy odzyskają skuteczność w meczu z trzecią defensywą Ekstraklasy – Górnikiem. Co prawda zabrzanie nie punktują ostatnio tak regularnie, jak na początku rozgrywek, z pewnością jednak zakładają, że w meczu z czerwoną latarnią ligi zgarną komplet „oczek”.

Pogoń Szczecin – Legia Warszawa, godz. 18.00

Drugi w przeciągu niewiele ponad tygodnia mecz obu drużyn. W Pucharze Polski górą była Legia, choć zwycięstwo nad „Portowcami” nie przyszło jej łatwo – niezbędna okazała się dogrywka. Szczecinianie udowodnili, że gra na Łazienkowskiej nie pęta im nóg, teraz podejmą mistrza Polski przed własną publicznością. Powodów do optymizmu jest jednak niezwykle mało, dość powiedzieć, że we wszystkich ostatnich jedenastu pojedynkach obu drużyn górą byli „Wojskowi”, strzelając Pogoni aż 27 goli! Czy podopieczni Kociana będą w stanie przerwać tę niechlubną serię?

Dawid Janik
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA

 



do góry strony