Aktualności
OSTATNIE NEWSY.
Strona główna »
Aktualności »
Wiślacy o reformie
Wiślacy o reformie
Data publikacji: 14-06-2014 11:23Sezon 2013/2014 był pierwszym, w którym wprowadzono reformę ligi. Polegała ona na rozegraniu dodatkowych siedmiu kolejek, podziale tabeli na dwie grupy oraz punktów przez połowę. Co na temat nowej formy rozgrywek sądzą piłkarze Białej Gwiazdy?
Zdaniem Łukasza Garguły nowa forma rozgrywek jest ciekawa i przynosi więcej emocji, niż wcześniej. „Może ostatnie trzy kolejki były praktycznie o nic, ale do 33. serii gry cały czas się o coś walczyło. Nie jest tak, jak w poprzednich latach, że dużo wcześniej wszystko było wiadome i piłkarze grali o przysłowiową pietruszkę. Rywalizuje się również o lepsze miejsca w tabeli, które dają klubom większy zastrzyk pieniędzy. Myślę również, że tempo meczów poszło do góry. Może brakuje jeszcze tej jakości, ale na pewno nie brakuje emocji” – zaznaczył popularny „Guła”. Pomocnika Wisły zapytaliśmy także, czy większa ilość spotkań nie odbiła się na gorszej dyspozycji zespołu. „Takie sytuacje zdarzały się, gdy reformy nie było, a spotkań było mniej. Oczywiście, jest to kwestia kadry danego zespołu. U nas był taki moment, że mieliśmy dużo kontuzji i absencji za kartki, ale sama ilość spotkań nie jest tutaj najważniejsza. Wcześniejsze lata pokazały, że w niektórych klubach takie sytuacje się już zdarzały. Trzeba również pamiętać, że w meczach z Ruchem, Górnikiem czy Lechią prowadziliśmy i mogliśmy się pokusić o trzy punkty w każdym z tych spotkań, a teraz rozmawialibyśmy zupełnie inaczej” – wspominał.
Ideę reformy popiera również Dariusz Dudka, który do drużyny Franciszka Smudy dołączył w trakcie zimowego okienka transferowego. „Myślę, że reforma była udanym pomysłem, bo dzięki temu drużyny, które zaprezentowały wyższą formę znalazły się w górnej połówce. Dodatkowo jakość spotkań się poprawiła, dzięki czemu widowiska była ciekawsze. Nie odbieram tego w ten sposób, że przez większą ilość meczów spadliśmy z podium. Można sobie gdybać, gdzie bylibyśmy, gdyby nie reforma. Przytrafiły się nam jednak kartki i kontuzje, które w znaczący sposób nas wyeliminowały z walki o podium. Ciężko się gra, gdy co chwilę wypada trzech-czterech zawodników” – powiedział. „Dudiego” zapytaliśmy również o porównanie formy rozgrywek z ligami zachodnimi, gdzie obrońca Wisły grał przez ponad pięć lat. „Ciężko powiedzieć, bo tam w każdym zespole jest wyrównana ilość zawodników. Do gry jest gotowych 25-30 graczy na równym poziomie, dlatego ciężko jednoznacznie stwierdzić, czy jest to dobry kierunek” – dodał.
Sporą różnicę w porównaniu do zeszłego sezonu zauważa Michał Miśkiewicz. „Na pewno jest inaczej. Można powiedzieć, że w minionym sezonie było więcej meczów o stawkę. Zarówno w grupie spadkowej, jak również w mistrzowskiej spotkania w 33. I 34. kolejce były decydujące. Potem tak się ułożyło, że te ostatnie pojedynki nie miały większego znaczenia. Wydłużyło to okres, gdy towarzyszyły kibicom emocje. Wystarczy dać przykład spotkań Śląska z Jagiellonią, kiedy te zespoły musiały wygrać, żeby nie spaść z ligi” – zauważył. Po podziale ligi na dwie grupy sporo mówiło się o podzieleniu punktów przez pół, co wśród niektórych wzbudziło mieszanie odczucia. „Sam podział punktów ma swoich zwolenników i przeciwników, bo może nie dla wszystkich zespołów było to sprawiedliwe, ale dzięki temu zespoły nawet z ósmego, siódmego miejsca mogły walczyć o puchary. Podobnie było w grupie spadkowej, gdzie drużyny z dziewiątego lub dziesiątego miejsca mogły spaść z ligi” – zauważa „Misiek”.
Bramkarz Wisły nie widzi problemu w tym, że do rozegrania jest więcej spotkań niż przed rokiem. „To jest normalna rzecz, która funkcjonuje na zachodzie. Popatrzmy na ligę włoską czy angielską, gdzie tych zespołów jest znacznie więcej i gra się po trzydzieści osiem kolejek, więc kadry drużyn muszą być szerokie” – kontynuował. „U nas zawsze grało się trzydzieści kolejek, dlatego z wąską kadrą można było dograć do końca sezonu, ale jeśli chcemy w jakiś sposób przybliżyć się do najlepszych, to tych spotkań musi być jak najwięcej. Nasz przykład jest bardzo bolesny, bo dopóki wszystko było okej, to graliśmy fajnie i osiągaliśmy dobre wyniki, potem okazało się, że ta kadra jest zbyt wąska i zaczęło brakować sił” – kończy Michał Miśkiewicz.
Łukasza Burliga zauważa starą piłkarską prawdę, że każdy piłkarz woli grać w meczach niż trenować. „Uważam, że reforma wpłynęła pozytywnie na jakość ligi. Przede wszystkim było więcej spotkań do rozegrania, a wiadomo, że lepiej grać niż trenować. Myślę, że rozgrywki były ciekawe do końca, pomimo że tak się poukładał sezon, iż w ostatnich spotkaniach niewiadomą było jedynie, kto zagra w pucharach. Oczywiście, jestem za tym, żeby ta forma rozgrywek towarzyszyła nam w następnych latach. Tak jak powiedziałem, większa ilość spotkań i kartek powoduje, że dużo więcej zawodników może zagrać na najwyższym szczeblu rozgrywek. Do tego potrzebna jest szeroka kadra. Można powiedzieć, że my straciliśmy na tej reformie, ale sama idea wydaję mi się dobra” – ocenia „Bury”.
Swoją szansę w nowych regułach ligi zauważa Tomasz Zając, młody napastnik Białej Gwiazdy. „Uważam, że reforma to dobry pomysł. Więcej meczów to szansa dla młodszych zawodników, takich, jak ja. Na zachodzie również grają więcej spotkań, dlatego sądzę, że jest to pozytywna zmiana” – wyznał.
Przed sezonem do przeciwników reformy należał Michał Chrapek. Były już pomocnik Wisły szybko przekonał się, że była to słuszna decyzja władz Ekstraklasy. „Przed startem rozgrywek nie byłem do końca przekonany do trafności tego pomysłu, jednak teraz wydaje mi się, że jest to ciekawy pomysł. Jest więcej emocji i więcej meczów o stawkę. W rundzie finałowej brakło nam trochę szczęścia, bo w kilku spotkaniach zasługiwaliśmy na zdobycz punktową, a te mecze przegrywaliśmy. Ogólnie wiosnę mieliśmy słabszą od jesieni, więc nie szukałbym w reformie przyczyn naszej słabszej postawy” – podsumował „Chrapo”.
A. Koprowski
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA






















