Strona główna » Aktualności » Wiślacka Wielkanoc

Wiślacka Wielkanoc

Data publikacji: 20-04-2014 09:50



Za nami refleksyjna, pełna skupienia i modlitwy część Wielkiego Tygodnia, od Rezurekcji mamy prawo poczuć radość Wielkanocy. Świętu temu, zwłaszcza w Krakowskiem, towarzyszy wiele zwyczajów. Dla niektórych to czas króliczka wielkanocnego, kolorowych pisanek, wielkanocnych jajek, dla innych przede wszystkim radość ze zmartwychwstania Jezusa. A jak te święta przeżywane są w wiślackim gronie?

Fot. Adam Koprowski Fot. Adam Koprowski

Marcin Broniszewski, asystent pierwszego trenera potwierdza, że wśród świątecznych rozmów przy stole na pewno nie zabraknie tych związanych z piłką nożną. „Tak jak wszystkie święta, te również spędzę w gronie rodzinnym. Czy to Wielkanoc czy Boże Narodzenie zawsze najbliższa rodzina jest blisko mnie. W pierwszy dzień świąt na pewno zasiądziemy do wspólnego śniadania. Można powiedzieć, że cały dzień spędzamy przy stole, przy którym nie brakuje dyskusji na tematy piłkarskie, a czasem polityczne, ale to futbol rządzi" – zaznacza Broniszewski.

Praca w sztabie szkoleniowym drużyny piłkarskiej powoduje, że często okres świąteczny spędza się z dala od najbliższych. W tym roku będzie inaczej. „Wszystko zależy od terminarza rozgrywek, ale tegoroczne święta faktycznie spędzimy w rodzinnym gronie. Pamiętam, że w zeszłym roku świąteczny czas spędziłem m.in. w autokarze, bo graliśmy mecz drugiej Bundesligi w Köln ( Marcin Broniszewski był asystentem trenera Smudy w SSV Jahn Regensburg- red.), więc ten rok pod tym względem będzie dużo lepszy” – kończy.

Inaczej sytuacja wygląda u Donalda Guerriera, który w tym roku Wielkanoc spędzi daleko od najbliższych. „Na Haiti Wielkanoc wygląda tak samo jak wszędzie - wszyscy idą do kościoła, również dzieci. Gdy byłem w domu, to zawsze dawałem jakieś prezenty. Jest to dla nas bardzo ważny dzień, tak jak dla wszystkich na świecie. W tym roku Święta Wielkanocne spędzę w Polsce, więc mogę tylko zadzwonić do mojej rodziny i złożyć im życzenia, ale jeśli tylko będę mógł komuś pomóc tutaj, to oczywiście to zrobię” – tłumaczy Haitańczyk, który od czasu, gdy w 2010 roku jego ojczyznę dotknęło trzęsienie ziemi, szczególnie ceni sobie więzy rodzinne, wzajemną życzliwość i pomoc. 

W rodzinne strony uda się natomiast Rafał Boguski, który pochodzi z Mazowsza. „Zdarzało się czasami, że graliśmy w Sobotę Wielkanocną. W tym roku jest inaczej, wszystko wskazuje na to, że niedziela i poniedziałek będą wolne, więc na pewno spędzę ten czas w Łomży z rodziną. Nie pamiętam, kiedy ostatnio byłem tam na święta, ale bardzo się cieszę, że w tym roku się udało. Nie mamy jakiś specjalnych zwyczajów. Rano idziemy do kościoła, potem wspólne śniadanie i cały dzień spędzamy w rodzinnym gronie” – mówi „Boguś”.

W polskiej tradycji w Wielkanocny Poniedziałek polewa się dla żartów wodą inne osoby. Czy pomocnik Białej Gwiazdy planuje wziąć udział w dyngusowej zabawie ? „Może tak być, że ktoś kogoś obleje. U nas zawsze robili to tata lub mama. W tym roku może to ja obleję wodą swoje córki? Wprawdzie nie będą tego świadome, ale podtrzymać tradycję należy!” – dodał z uśmiechem.

Ciekawie święta wyglądają w Macedonii, skąd pochodzi Ostoja Stjepanović. W kraju „Czerwonych Lwów” religią dominującą jest prawosławie. „W tym roku tak się składa, że zarówno w Polsce, jak i w Macedonii, w której Wielkanoc celebrowana jest według obrządku prawosławnego, święta te wypadają w tym samym czasie. Cieszę się, bo to oznacza, że będę miał wolne i mogę świętować w domu z narzeczoną” – zdradza „Osti”.

Jakie zatem zwyczaje panują w kraju leżącym na Półwyspie Bałkańskim? „U nas również jest tradycja malowania pisanek, a sam okres świąt zaczyna się już w czwartek. Codziennie chodzimy do cerkwi, ale to sobota jest najważniejszym dniem. Wieczorem czekamy na północ i dopiero wtedy uderzamy się jajkami, gdyż wcześniej panuje post. Obrzęd ten odbywa się przed cerkwią. Szczególne wrażenie robi cerkiew św. Klemensa z Ochrydy, gdzie przed świątynią zbiera się nawet sto tysięcy wiernych. W niedzielę mamy obiad w gronie najbliższej rodziny. W poniedziałek odwiedzamy kuzynów i pozostałych członków familii, z którymi również odbywamy posiłek, natomiast nie polewamy się wodą, tak jak jest to w Polsce” – kończy opowiadanie sympatyczny Macedończyk.
 
A. Koprowski
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



do góry strony