Strona główna » Aktualności » Wilk: Rok bardzo wielkich zmian

Wilk: Rok bardzo wielkich zmian

Data publikacji: 03-07-2011 10:02



Niedługo minie rok od momentu, w którym Cezary Wilk związał się umową z Wisłą Kraków. „Przede wszystkim to był rok bardzo wielkich zmian. Jeśli miałbym go rozpatrywać ogólnie, to na pewno był on bardzo pozytywny, bo zakończył się zdobyciem mistrzostwa Polski, czyli najwyższego osiągnięcia w Polsce” – podsumowuje w specjalnej rozmowie z nami Cezary Wilk.

Fot. Daniel Gołda Fot. Daniel Gołda

Za chwilę minie rok od momentu, gdy przyszedłeś do Wisły. Jaki to był dla Ciebie rok?
Przede wszystkim to był rok bardzo wielkich zmian. Jeśli miałbym go rozpatrywać ogólnie, to na pewno był on bardzo pozytywny, bo zakończył się zdobyciem mistrzostwa Polski, czyli najwyższego osiągnięcia w Polsce. Z tego bardzo się cieszę. Podkreśliłbym jednak jeszcze raz, że był to dla mnie rok bardzo dużych zmian. Trafiłem do zespołu, który funkcjonuje na o wiele wyższym poziomie niż mój poprzedni klub. Są większe wymagania co do zawodników, do ich indywidualnej dyspozycji. To wszystko musiałem w bardzo szybkim tempie zmieniać. Pierwszy tydzień w Wiśle był taki rozpoznawczy. Dowiedziałem się, co gdzie jest, kto jak się nazywa, a w drugim tygodniu zacząłem funkcjonować normalnie. Teraz w klubie czuję się jak u siebie w domu.

Na początku sezonu Wisła nie radziła sobie najlepiej, a Korona, z której odszedłeś, cały czas zajmowała miejsce na podium. Nie było momentu, że zacząłeś się zastanawiać, czy dobrze zrobiłeś odchodząc z Kielc?
Było wiele pytań o to od znajomych, od dziennikarzy. Nawet koledzy z Wisły żartowali, że zrobiłem krok wstecz. Ja jednak zawsze mówiłem i byłem o to dziwnie spokojny, że Wisła na koniec sezonu będzie wyżej od Korony. Powiedziałem to nawet kiedyś przed kamerami telewizyjnymi. Byłem przekonany, że taka drużyna jak Wisła, o takiej renomie, musi zakończyć sezon na jednym z pierwszych trzech miejsc. Z drugiej strony wiedziałem, że Koronie będzie się bardzo ciężko utrzymać na szczycie. To się sprawdziło. Przede wszystkim cieszę się, że potwierdziło  się zdanie co do Wisły. Koronie życzę jak najlepiej, ale chciałbym, żeby Wisła zawsze była przynajmniej jeden stopień wyżej od Korony. Początek sezonu rzeczywiście był bardzo trudny, ale udało się to okiełznać i ciężko popracować w okresie przygotowawczym zimą, dzięki czemu runda rewanżowa moim zdaniem była już całkiem udana.

Czarek Wilk po tym roku to lepszy piłkarz?
Myślę, że sporo się nauczyłem. Nie ma co ukrywać, że trener Maaskant ma bardzo duży wpływ na moją grę. Bardzo dużo rozmawiamy, bardzo dużo mi podpowiada. Może dzieje się tak dlatego, że podczas gry robię jeszcze bardzo dużo błędów. Lubię jak trener żyje, jak podpowiada zawodnikom, jak mówi, w jakim momencie dany piłkarz zachował się źle, co powinien zrobić lepiej. To później dużo daje. Myślę, że pomału efekty przychodzą.

Przez ten rok udało ci się zyskać uznanie wśród kibiców Wisły – często można spotkać się z pozytywnymi opiniami na Twój temat.
Jeśli tak rzeczywiście jest, to jest to bardzo miłe. Oznacza to też, że poprzeczkę mam zawieszaną coraz wyżej. Oczekiwania wobec zawodnika, który nieźle się spisuje, rosną, więc trzeba temu sprostać. Wolałbym jednak nie rozmawiać o mojej grze, o moich możliwościach. To zostawiam dziennikarzom i trenerom.

To powiedz przynajmniej, czy uważasz, że jest w tobie potencjał do tego dalszego rozwoju?
Jestem zdania, że w każdym jest ogromny potencjał i każdy zawodnik ma wiele rzeczy do poprawienia. Ja na pewno wiele mogę poprawić i wierzę, że z każdym rokiem będę się stawał lepszym piłkarzem. Będę robił wszystko, żeby tak się stało i żeby moje piłkarskie marzenia kiedyś się spełniły.

Gdy przychodziłeś do Wisły, mówiło się o tobie jako o zastępcy, czy następcy Radka Sobolewskiego. Pod koniec sezonu okazało się jednak, że z powodzeniem możecie grać obok siebie.
Trzeba powiedzieć jasno, że gdy zaczęliśmy grać razem, był to specyficzny moment sezonu. Mieliśmy kilka punktów przewagi nad wiceliderem i nie musieliśmy już w każdym meczu grać o trzy punkty. To rywale, z którym się spotykaliśmy, musieli za wszelką cenę wygrywać. Właśnie z tego wynikał fakt, że nasze ustawienie mogło być bardziej defensywne, że mogliśmy czekać, co zrobi przeciwnik. Nie w każdym meczu jednak tak da się grać, nie w każdym meczu będzie potrzebnych dwóch defensywnych pomocników i z tego zdaje sobie sprawę. Czy dobrze grało mi się w taki ustawieniu? Oczywiście, że tak. Gra mi się fajnie w każdym ustawieniu, gdy mogę występować na boisku. Gdy jeszcze gram z Radkiem, to jest to sama przyjemność.

Niektóre mecze w europejskich pucharach zagracie zapewne właśnie tą ostrożniejszą taktyką. Jesteś gotowy na to nowe wyzwanie?
Myślę, że tak. Wszyscy zawodnicy, którzy znajdują się w drużynie, wiedzą, o co grają, wiedzą, w jakiej ekipie są i o co będzie ona walczyła. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś mógł mieć wątpliwości co do swojej postawy w meczach pucharowych. Trener na każdym kroku przypomina nam, że to jest inny poziom niż liga polska, że inne są wymagania. Kto temu nie sprosta, ten nie będzie mógł grać w Wiśle Kraków. Jeśli chodzi o sferę psychiczną, nie powinno być więc problemu.

Zaczynacie już żyć meczami ze Skonto Ryga, czy na razie po prostu przygotowujecie się do sezonu?
Już tak dużo czasu do meczów ze Skonto nie zostało. Trener nam co jakiś czas o tym przypomina. Atmosfera będzie więc rosła z każdym dniem. Powoli pewnie będzie też już wyczuwana przedmeczowa adrenalina.

Kibice chyba najbardziej boją o tą pierwszą rundę w waszym wykonaniu. Rzeczywiście może być tak, że najtrudniej będzie zacząć tą walkę o Ligę Mistrzów?
Nie wydaje mi się, żeby tak było. Z drugiej strony jednak cieszę się, że nie trafiliśmy na zespół z Kazachstanu, czy Azerbejdżanu, ale na Skonto, którego nazwa coś nam mówi. Każdy kojarzy mniej więcej ten klub, więc na pewno do takiego meczu będzie nam łatwiej podejść, jeśli chodzi o sferę mentalną. Myślę jednak, że nie powinniśmy mieć problemów z tym rywalem. To jest walka o Ligę Mistrzów, o to, na co wszyscy czekają w tym klubie od wielu lat, to jest walka o prestiż dla każdego zawodnika. Myślę, że nikt sobie nie pozwoli na lekkomyślność w grze. Każdy wie, o co gra i jaka jest stawka tych meczów.

Przyznaj się na koniec: wyobrażałeś sobie siebie wchodzącego na stadion przy Reymonta przy dźwięku hymnu Ligi Mistrzów?
No pewnie! Nawet nie raz! Każdy chciałby usłyszeć hymn Ligi Mistrzów i to nie tylko telefonie jako dźwięk dzwonka, ale także na żywo. Mam nadzieję, że to marzenie kiedyś się spełni.

M. Górski
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



do góry strony