Strona główna » Aktualności » Wilk: Czas na świętowanie dopiero przyjdzie

Wilk: Czas na świętowanie dopiero przyjdzie

Data publikacji: 11-05-2011 23:23



Notowania Cezarego Wilka u trenera Maaskanta zdają się rosnąć. Holenderski szkoleniowiec po raz kolejny posłał reprezentacyjnego pomocnika do boju od pierwszej minuty ligowego pojedynku i nie zawiódł się. Wilk należał do najlepszych boisku, a swoją dobrą postawę zwieńczył asystą przy bramce Genkova. Po meczu zawodnik unikał szerszego komentowania swojej obecnej roli w Wiśle. „Nad pozycją w drużynie pracuje się przez cały rok, a nie w jednym meczu” – stwierdził krótko.

Fot. Maks Michalczak Fot. Maks Michalczak

To był mecz do pierwszej bramki.
Zgadza się. Obie drużyny dobrze się znają, znają swój potencjał. Dlatego i jedni i drudzy czekali co zrobi przeciwnik. Z perspektywy boiska wydawało się, że kto pierwszy strzeli bramkę ten wygra i tak też się stało.

Spodziewaliście się, że Lech zagra w ten sposób? Atakował przez pierwszych kilka minut, a potem głównie się bronił.
Spodziewaliśmy się ze strony Lecha większych ataków, bardziej ofensywne gry. A tak mecz był raczej spokojny i przebiegał pod naszą kontrolą.

Staraliście się przewidzieć skład Lecha? Czy może stwierdziliście, że nie ma to większego sensu, bo nie będziecie w stanie przewidzieć pomysłów trenera Bakero?
Myślę, że to nie ma aż tak dużego znaczenia. Przede wszystkim ważna jest Wisła, to jak gra Wisła, jaki ma pomysł na grę. Drugorzędne znaczenie ma to, jak gra przeciwnik.

Po takim meczu Twoje notowania u trenera Maaskanta zapewne wzrosły? Wszyscy podkreślają, że zagrałeś świetne spotkanie.
Na tę chwilę nie ma co się nad tym zastanawiać. Cieszę się z wygranej, z tego, że zrobiliśmy duży krok w stronę mistrzostwa Polski. A nad pozycją w drużynie pracuje się przez cały rok, a nie w jednym meczu.

Świętowaliście w szatni zwycięstwo?
Tak, kilka minut poświętowaliśmy. Ale spokojnie, jeszcze tego tytułu nie zdobyliśmy, czas na świętowanie dopiero przyjdzie.

Tomasz Biegański
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA
 



do góry strony