Strona główna » Aktualności » Wielkanocne jaja w doliczonym czasie gry

Wielkanocne jaja w doliczonym czasie gry

Data publikacji: 03-04-2010 18:33



W Wielką Sobotę w meczach Wisły wiele goli nie pada. Dwa lata temu Biała Gwiazda bezbramkowo zremisowała z Odrą, a rok temu 1:0 pokonała Jagiellonię. Można więc powiedzieć, że krakowianie podtrzymali tą passę, bo tym razem w Wielką Sobotę znowu zdobyli jedną bramkę. Ściślej rzecz ujmując zdobył ją dla Wisły Łukasz Piątek do spółki z Sebastianem Przyrowskim w doliczonym czasie gry!

Fot. Maks Michalczak Fot. Maks Michalczak

Biała Gwiazda z Polonią męczyła się okrutnie. Gospodarze przez długi czas, choć zajmują ostatnie miejsce, grali z liderem jak równy z równym. To właśnie Poloniści szybko rozpoczęli swoje ataki, jakby chcąc sprawdzić, w jakiej formie jest Marcin Juszczyk, który zastępował w bramce kontuzjowanego Mariusza Pawełka. Już w trzeciej minucie spotkania pierwszy strzał oddał Mierzejewski. Bramkarz Wisły to uderzenie odbił przed siebie, a że nikt nie dopadł do dobitki, to pierwszą interwencję zaliczył na plus. Podobnie  było i w 11. minucie. Tym razem strzałem z dystansu golkipera Wisły próbował zaskoczyć Piątek, ale i tym razem Juszczyk odbił futbolówkę.

Zobacz skrót z tego meczu na WisłaTube!

Biała Gwiazda pierwszą dobrą szansę miała po kwadransie gry. Świetnego podania od Sobolewskiego nie wykorzystał jednak Łobodziński, który zbyt długo zwlekał ze strzałem, co ułatwiło interwencję Przyrowskiemu. To jednak gospodarze stwarzali kolejne groźne okazje, a nie Wisła. Najpierw, po błędzie Alvareza, pozbawiony opieki Mierzejewski uderzył głową tuż obok słupka, a po chwili sytuację sam na sam zmarnował Gołębiewski. Gdyby nie trącenie piłki przez Juszczyka i interwencja Arka Głowackiego, który wybił piłkę tuż sprzed linii bramkowej, to w 25. minucie Polonia mogłaby prowadzić 1:0.

Mecz rumieńców nabrał po pół godzinie. To właśnie w 30. minucie Wiślacy wykonywali dwa rzuty rożne, po których bliscy powodzenia byli Diaz i Głowacki. W odpowiedzi dwa razy groźnie uderzali zawodnicy Czarnych Koszul – najpierw Trałka, potem Piątek. W 34. minucie natomiast Paweł Brożek po podaniu od Marcelo znalazł się w sytuacji sam na sam, ale zbyt długo zwlekał z decyzją i ostatecznie piłka nie trafiła do siatki. Szkoda tylko, że po tych czterech minutach emocje w pierwszej części spotkania praktycznie się zakończyły.

Po przewie temperatura na trybunach podniosła się dopiero po 20 minutach. Wtedy to świetny rajd przeprowadził Małecki, który wyłożył piłkę Piotrowi Brożkowi. I choć „Pietia” był w wyśmienitej sytuacji, to jego uderzenie wybronił jednak Przyrowski. Goście przeważali na boisku, widać było, że kondycyjnie trzymają się dużo lepiej niż Polonia, ale sytuacji sobie nie wypracowywali. Na kolejną szansę znów trzeba było czekać bardzo długo. Dopiero po tym, jak minęła osiemdziesiąta minuta, Soolewski po podaniu od Boguskiego główkował z 5 metrów i przeniósł piłkę nad poprzeczką.

Biała Gwiazda sama nie potrafiła strzelić gola, nawet w tak wyśmienitych okazjach, więc pomogli jej w tym zawodnicy Czarnych Koszul już w doliczonym czasie gry. Łukasz Piątek wycofał piłkę do Przyrowskiego, który nie trafił w nią, gdyż futbolówka podskoczyła na nierównej murawie, która przez całe spotkanie przeszkadzała Wiśle. Piłka spokojnie więc wtoczyła się do siatki, a Wiślacy mogli się zacząć cieszyć ze szczęśliwych Świąt.


Polonia Warszawa – Wisła Kraków 0:1 (0:0)

0:1 Piątek (sam.) 90’

Polonia: Przyrowski - Mynar, Dziewicki, Jodłowiec, Brzyski – Mierzejewski (78’ Sokołowski), Andreu, Trałka, Piątek, Gancarczyk (67’ Mąka) – Gołebiewski (58’ Ivanovski)

Wisła: Juszczyk – Alvarez, Marcelo, Głowacki, Diaz – Łobodziński (82’ Jirsak), Sobolewski, Issa Ba, Piotr Brożek (70’ Kirm) - Małecki, Paweł Brożek (46’ Boguski)

sędziował: Dawid Piasecki
żółte kartki: Gołębiewski (Polonia); Sobolewski (Wisła)

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA
 



do góry strony