Strona główna » Aktualności » TLO, czyli specjalna misja Adriana Ochalika w trakcie Euro

TLO, czyli specjalna misja Adriana Ochalika w trakcie Euro

Data publikacji: 01-07-2012 12:10



W trakcie pobytu w Krakowie reprezentacji Holandii Adrian Ochalik był jedną z osób współpracujących z drużyną Oranje. Rzecznik prasowy Wisły został TLO drużyny prowadzonej przez Berta van Marwijka. Co oznacza ten skrót i czym zajmował się w trakcie pobytu Holendrów w Polsce i na Ukrainie Ochalik? O tym opowiada w specjalnej rozmowie z nami.

Fot. Maks Michalczak Fot. Maks Michalczak

Ten materiał ukazał się w 134. numerze Newslettera Wisły Kraków. Aby go zamawiać, wystarczy wypełnić formularz

TLO – co znaczą te trzy tajemnicze literki?

TLO to Team Liaison Officer. To jeden ze skrótów, których cały czas używa UEFA. Jest TBC, czyli Team Base Capm, TG - Training Ground, jest LOC - Local Organization Committee, jest wreszcie TLO. UEFA działa operując tymi skrótami.
TLO to taka funkcja, w ramach której podpisuje się umowę z UEFĄ i jest się oczami tej organizacji w drużynie. Było wybranych takich 16 osób do 16 drużyn na Euro. Praca każdej z nich różnie wyglądała, bo z tego, co wiem, niektórzy TLO nie robili nic, a ja na przykład musiałem robić bardzo dużo. To mi się podobało i byłem z tego zadowolony, bo dzięki temu wiele się nauczyłem. Holendrzy polegali na moim doświadczeniu i od samego początku do końca wiele rzeczy związanych z organizacją kolejnych dni było na mojej głowie.
W praktyce wyglądało to tak, że spotykaliśmy się codziennie o 8 rano i omawialiśmy bieżący i następny dzień. Po tym spotkaniu musiałem poinformować o wszystkim kierowców, gdzie kto jedzie, bo na przykład skauci wyruszali do Wrocławia obejrzeć mecz, a z kolei z lotniska trzeba było odebrać prezesa federacji. Trzeba było też zająć się eskortą policyjną i poinformować miejsce, w które udawaliśmy się, że właśnie wyjechaliśmy. Do tego dochodziło lotnisko. Znam już dosyć dobrze zasady poruszania się po nim, uproszczone procedury odprawy. Fajnie, jakby tak na dłużej mogło być, że do samolotu by się wsiadało bez żadnej odprawy, a potem bezpośrednio z samolotu wsiadało do podstawionego na płytę autobusu. Podsumowując, miałem więc do ogarnięcia całą logistykę.

Pracowałeś dla UEFA, ale chyba możemy zdradzić, że to Holendrzy zaproponowali Ci to stanowisko.
Tak. Teraz nie ma co ukrywać, że Holendrzy zaczęli przymierzać się do wyboru stadionu Wisły jako swojego centrum treningowego już w 2009 roku, kiedy jeszcze nie wiedzieli nawet, że awansują do Mistrzostw Europy. Propozycja pracy dla ich federacji wyszła od nich. Oni powiedzieli po prostu w UEFA, że mają swojego TLO. Tak to się odbyło.

W mediach pojawiały się informacje o seansach kinowych, w których uczestniczyli czy to reprezentanci Polski, czy Niemiec. A czy Holendrzy mieli jakieś nietypowe prośby, które trzeba było zrealizować?
Początek pobytu Holendrów w Krakowie był dość intensywny, działo się dużo. W planach były już wizyta w Oświęcimiu, otwarcie boiska w Bronowicach no i trening otwarty dla 25 tysięcy osób na stadionie przy Reymonta 22. Potem natomiast było mały czasu, bo dwa dni byliśmy w Krakowie, a dwa dni na Ukrainie. Pojawiły się jednak nietypowe prośby. W Boże Ciało na przykład trzeba było w godzinę otworzyć zamknięty z powodu święta klub fitness, w którym trenowali Holendrzy, bo część z zawodników chciała być na siłowni. Mieliśmy też kilka wyjść do centrum w tajemnicy. Całą drużyna byliśmy na przykład w jednym z lokami na ulicy Stolarskiej zjeść kolację. Takich rzeczy się nie nagłaśnia, natomiast zawodnicy normalnie przeszli przez Rynek, więc ktoś sobie zrobił zdjęcie, ktoś dostał autograf.

Możesz porównać reprezentantów Holandii do piłkarzy Wisły, z którymi pracujesz na co dzień?
To są raczej podobni ludzie. Holendrzy pewnie zarabiają trochę więcej, grają w topowych klubach Europy i w tym jest różnica. Miałem natomiast bliższy kontakt z kilkoma z nich i zachowywali się wobec mnie bardzo fajnie. Z Ibrahimem Afellayem na przykład, jak jeździliśmy pięć razy do dentysty, to sobie trochę porozmawialiśmy. To bardzo fajny chłopak. Dirk Kuyt to też świetny gość. Pewnie już zawsze będziemy w kontakcie razem. Po takiej pracy zostaje się, czy to ze sztabem, czy z zawodnikami, kumplami. Świat futbolowy jest mały, więc pewnie się kiedyś spotkamy.
W drużynie są oczywiście też zawodnicy, którzy dbają o atmosferę i cały czas robią żarty. Tu prym wiódł Wesley Snajder, bardzo wesoły człowiek, który cały czas coś wymyślał. To jest taka osoba, która w reprezentacji Holandii dba o dobrą atmosferę.

Czy któreś z doświadczeń z okresu pracy dla Holandii uda się przenieść na grunt wiślacki?
Na pewno. W UEFA przede wszystkim każdy szczegół jest ułożony dużo wcześniej. Oni potrafią robić takie imprezy, o czym przekonaliśmy się na stadionie Wisły już wcześniej, w trakcie meczów kwalifikacji do Ligi Mistrzów, czy Ligi Europejskiej. Euro to trzecia największa impreza na świecie, która jest świetnie zorganizowana i pewne rzeczy na pewno można wykorzystać też u nas, poczynając od takich najmniejszych spraw, jak choćby sposób odgrodzenia fotoreporterów od piłkarzy w trakcie wchodzenia na murawę.

Holendrzy z pewnością nie byli zadowoleni ze swojego występu na Euro, ale jakie wrażenia wywieźli z Krakowa?
Warto powiedzieć, że Holendrzy byli bardzo zadowoleni ze stadionu Wisły, z tutejszej murawy. Pierwszy trening jest na pewno dobrym miernikiem, a przecież po tych zajęciach trener van Marwijk podszedł do grupy opiekującej się naszą murawą, z panem Andrzejem Antoszem na czele, i podziękował im za jej przygotowanie. Na koniec pobytu Holendrów w Krakowie natomiast nasi greenkeeperzy mogli sobie wykonać pamiątkowe zdjęcie ze wszystkim piłkarzami reprezentacji Holandii, które z pewnością będzie dla nich cenną pamiątką. Nasz stadion był przygotowany na najwyższym poziomie i Holendrzy byli z tego zadowoleni.
Mimo tego złego wyniku miło się pożegnaliśmy i wiem, że Holendrzy byli ze mnie zadowoleni, co jest dla mnie bardzo istotne. Zabrakło oczywiście najważniejszego, czyli wyniku sportowego, co z pewnością było największym rozczarowaniem i zaskoczeniem. Na to jednak nie miałem wpływu.



M. Górski
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



do góry strony