Strona główna » Aktualności » Taki był 2010 rok

Taki był 2010 rok

Data publikacji: 31-12-2010 11:24



Jaki był dla Wisły rok 2010? Na pewno było w nim wiele zmian i jeden wielki powrót. W ostatnim dniu czas przypomnieć sobie, jaki był rok 2010, a właściwie, jakie były naszym zdaniem, najciekawsze i najważniejsze momenty w każdym z jego miesięcy. Zaczynamy!


W styczniu piłkarze powoli budzili się ze snu zimowego i rozpoczynali przygotowania do rundy wiosennej, a transferowa karuzela zaczęła kręcić się w najlepsze. Nam ze zmian personalnych w drużynie najbardziej w pamięć zapadło odejście Piotra Ćwielonga, sympatycznego zawodnika, który czasem lubił fiknąć salto. 16 stycznia „Pepe” w specjalnej rozmowie z nami, już po podpisaniu umowy ze Śląskiem Wrocław, mówił: „Byłem w Wiśle, z przerwą, dwa i pół roku i cieszę się, że trafiłem do tego klubu. Cieszę się, że mam dwa mistrzostwa Polski. Poznałem tutaj fajnych ludzi. Dużo zawdzięczam Wiśle, ale takie jest życie i czasem trzeba podjąć taką decyzję. Mam nadzieję, że ona jest słuszna.”


Pod sam koniec lutego wystartowała liga, ale chwilę wcześniej Gazeta Krakowska podsumowała 2008 rok w małopolskiej piłce nożnej. 23 lutego ogłoszono wyniki na Najlepszego Piłkarza i Trenera Małopolski. „Najlepszym zawodnikiem Małopolski już drugi raz z rzędu został Paweł Brożek, który uzyskał ponad 13 tysięcy punktów. Na drugim miejscu uplasował się Patryk Małecki, który w zeszłym roku został uznany za odkrycie w tym samym plebiscycie, a na trzecim – Marcelo” – opisywaliśmy wiślackie podium tego plebiscytu. Wyróżniony został też koordynator grup młodzieżowych w Wiśle, trener Andrzej Turczyński. „Po raz drugi w historii plebiscytu przyznano nagrodę specjalną „Jasna Strona Futbolu”, która wręczana jest osobom lub instytucjom działającym na rzecz rozwoju piłki nożnej. Jej tegorocznym laureatami został koordynator grup młodzieżowych Wisły Kraków, trener Andrzej Turczyński” – pisaliśmy wtedy.


W marcu w Wiśle doszło do pierwszego poważnego ruchu kadrowego. Po tym, jak drużyna Białej Gwiazdy w pierwszych trzech meczach rundy wiosennej zdobyła tylko jeden punkt i nie strzeliła ani jednej bramki, z posadą pierwszego trenera pożegnał się Maciej Skorża. „Szkoda, że dwóch miesięcy mi zabrakło do tego 15 maja. Na pewno dalej kibicuję Wiśle Kraków i jak powiedziałem w szatni zawodnikom, bardzo liczę na to mistrzostwo Polski” – mówił Skorża w trakcie pożegnalnej konferencji prasowej, która odbyła się 15 marca. Tego samego dnia po południu ogłosiliśmy, że szkoleniowcem Białej Gwiazdy zostaje Henryk Kasperczak. Osób czekających na tą informację było tak wiele, że nasze serwery ledwo wytrzymały obciążenie tamtego dnia.


W kwietniu rozgrywki ligowe wkroczyły w decydującą fazę, szczególnie, że zmierzyć się ze sobą w tym miesiącu miały liderująca Wisła i goniący ją Lech Poznań. Po spotkaniu, które odbyło się na stadionie Hutnika 24 kwietnia, naszą pomeczową relację zatytułowaliśmy „Na szczycie bez zmian”, bowiem mecz ten zakończył się bezbramkowym remisem. „Szlagierowy mecz 25. kolejki między Wisłą Kraków a Lechem Poznań zakończył się bezbramkowym remisem. Biała Gwiazda nadal ma 4 punkty przewagi nad dzisiejszym rywalem i przewodzi w tabeli Ekstraklasy” – opisywaliśmy sytuację w tabeli po tamtym spotkaniu. Wtedy wydawało się, że Biała Gwiazda jest na najlepszej drodze do trzeciego z rzędu mistrzostwa Polski.


Maj chyba wszystkim kibicom Wisły kojarzyć się będzie z jednym dniem, a właściwie jedną jego minutą. Oto 11 dnia tego miesiąca w przedostatniej kolejce w rozgrywanych równolegle meczach Wisła w doliczonym czasie gry straciła gola po niesamowicie pechowym samobóju Mariusza Jopa, a że kilkanaście sekund wcześniej Lech wyszedł na prowadzenie w spotkaniu z Ruchem Chorzów, to kolejność w tabeli między tymi dwoma zespołami zmieniła się. To Lech został liderem. „Katastrofa w ostatnich sekundach” tytułowaliśmy naszą relację, a dzień później przekazywaliśmy Wam słowa załamanego Mariusza Jopa, który ze łzami w oczach mówił: „Ta sytuacja to nieprawdopodobny koszmar, ogromny pech. Trudno sobie wyobrazić, że w takich okolicznościach można było zremisować wczorajsze spotkanie. Pewnie kibice ten sezon będą pamiętać wyłącznie przez pryzmat mojej interwencji z meczu z Cracovią. Ludzie mają to do siebie, że żal i niepowodzenia chcą spersonalizować. Ja się z tym muszę pogodzić i żyć, bo nie pozostaje mi nic innego. Jest to cholernie trudne, ale takie jest życie, taka jest piłka. Ja mam do siebie dużo żalu i w pewien sposób się obwiniam o to, co się stało.”


Chociaż w czerwcu 2010 roku na fotelu prezesa Wisły Kraków zasiadł Bogdan Basałaj, to jednak za najważniejsze wydarzenie tego miesiąca uznaliśmy pożegnanie z Arkiem Głowackim. Kapitan Białej Gwiazdy po ponad dziesięciu latach gry w klubie z Reymonta 22 odchodził do tureckiego Trabzonsporu. „Tak bardzo wzbraniałem się przed tym momentem i długo rozmyślałem, jak to będzie i mówiłem sobie: 'Nie będzie Arek ryczał', ale ciężko jest” – nie ukrywał w trakcie pożegnalnej konferencji prasowej zawodnik. Wzruszony piłkarz dodawał też: „Mam taką cichą nadzieję, że jeszcze kiedyś tu wrócę, nie wiem, w jakiej roli. Być może już nie piłkarza, ale mam nadzieję, że będzie mi dane wrócić tutaj do Wisły.”


W lipcu pożegnaliśmy kolejnego świetnego środkowego obrońcę. Tym razem nie było już tak wzruszająco, ale na pewno odejście Marcelo było dla Wisły sporą stratą. Decyzja o wytransferowaniu piłkarza do PSV Eindhoven została podjęta 4 lipca. Tego samego dnia brazylijski zawodnik, który przebywał z drużyną na zgrupowaniu w Niemczech, za naszym pośrednictwem przekazywał swoje podziękowania dla kibiców Białej Gwiazdy. „To co zapadło mi najbardziej w pamięci, to mecz z Odrą Wodzisław, po którym cały stadion krzyczał: Marcelo! Marcelo! Marcelo! To było dla mnie bardzo emocjonalne doświadczenie” – mówił nam wtedy piłkarz, a dwa lata spędzone w Wiśle podsumowywał krótko: „To były dla mnie perfekcyjne dwa lata.” Wtedy piłkarz obiecywał, że gdy tylko będzie miał okazję, będzie starał się pojawiać w Krakowie. Jak się później okazało, nie były to słowa rzucane na wiatr, gdyż sympatycznego Brazylijczyka można było później spotkać przy Reymonta 22, gdy odwiedzał swoich kolegów z byłej już drużyny.


Sierpień przyniósł kolejne wielkie zmiany w Wiśle. Wszystko zaczęło się w Azerbejdżanie 5 sierpnia, kiedy Biała Gwiazda po porażce z Karabahem Agdam odpadła z europejskich pucharów, a skończyło 23 sierpnia, kiedy w klubie powitano nowego trenera i dyrektora sportowego. Już 21 sierpnia jako pierwsi poinformowaliśmy, kto zostanie nowym szkoleniowcem pierwszej drużyny, a dwa dni później relacjonowaliśmy pierwszą konferencję z udziałem Roberta Maaskanta. „To, czym prezes mnie przekonał do przyjścia tu, to nazwa klubu. To wystarczyło” – zapewniał wtedy holenderski szkoleniowiec Białej Gwiazdy. Trener zdradzał też szczegóły swoich rozmów z prezesem Basałajem. „Mówiliśmy o przyszłości Wisły, o celach drużyny, które są jasne. Mówiliśmy o tym, że Wisła znowu musi wywalczyć tytuł i awansować do fazy grupowej Ligi Mistrzów” – przedstawiał cele dla zespołu Maasnakt.


We wrześniu jeszcze czekaliśmy aż maszyna pod wodzą holenderskiego dowódcy zaskoczy, ale za to w końcu mogliśmy ogłosić: „wR22acamy!”. 10 września po raz pierwszy napisaliśmy, że Wisła po ponad roku w końcu zagra na swoim stadionie, a równo po tygodniu relacjonowaliśmy wielki powrót kibiców Białej Gwiazdy do swojego domu przy Reymonta 22 w następujących zdaniach: „Podobno… widok 104 osób wkraczających na murawę z flagami Wisły na otwarcie stadionu przy Reymonta 22 zapierał dech w piersiach. Podobno… były osoby, którym w oczach pojawiły się łzy wzruszenia. Podobno… to był najgłośniej w historii odśpiewany hymn Białej Gwiazdy.” Z kronikarskiego obowiązku dodamy, że tamtego wieczoru Wisła zremisowała z Koroną Kielce 2:2.


Październik przyniósł wydarzenie dotąd niespotykane w ponad stuletniej historii Wisły. Na boisku naprzeciw siebie stanęli piłkarze i koszykarki Białej Gwiazdy. Wszystko po to, aby pomóc choremu Darkowi Zastawnemu, pracownikowi TS Wisły, wieloletniemu Wiślakowi, autorowi książki „Sto lat w blasku Białej Gwiazdy”. „W czwartkowy wieczór hala przy Reymonta 22 zapełniła się kibicami, którzy przyszli dopingować koszykarki i piłkarzy Białej Gwiazdy w charytatywnym meczu. Zarówno spotkanie w koszykówkę, jak i w piłkę nożną zakończyło się remisem, ale był i wygrany tych zawodów - Dariusz Zastawny - pracownik TS Wisły, na którego leczenie zbierano pieniądze w trakcie tego niezwykłego wiślackiego wieczoru” – opisywaliśmy tamto wydarzenie.


W listopadzie maszynka do wygrywania meczów o nazwie Wisła zaczęła działać w najlepsze, o czym najboleśniej przekonała się Legia Warszawa. To był hit, bo mierzyły się dwie wracające do formy wielkie firmy. To był hit, bo na Reymonta 22 wracał były trener Białej Gwiazdy, Maciej Skorża. To był hit, bo stadion Wisły zapełnił się po raz pierwszy od dłuższego czasu do ostatniego miejsca. To był wreszcie hit na boisku, w którym Biała Gwiazda rozgromiła przeciwnika z Warszawy. „Końcowy wynik niełatwo było przewidzieć. Wisła po wspaniałej walce i, zwłaszcza w drugiej połowie, bardzo dobrej grze, rozgromiła przyjezdnych aż 4:0!” – opisywaliśmy wieczór z 12 listopada.


W grudniu mieliśmy zakończenie wydarzeń, które swój początek miały ostatniego dnia października. Wtedy to w meczu z Lechem Poznań poważnej kontuzji uległ Cleber. W ostatnim miesiącu tego roku zawodnik ogłosił, że kończy karierę. W trakcie specjalnej konferencji piłkarz wrócił do wydarzeń z meczu z „Kolejorzem”. „Myślę, że Bóg chciał przez to powiedzieć: ‘Clebi, koniec, spokój. Już nie dasz rady’” – tłumaczył wtedy Cleber. Pożegnanie z piłką nie oznaczało jednak dla Brazylijczyka pożegnania z Wisłą. Cleber bowiem będzie teraz skautem Białej Gwiazdy. „Zaczynam nową pracę i mam nadzieję, że będę takim samym skautem jak piłkarzem – profesjonalnym. I mam nadzieję, że zawsze będę miał takie wsparcie, jak dotychczas” – mówił 16 grudnia Cleber.

Zdjęcia: Maks Michalczak
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



do góry strony