Strona główna » Aktualności » Sobolewski: Sercem zawsze byłem z Wisłą

Sobolewski: Sercem zawsze byłem z Wisłą

Data publikacji: 14-07-2016 09:29



„Tak naprawdę nigdy nie odszedłem z Wisły. I serduchem, i emocjonalnie przez cały czas byłem przy klubie. Kibicom, właścicielowi i oczywiście samemu sobie życzyłbym, żeby Wisła znowu świeciła dawnym blaskiem. I wierzę, że wcześniej czy później zajmie odpowiednie dla siebie miejsce” - mówi Radosław Sobolewski w swoim pierwszym wywiadzie w nowej roli, już jako asystent trenera Białej Gwiazdy.

Fot. Dosia Szopa Fot. Dosia Szopa

Jak czuje się Pan po wielkim powrocie do Wisły? Mówią, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki…

Tak naprawdę nigdy nie odszedłem z Wisły. I serduchem, i emocjonalnie cały czas byłem przy klubie. A nawet gdybym miał do Wisły wejść pięć, sześć czy siedem razy to nie mam z tym żadnego problemu. Zrobiłbym to z radością na twarzy i z wielką satysfakcją.
 
Inicjatywa wpłynęła z Pana strony czy była to propozycja od klubu?
 
To się rzeczywiście fajnie ułożyło, bo inicjatywa była po stronie klubu, ale również po stronie trenera Wdowczyka. Bardzo pozytywnie odebrałem fakt, że nie byłem na siłę forsowany pierwszemu trenerowi, który mógłby nie zaakceptować mojej osoby. Dlatego ułożyło się to tak fajnie, płynnie i naturalnie.
 
Jak odnajduje się Pan w nowej roli, na ławce trenerskiej? Z posłuchem u innych piłkarzy nigdy nie miał Pan problemów, a jednak perspektywa chyba trochę się zmieniła?
 
Zgadza się. W pierwszych dniach trzeba było się jednak trochę przestawić, niektóre kwestie musiałem odsunąć na bok. Jestem już niejako po drugiej stronie barykady. Oczywiście z wieloma chłopakami grałem w piłkę i łączą nas przyjacielskie relacje, ale niestety - na czas treningu musimy zachowywać dystans i hierarchię. Już nie jesteśmy kumplami, a pewne rzeczy z mojej strony już nie mogą mieć miejsca.
 
Za Panem pół życia gry w piłkę. Po zakończonej w wieku 39 lat karierze trudno jest obserwować boiskowe wydarzenia zza linii bocznej?
 
Najtrudniejsze były te pierwsze dni. Teraz wydaje mi się, że wygląda to już coraz lepiej, coraz pewniej się czuję. Tak jak w każdej dziedzinie życia, swojego rodzaju „przebranżowienie się” wymaga czasu i ja też tego czasu potrzebuję. Ale chcę się uczyć, rozwijać się. Bycie trenerem jest dla mnie wyzwaniem.
 
A jak podsumowałby Pan swoją zawodniczą przygodę z futbolem? Były jakieś konkretne punkty zwrotne czy coś, co szczególnie zapadło Panu w pamięć?
 
Niech lepiej ostatnie słowo w tym temacie należy do kibiców. Dużo jest takich rzeczy, ale nie lubię mówić o sobie. Na pewno te mistrzostwa z Wisłą i lata spędzone w klubie. Ale również wyrwanie się z Płocka i od czasu Grodziska już walka o najwyższe cele. Tak samo kariera reprezentacyjna - dwa awanse na wielkie imprezy, uczestnictwo w mistrzostwach świata. Fani Wisły pewnie przypomną mecz z Panathinaikosem. Tych momentów było sporo, ale niech całą karierę zawodniczą oceniają już kibice.
 
Podobno buty na kołku zawiesił Pan głównie z przyczyn zdrowotnych. Teraz zdrowie dopisuje?
 
Tak. Zakończyłem piłkarską karierę tak naprawdę ze względów zdrowotnych. Zwłaszcza ostatnio miałem przez cały czas problemy z przywodzicielami. Jak tylko wszedłem w mocniejszy trening to ciągle się nadrywały, naciągały. I właściwie nie mogłem podjąć już wysiłku tak intensywnego, jaki był wymagany na tym poziomie. Chęci wciąż miałem, ale niestety - zadecydowało wyłącznie zdrowie. Na ten moment przy moich obecnych zadaniach jest w porządku. Problem pojawił się tylko wtedy, gdy przyszły większe obciążenia typowo piłkarskie.
 
Dla klubu i wiślackich kibiców Pana powrót to najlepsza możliwa wiadomość. Serce, nawet w barwach Górnika po ostatnim pod Wawelem sezonie 2012/2013, nieustannie biło dla Białej Gwiazdy?
 
Tak. Ale rozgraniczmy dwie rzeczy. Poszedłem do Górnika, podpisałem kontrakt i starałem się wywiązywać się ze swoich obowiązków tak, jak potrafiłem najlepiej. Zresztą całe życie tak robiłem. Poniekąd zostało to też docenione przez kibiców Górnika i bardzo mi się to podobało. A im zawsze podobało się to, że nie ukrywałem, iż to serce związane jest z Wisłą.
 
Jak jako były reprezentant Polski ocenia Pan niedawne poczynania Biało-Czerwonych na Euro 2016?
 
Z mojej strony mogę jedynie pogratulować i podziękować za te wszystkie emocje, gdyż tak naprawdę te mistrzostwa odbieram tylko pozytywnie. Zrobili coś dla polskiej piłki reprezentacyjnej, ale również dla naszej ligi, bo inaczej będzie się teraz na nią patrzyło. Obudzili ponownie dumę w stosunku do polskiego piłkarza. To jest coś niesamowitego, obyśmy wszyscy tego nie zmarnowali.
 
Z Wisłą Kraków w ciągu 9 sezonów sięgnął Pan po 4 tytuły mistrza Polski. Będzie ciąg dalszy i nowe rozdziały tej opowieści?
 
Kibicom, właścicielowi i oczywiście samemu sobie życzyłbym, żeby Wisła znowu świeciła taki blaskiem, jak niegdyś. Wiadomo, na jakim etapie jesteśmy. Klub jest w pewnym sensie nadal w reorganizacji, ale ja wierzę w to, że wcześniej czy później Wisła zajmie odpowiednie dla niej miejsce, czyli… wiadomo które. (uśmiech)
 
Rozmawiał Damian Juszczyk


do góry strony