Strona główna » Aktualności » Sobolewski: Serca nam zamarły

Sobolewski: Serca nam zamarły

Data publikacji: 30-08-2009 13:29



Radosław Sobolewski udzielił tylko naszej redakcji krótkiego wywiadu po meczu z Jagiellonią. „Zamiast wygrać 5:0 mieliśmy do samego końca nerwówkę i to niepotrzebnie” – podkreślał pomocnik Wisły Kraków.

Fot. Maks Michalczak Fot. Maks Michalczak

Czy zespół prowadzony przez Michała Probierza okazał się tak silnym przeciwnikiem, jak zapowiadano? Do tej pory „Jaga” zdobyła sporo punktów i gdyby nie kara ujemnych punktów, byłaby wiceliderem.
Sądzę, że Jagiellonia w przekroju całego meczu zaskoczyła, ale in minus. Tak naprawdę pierwszy celny strzał na bramkę oddali dopiero drugiej połowie spotkania, bo chyba około 66. minuty.

Pierwsza odsłona w Waszym wykonaniu pokazała, że dzisiejsza rywalizacja może być z gatunku „lekkich, łatwych i przyjemnych”. W drugiej części sytuacja nieco skomplikowała się, bo „Jadze” jednak udało znaleźć się drogę do bramki Mariusza Pawełka.
To był mecz z cyklu „albo wygra się i dobije przeciwnika, albo rywal niczym ranna zwierzyna może jeszcze ukąsić” i tak właśnie to wyglądało na boisku. Serca nam zamarły po wykonywanym przez nich rzucie wolnym i de facto, gdybyśmy zremisowali, to nie mielibyśmy nic do gadania, bo Jagiellonia strzeliłaby dwie bramki. Zamiast wygrać 5:0 mieliśmy do końca nerwówkę i to niepotrzebnie.

Czy pod koniec drugiej połowy pojawiła się w Waszych głowach taka myśl – „Spokojnie, jest 2:0 i dowozimy to końca” i lekko rozprężyliście się?
Nie, nie. Każdy mecz jest z naszej strony naprawdę na 100 %.

W ostatnich spotkaniach Ekstraklasy można zauważyć, że macie dużą łatwość stwarzania sobie sytuacji podbramkowych. Bez problemu Wisła podchodzi pod pole karne rywala, ale potem niestety brakuje tego ostatniego podania. Nie inaczej było dzisiaj.

Tak, tak. Mamy mnóstwo takich okazji, ale gdzieś tam łamiemy ostatnie podanie, które czasami jest niecelne, a czasami dokonujemy złych wyborów. Ogólnie cały zespół ma problem ze skutecznością, żeby dobrze zakończyć składną akcję strzałem, i to celnym. Wtedy grałoby się nam o wiele łatwiej. Dziś strzeliliśmy dwie bramki, i dzięki Bogu. Brakowało trzeciej, takiej właśnie „na dobicie”, a wtedy byłoby już po meczu.

Trener Skorża powiedział, że terminarz tak się ułożył, że każdy kolejny przeciwnik jest bardziej wymagający od poprzedniego. Czy Pan uważa podobnie, biorąc pod uwagę wszystkie rozegrane do tej pory spotkania?
Ciężko powiedzieć, ciężko ocenić. Ja patrzę na każdy kolejny mecz i nie zastanawiam się nad skalą trudności.

Kroczycie od zwycięstwa do zwycięstwa. Pięć rozegranych spotkaniach, pięć zwycięstw i fotel lidera. Czy takich rezultatów mamy spodziewać się co kolejkę?
Tak zakładaliśmy sobie od początku i otwarcie powiedzieliśmy, że musimy rehabilitować się za te nieszczęsne puchary. Staramy się, myślę, że nie można nam nic zarzucić, jeśli chodzi o sprawy mentalne przed meczem. Walczymy na całego i w każdym meczu chcemy wygrać po 5:0. Dziś niestety nie było 5:0, a skończyło się tylko 2:1.

Rafał Młyński
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



do góry strony