Strona główna » Aktualności » Rok 2011 Waszym zdaniem – Wasze wspomnienia

Rok 2011 Waszym zdaniem – Wasze wspomnienia

Data publikacji: 06-01-2012 17:00



Rok 2011 w wiślackim świecie obfitował w wydarzenia. Niemal każdy miesiąc przynosił coś, co zapadło w pamięć kibicom – począwszy od mistrzostwa na niesamowitym finiszu w Lidze Europejskiej skończywszy. Oto sześć wspomnień z minionych 12 miesięcy, które Wy zapamiętaliście najbardziej.


Faraway:
Rok 2011 nie był dla mnie zbyt udany, dlatego w dużej mierze to Wisła poprawiała mi nastrój w kryzysowych momentach. Każdy mecz Wisły był dla mnie ważny, szczególnie przeżywałam te w których grał mój ulubiony piłkarz ;). Najbardziej w mojej pamięci utkwiły: zdobycie Mistrzostwa Polski, mecz rewanżowy z APOEL-em i „cud nad Wisłą”. Pamiętam, jak na ostatnim meczu sezonu mało kto przejmował się tym, że przegraliśmy, ważne było to, że potem wszyscy wspólnie bawiliśmy się na Rynku. Atmosfera fety była niesamowita, ale to chyba pamięta każdy kibic. Potem była nadzieja na to, że Wisła zagra w Lidze Mistrzów. Rewanżowego spotkania z APOEL-em nie mogłam się doczekać, wierzyłam, że to miał być ten wieczór kiedy w końcu awansujemy. Niestety, los nie był nam przychylny, trudno zapomnieć widok piłkarzy, którzy płaczą… Jak zobaczyłam zawodników w takim stanie, to sama zaczęłam płakać jak dziecko.  Z tego wieczoru pamiętam jeszcze jak sąsiad przez jakieś 20 minut śpiewał na całą okolicę wiślackie przyśpiewki. Następnie z różnym skutkiem wiodło nam się w Lidze Europy i tutaj nie sposób nie wspomnieć o wiślackim cudzie. W dniu meczu Wisła – Twente spotkałam znajomego ze studiów, który kibicuje drużynie z drugiej strony Błoń. Sam w rozmowie zaczął od tego, że Wisła wygra, ale odpadnie, jak dodał, nareszcie. Wieczorem zasiadłam przed telewizorem. Trudno było liczyć na awans, a moja wiara w czasie meczu przypominała sinusoidę. Fatalne wieści z Londynu psuły atmosferę, kiedy Tsvetan Genkov zdobywał gola. Kiedy usłyszałam, że Odense doprowadziło do wyniku 2:1, znów zaczęłam wierzyć awans po to, by w 80. minucie zacząć godzić się z tym, że odpadniemy i powstrzymywać łzy. Z jednej strony powoli przyzwyczajałam się do myśli, że to koniec, a z drugiej w sercu wciąż miałam nadzieję na awans. Gdy sędzia zakończył mecz w Krakowie miałam łzy w oczach. Wtedy niemal jednocześnie było słychać okrzyki radości na trybunach i radość w głosie Mateusza Borka, po chwili niezapomniana euforia Sergeia Pareiko i dotarło do mnie, że stał się cud. W tym momencie chyba po raz pierwszy w życiu popłakałam się ze szczęścia, a słów: „I skończył się mecz w Londynie, i tak, i to jest prawda” nigdy nie zapomnę. Potem była kolej na moją radość przed telewizorem i to, że przez kolejne dni znajomy kibic innej krakowskiej drużyny musiał znosić widok tryumfu w moich oczach. Ten rok sprawił, że Wisła stała mi się jeszcze bliższa, uświadomił, że to moja miłość – taka, która będzie trwać i nigdy nie zawiedzie.

Magda:
Szalik – 30zł. Bilet – 32 zł. Usłyszeć hymn Ligi Mistrzów na stadionie ukochanej drużyny – BEZCENNE!
Myślę, że na długo zapamiętam 17 sierpnia 2011r. Nikomu chyba nie trzeba przypominać, że to właśnie tego dnia odbyło się spotkanie Wisła Kraków – APOEL Nikozja. Jak zawsze nie mogłam się doczekać meczu, jednak miałam świadomość, że ten będzie wyjątkowy – w końcu mamy szansę zbliżyć się do Ligi Mistrzów, a poza tym mieliśmy usłyszeć prestiżowy hymn na naszym wspaniałym, krakowskim stadionie! Razem z koleżanką i siostrą weszłyśmy na sektor, gdzie już przygotowane były czarne kartony i białe flagi, więc od razu pomyślałyśmy, że weźmiemy udział w niesamowitej oprawie. Minuty ciągnęły się niemiłosiernie, kiedy w końcu nastał długo wyczekiwany moment. Wszyscy wstali, cały sektor podniósł elementy oprawy i rozległ się dobrze znany z telewizji hymn Ligi Mistrzów. Nie wstydzę się przyznać, że w tym momencie po mojej twarzy poleciały łzy szczęścia, w końcu braliśmy udział w historycznym wydarzeniu. Czułam się niesamowicie, rozpierała mnie ogromna duma, że kibicuję właśnie temu klubowi, który potrafi osiągnąć wielkie rzeczy i daje kibicom możliwość przeżywania tak pięknych chwil.  W tym momencie wynik spotkania był dla mnie sprawą drugorzędną, chociaż oczywiście z całego serca kibicowałam naszej Wisełce i wierzyłam w zwycięstwo. Jeżeli miałabym w dwóch słowach określić, co wtedy czułam, to powiedziałabym, że było to szczęście i ogromna duma. Po zakończeniu meczu wszystkie pozytywne emocje odczuwałam podwójnie, dzięki piłkarzom, którzy chyba wzięli sobie do serca słowa widniejące pod podobizną Henryka Reymana: „W naszych sercach jest, był i będzie – zagrajcie tak, by dorównać legendzie”. Mecz zakończył się skromną, ale za to jakże ważną i zbliżającą nas do Ligi Mistrzów wygraną. Ten dzień zapamiętam na długo, właśnie dzięki emocjom i uczuciom towarzyszącym temu spotkaniu – od wzruszenia przy słuchaniu hymnu Ligi Mistrzów, poprzez radość po bramce Patryka Małeckiego, aż do dumy po wygraniu ważnego meczu. Wracając do domu śmiałyśmy się, że kiedyś, siedząc przy kominku będziemy opowiadały naszym wnukom o tym niesamowitym dniu. Teraz uważam, że będziemy miały sporo do opowiadania, bo każdy mecz ukochanego klubu to inna historia, którą warto poznać.

sid1894
Najlepsze wspomnienie z 2011 roku? Wspomnień jest parę, ale za najciekawsze uważam mecz Wisełki w Limanowej w ramach Pucharu Polski. Jak wiadomo, oficjalne kibiców Wisły nie powinno tam być, ale przecież... grała nasza Wisełka, więc nie mogło nas tam zabraknąć. Podróż przebiegła sprawnie, nawet nie zostaliśmy poddani kontroli, i wreszcie dojechaliśmy na miejsce. Niestety, ku naszemu zdziwieniu, nie mogliśmy już zakupić wejściówek na to spotkanie. Entuzjazm opadł i pozostał tylko niedosyt. W końcu przejechaliśmy tyle kilometrów, i nie było dane wspierać nam swojej ukochanej drużyny... do czasu. Szukajcie a znajdziecie? Zdecydowanie tak! Znaleźliśmy idealne miejsce, z którego można było obejrzeć mecz w miarę spokojnie. Zajęliśmy swoje... miejsca i w końcu mogliśmy zobaczyć naszych zawodników w akcji. Obie bramki Wisły mogliśmy przypłacić solidnymi siniakami, bo gałąź, z której oglądaliśmy mecz, była wypełniona co do ostatniego miejsca, a po bramkach prawie się złamała. Gałąź... Tak dobrze widzicie. Po raz pierwszy w życiu miałem okazję oglądać występ naszej drużyny z... drzewa ;) Polecam każdemu przeżyć kiedyś coś takiego, jednocześnie chciałbym zaapelować: szanujcie przyrodę, bo za parę lat to właśnie Ty... możesz oglądać mecz z przepięknego dębu ;)

Andrzej
Oj działo się tak wiele, że aż trudno to wszystko opisać. Dlatego skupię się na jednym wydarzeniu, które chyba najbardziej utkwiło mi w pamięci. Na mecz z Widzewem 4 grudnia wybierałem się z ogromnym zaciekawieniem, gdyż dzień wcześniej przeczytałem komunikat na oficjalniej stronie Wisły, aby nie zajmować miejsc na sektorze C3. Miało bowiem dojść do wydarzenia dotąd nie spotykanego na polskich trybunach. Kiedy wchodziłem na stadion, widziałem już kolejki dzieci ustawiających się pod młynem. Muszę przyznać, że ten widok trochę mnie oburzył, bo przecież sektor rodzinny jest w innej części, a oni wchodzą na miejsca zajmowane przez najwierniejszych fanatyków, dopingujących Wisełkę przez cały mecz, bez względu na wynik. Wraz z pierwszym gwizdkiem zaczął się doping maluchów. Kiedy sektor C3 ryknął: - Hej Wisła Gol!! - zrobiło mi się głupio. Poczułem dreszcze na skórze. Dzieci włożyły energię i fantastycznie prowadziły doping przez całe spotkanie. Były one ogromnym napędem dla piłkarzy. Wspaniałe emocje, zabawa na trybunach i na koniec zwycięstwo Białej Gwiazdy. Była to przyjemność i niezapomniane przeżycie dla dzieciaków, a ja sam tego dnia wiele się nauczyłem. Piękna inicjatywa SKWK. Chciałbym, aby było więcej podobnych projektów. Kto kocha ten wierzy - Siła w młodzieży!!!

Zwycięski zakład
Zakład. Gdy zbliżał sie mecz ligowy ze Śląskiem we Wrocławiu, wszyscy moi kumple nabijali sie ze mnie, że Wisła dostanie porządne baty. Tylko ja wierzyłem w kochaną Wisełkę, więc mówię do nich tak: „Jeżeli Wisełka wygra, śpiewacie hymn Wisełki stojąc na głowie!” Choć po słabych występach w LE nikt w nie wierzył, że Wisełka ma choć cień szansy na zwycięstwo, pamiętamy jak ten mecz sie skończył: 1:0 dla Wisełki:) Gdy spotkaliśmy się kolejnego dnia, koledzy wykonali karę. Do dziś mam z nich ubaw HAHA! Jaki to musiał być dla nich ból, jako dla kibiców Lecha haha!
Podkreślę to, że jestem z Wielkopolski i jako jedyny kibicuję Wisełce.

Anna
Miniony rok był dla mnie szczególny przede wszystkim pod trzema względami.
Po pierwsze - zdobyliśmy kolejny tytuł Mistrza Polski. Jest to zawsze wyjątkowa chwila, każda niepowtarzalna, związana z wielką radością i świętowaniem. Ten tytuł był tym bardziej miły sercu, że zdobyty po wygranych derbach, w których gola strzelił Maor Melikson. Jednocześnie słowo "derby" przywołuje na myśl nasz ostatni mecz przeciwko Cracovii, zakończony porażką Białej Gwiazdy. Pokazuje to prawdę o futbolu: nieco może już wyświechtane, ale jakże prawdziwe powiedzenie - piłka nożna może być sportem ze wszech miar nieprzewidywalnym, a gra toczy się do ostatniej sekundy.
Po drugie i bardzo osobiste - w tym roku, podczas meczu z Fulham, po raz pierwszy miałam możliwość zasiąść na stadionie przy Reymonta 22 i wziąć udział w dopingowaniu mojej drużyny. Jest to dla mnie szczególnym przeżyciem, gdyż pochodzę z rejonu Polski, w którym na Wisłę nie patrzy się przychylnym okiem. Poczuć tę jedność z tysiącami innych osób, które przyszły na R22, by pomóc Wiślakom, móc skandować i śpiewać przyśpiewki, do tej pory słyszane jedynie w telewizji, ujrzeć piłkarzy w wiślackich koszulkach - są to wrażenia, których zwykły śmiertelnik nie jest w stanie opisać!
Po trzecie - 14.12.2011 - tej daty nie trzeba wyjaśniać żadnemu Wiślakowi. Awans do dalszego etapu Ligi Europejskiej, połączony z obecnością na trybunie C, to napięcie, radość z goli, wreszcie euforia po końcowym gwizdku w Londynie - to po prostu trzeba było przeżyć na stadionie! Żadna relacja telewizyjna nie jest w stanie pokazać tych emocji w sposób pełen i prawdziwy!
Rok 2011 zaliczam zatem do udanych - mimo przegranych derbów i innych meczów, mimo słabego (jak na Wisełkę) wyniku na koniec rundy jesiennej, mimo zapaści piłkarzy. Ja wierzę, że jeszcze będziemy fetować na Rynku Głównym w maju 2012 roku, ale emocje z tym związane opiszę dopiero za rok.

Ze zwycięzcami skontaktujemy się drogą mailową.

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



do góry strony