Strona główna » Aktualności » Remis, który nie dał awansu

Remis, który nie dał awansu

Data publikacji: 23-02-2012 21:00



W Krakowie Wiśle udało się skruszyć mur postawiony w defensywie przez Standard Liege jeden raz. W Belgii ta sztuka się nie powiodła i to dzięki bramce strzelonej pod Wawelem do 1/8 finału Ligi Europejskiej awansował Standard. Pozostaje żal, że choć Biała Gwiazda z belgijskim zespołem nie przegrała ani razu, a na murawie była lepszym zespołem, to musi żegnać się z europejskiemu pucharami.

Fot. Daniel Gołda Fot. Daniel Gołda

Bramkowy remis w Krakowie był korzystnym wynikiem dla Standardu, bo to Wisła musiała strzelić gola, żeby awansować. Nic więc dziwnego, że trener Riga nie miał oporów z wystawieniem na prawej pomocy obrońcy, Reginala Goreux. Gospodarze zagrali podobnie jak w Krakowie – głęboko cofnięci czekali na Wisłę na swojej połowie, tworząc w defensywie trudny do skruszenia mur.

Zobacz zdjęcia z meczu!

Standard wyciągnął też lekcję z pierwszego spotkania – dużo mniej swobody pozostawiano Meliksonowi, gospodarze bardzo uważali na szybkie wymiany z pierwszej piłki przez Wiślaków. Chociaż podopieczni trenera Moskala wiele razy przechwytywali piłkę jeszcze na połowie rywala, to nie byli w stanie skutecznie przedostać się w pole karne gospodarzy. Efekt tego był taki, że sytuacji pod bramką Bolata było jak na lekarstwo. Standard natomiast zagrożenie stwarzał po rzutach wolnych bitych z boków boska. Najgroźniej było w 34. minucie, kiedy po podaniu od Pocognoliego za dużo swobody pozostawiono Cyriacowi, ale ten strzelił głową obok bramki.

Początek drugiej połowy zwiastował, że szachy ze strony gospodarzy mogą sie skończyć. Gospodarze śmielej ruszyli do ataku, czego efektem były okazje z 51. i 52. minuty. Najpierw gracze Standardu ładnie przedarli się lewą stroną, ale podanie w pole karne dobrze wybił Diaz, a chwilę później Buyens w dobre pozycji strzelił niecelnie. Wiślacy dwa razy natomiast na początku drugiej części gry reklamowali rzut karny. Najpierw w szesnastce upadł Tsvetan Genkov, a potem po uderzeniu Jovanovicia piłkarze Białej Gwiazdy twierdzili, że piłka odbiła się od ręki jednego z zawodników gospodarzy. W obu przypadkach sędzia nie dopatrzył się przewinienia.

Ważną decyzję natomiast arbiter podjął w 63. minucie, kiedy drugą żółtą kartka ukarał Nuneza. Argentyńczyk musiał opuścić boisko i Wisła, podobnie jak w pierwszym meczu, zaczęła grać w dziesięciu. Gospodarze od razu śmielej ruszyli do ofensywy, ale nadal z tyłu pozostawiali tylu piłkarzy, żeby uniemożliwić Wiślakom wyprowadzenie skutecznej kontry. Ten zryw skutku nie przyniósł i wróciliśmy do obrazu gry dobrze znanego ze wcześniejszej części meczu. Znowu Standard najgroźniejszy był po stałych fragmentach gry. W 73. minucie po podaniu z rzutu rożnego zupełnie bez opieki został Bjarnason, ale w świetnej sytuacji zachował się fatalnie i nie oddał nawet strzału.

Od 76. minuty trener Moskal postawił wszystko na jedną kartę. Za obrońcę Jovanovicia wprowadził napastnika Bitona. Od razu przyniosło to efekt, ponieważ po podaniu Meliksona z prawej strony kolejno Kirm i Biton znaleźli się w dobrej sytuacji. Obaj jednak źle trafili w piłkę i ta wyszła poza boisko. Chwilę później Dudu jeszcze uderzał niecelnie po podaniu z rzutu rożnego, ale to była ostatnia szansa Wisły. Tym razem Bolata pokonać się nie udało, a to był konieczny warunek do awansu dla Białej Gwiazdy.

Standard Liege – Wisła Kraków 0:0

Pierwszy mecz 1:1. Aawans: Standard


Standard Liege:
Bolat – Ciman, Felipe, Gershon Pocognoli – Goreux (89’ Gakpe), Belhocine, Bjarnason, Buyens – Cyriac (90+3’ Opare), Tchite (85’ Batshuayi)

Wisła Kraków: Pareiko – Jovanović (76’ Biton), Jaliens, Chavez, Diaz – Nunez, Wilk (86’ Jirsak) – Iliev (66’ Kirm), Garguła, Melikson – Genkov

Żółte kartki: Bjarnason, Goreux, Cyriac, Gakpe (Standard); Nunez, Wilk, Jaliens, Pareiko (Wisła)
Czerwona kartka: Nunez (druga żółta)
Sędziował: Milorad Mažić (Serbia)

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



do góry strony