Strona główna » Aktualności » Ponad podziałami – wspomnienia Leszka Snopkowskiego

Ponad podziałami – wspomnienia Leszka Snopkowskiego

Data publikacji: 25-02-2012 10:30



Dzisiejszy piłkarski świat znacznie odbiega od czasów, w których grał Leszek Snopkowski. Wówczas Błonia były miejscem przyjaźni, które łączyło obie krakowskie drużyny oraz ich sympatyków. Obraz tamtych lat stworzyliśmy na podstawie wspomnień legendarnego piłkarza Białej Gwiazdy.


Ten materiał ukazał się w 126. numerze Newslettera Wisły Kraków. Aby go zamawiać, wystarczy wypełnić formularz

Leszek Snopkowski miał nie lada przyjemność mogąc tworzyć zespół wraz z wielkimi piłkarskimi osobistościami jakimi byli Jerzy Jurowicz, Mieczysław Gracz, Stanisław Flanek czy Józef Kohut. Sam, dzięki sercu jakie pozostawiał na murawie, umiejętnościom i oddaniu został legendą Wisły. Podczas derbów Krakowa naprzeciwko niego stawali wybitni zawodnicy z ulicy Kałuży. Zaliczali się do nich m.in. Rybicki, Parpan i Jabłoński. Były to czasy, w których oba kluby ubiegały się tytuł najlepszej drużyny w kraju. Pan Leszek zawsze podkreślał, że spotkania derbowe miały dla niego wyjątkowy charakter, bez względu na to, w jakich ligach obie drużyny występowały.

W grudniu 1948 roku na boisku Garbarni odbył się dodatkowy mecz z udziałem dwóch najstarszych krakowskich drużyn decydujący o mistrzowskim tytule. Wówczas legendarny piłkarz Wisły, Leszek Snopkowski, nie wziął udziału w spotkaniu, gdyż był zawodnikiem rezerwowym, a przepisy w tamtych czasach nie dopuszczały wprowadzania zmian. „Jak ktoś znalazł się w składzie, to grał już do końca. Kibicowałem więc starszym kolegom” – mówił pan Leszek. Już rok później stanął ramię w ramię z kolegami z drużyny walcząc w niezwykle istotnym spotkaniu dla krakowskiego piłkarskiego świata. Mecz ten traktował  jako ogromne wyróżnienie, gdyż udało mu się wejść do bardzo zgranego zespołu. Czasami jednak można było wyciągnąć odmienne wnioski, bo zawodnicy Wisły podczas rywalizacji, delikatnie mówiąc, ostro zwracali sobie uwagę. „W czasie meczu piłkarze wzajemnie się opieprzali w sposób typowy dla chłopaków z Kazimierza, czasami na boisku dochodziło nawet do bitki, ale po meczu szybko się godzili, szczególnie, kiedy odnieśliśmy zwycięstwo” – wspomina.

Tradycją chętnie podtrzymywaną w tamtych czasach było przejście piłkarzy z jednej strony Błoń na drugą. Zawodnicy przebrani w stroje i przygotowani do gry maszerowali w otoczeniu sympatyków Wisły i Cracovii. „To świadczyło o kulturze kibiców obu drużyn. Teraz trudno to sobie nawet wyobrazić. Jest to już, niestety, niemożliwe. Dlatego, ilekroć obserwuję w Canale+, jak drużyna przyjeżdża na mecz autokarem, wysiada z niego niemal wprost na boisko, to za każdym razem przypominam sobie nasze stare zwyczaje, niezwykle sympatyczne” – wraca pamięcią pan Leszek.

Niezwykle ciekawy jest fakt, iż zawodnicy obu klubów często spotykali się poza murawą – towarzysko. Piłkarze mieli ulubione lokale, do których lubili powracać – przy ulicy Mikołajskiej i Sławkowskiej, gdzie mieściły się winiarnie. Leszek Snopkowski zaznaczył, że nie pił ani mocniejszego alkoholu, ani piwa. Inaczej było z papierosami, choć palił tylko przez kilka tygodni – od zakończenia sezonu do Nowego Roku – czyli w czasie przerwy w rozgrywkach.

Pan Leszek zaprzecza, jakoby podczas derbów dochodziło do jakichkolwiek przepychanek, czy też „polowania na kości” przeciwnika. Podkreślał, że najlepiej zawodnicy wyjaśniali sobie wszelkie nieporozumienia podczas wspólnych obiadów. „Ten zwyczaj zachował się po styczniowych meczach o Herbową Tarczę Krakowa. Odbywało się to albo w Sokole, gdy gospodarzem była Cracovia, albo w kasynie przy obecnej Królewskiej, kiedy derby rozgrywano na stadionie Wisły” – wyjawił. Sam jako działacz starał się przekazywać młodszym pokoleniom najlepsze wzory ze spotkań derbowych.

Dawniej zdarzały się także sytuacje, kiedy Wiślacy przechodzili do Cracovii i na odwrót. Obecnie taki obrót zdarzeń jest rzadziej spotykany, aczkolwiek nie niemożliwy. Można wymienić tutaj nazwisko Kmiecika, czy Ryszarda Sarnata. W drużynie z Reymonta grali także Krzysztof Hausner – medalista mistrzostw Europy juniorów w Portugalii oraz Andrzej Rewilak i Januszem Kowalik. „Przejścia wiślaków wynikały też z tego, że u nas nie mieli już miejsca, a Cracovia grała w niższych klasach i chętnie ich przyjmowała” – zaznaczył.

K. Kawula
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



do góry strony