Strona główna » Aktualności » Pogromca Bodzia W.

Pogromca Bodzia W.

Data publikacji: 17-05-2009 21:20



W każdym meczu, w którym grał przeciwko Bogusławowi Wyparle, strzelał bramki. Tak było i tym razem, kiedy w drugiej połowie Piotr Ćwielong zdobył gola dla Wisły.

Fot. Grzegorz Czop Fot. Grzegorz Czop

Czy masz jakiś specjalny sposób na pokonywanie Bogusława Wyparły?
Zawsze, kiedy grałem przeciwko Bodziowi, strzelałem bramki. Tak było też dzisiaj. Nie wiem, dlaczego tak jest, ale cieszę się, że dzisiaj strzeliłem i asystowałem przy bramce "Małego". Było nam ciężko w tym meczu, ale pokazaliśmy swoją klasę i charakter. Pokazaliśmy wszystkim, że to my najbardziej liczymy się w walce o tytuł mistrza Polski.

Trener Skorża przez całą pierwszą połowę krzyczał ciągle do Ciebie: "Pepe, bliżej, do środka". Chciał Cię bardziej zmotywować?
Miałem takie założenia, że muszę wracać po każdej sytuacji do środka. Nie zawsze mi się to udawało, ponieważ nie zawsze miałem siły. Dlatego trener mi ciągle podpowiadał. Cieszę się z tego, że trener dał mi szansę i poniekąd ją wykorzystałem. Już jutro będziemy myśleć o meczu w Gdańsku, bo na pewno będzie tak samo ciężki jak ten dzisiejszy z ŁKS-em.

W pierwszej połowie, mimo strzelonej bramki, gra nie układała Wam się za bardzo. Czy w szatni padła jakaś reprymenda?
Nie. Nasz sztab szkoleniowy jest naprawdę bardzo dobry i rozpracowali przeciwnika. Wiedzieliśmy o tym, że ŁKS w drugiej połowie nie ma tyle sił i gra bardzo słabo. Dlatego w pierwszej połowie mieliśmy grać spokojnie i wybijać ich z rytmu, ponieważ wtedy tracą najwięcej sił. Myślę, że w drugiej połowie zagraliśmy już tak, jak chcieliśmy.

Miałeś dzisiaj ciężkie zadanie, bo Twoim przeciwnikiem był Tomasz Hajto, który poruszał się za Tobą jak cień.
Tak, ale po to się gra w piłkę, żeby grać przeciwko takim przeciwnikom jak Tomek. Szanuję go, bo to dobry zawodnik, grał w reprezentacji, w Bundeslidze. To nie jest byle kto. Ale dzisiaj to my wygraliśmy.

Czy Wasze zwycięstwo 4:0 na wyjeździe może oznaczać koniec tego "wyjazdowego fatum" i remisów?
Ciężko powiedzieć. Cieszy to, że wygraliśmy na wyjeździe i to tak wysoko. Na pewno podbuduje nas to przed meczem w Gdańsku. Ale wiedzieliśmy już wcześniej, czy po meczu w Gdyni, czy w Gliwicach, że jesteśmy mocną drużyną i możemy wygrać z każdym, czy to u siebie, czy na wyjeździe. Wtedy akurat szwankowała skuteczność. Dzisiaj pokazaliśmy, że jest ona dobra. ŁKS to nie jest słaba drużyna, ma kilku dobrych zawodników.

W Gdańsku, jeśli wygracie, możecie przypieczętować spadek Lechii do pierwszej ligi.
Taka jest piłka nożna. Jedni walczą o mistrzostwo, drudzy o utrzymanie. Niestety, tu nie będzie sentymentów. Kibice się przyjaźnią, ale na boisku na pewno nie będzie przyjaźni. Będziemy robić wszystko, gryźć trawę, obojętnie co, żeby wygrać. Wiemy, że wszystko zależy od nas i to my dyktujemy warunki.

Ania M.
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



do góry strony