Strona główna » Aktualności » Podsumowanie sezonu 2013/2014 T-Mobile Ekstraklasy

Podsumowanie sezonu 2013/2014 T-Mobile Ekstraklasy

Data publikacji: 07-06-2014 17:34



Najdłuższy w historii polskiej piłki sezon Ekstraklasy, po 317 dniach i 2 godzinach, dobiegł końca. „Gdy emocje już opadną, jak po wielkiej bitwie kurz” chciałoby się zaśpiewać, rozpoczynając czas posezonowych podsumowań.

Fot. Adam Koprowski Fot. Adam Koprowski

Pod wieloma względami był to sezon szczególny. Najbardziej zauważalną zmianą w stosunku do poprzednich lat była zdecydowanie nowa formuła rozgrywek: sezon zasadniczy składający się z 30 kolejek, a po nim podział punktów i utworzenie dwóch grup – mistrzowskiej i spadkowej. Opinie na temat tak dużej zmiany były różne, już teraz wiadomo jednak, że przyszły sezon T-Mobile Ekstraklasy zostanie rozegrany w takim samym układzie. Kibiców znów czeka więc większa ilość spotkań, a co za tym idzie – emocji!

Nie wybiegając dalej w przyszłość, wróćmy do zakończonych rozgrywek. Sympatycy Białej Gwiazdy z pewnym niepokojem słuchali przedsezonowych zapowiedzi, w których krakowskiej Wisły nikt nie stawiał w roli faworyta. Dało się wręcz słyszeć opinie mówiące, że klub z grodu Kraka będzie musiał walczyć o utrzymanie. Przed niełatwym zadaniem stanął Franciszek Smuda – poskładać drużynę, z której odeszło kilku kluczowych zawodników, tak by znów siała postrach na ligowych boiskach. Kadrę wzmocnili powracający z wypożyczeń Michał Szewczyk oraz Michał Nalepa, kontrakty podpisano z dwoma pomocnikami: Macedończykiem Ostoją Stjepanoviciem oraz reprezentantem Haiti - Donaldem Guerrierem. Największym, jak się potem okazało, sukcesem było jednak sprowadzenie z powrotem pod Wawel Pawła Brożka, którego nikomu nie trzeba było przedstawiać.

Sezon 2013/2014 Wisła zainaugurowała na własnym stadionie, podejmując Górnika Zabrze. Ponad 13 tysięcy kibiców zobaczyło, że sceptycy nie mieli racji – gospodarze zaprezentowali się bardzo solidnie, w niczym nie ustępowali Górnikowi, a wręcz dało się zauważyć ich przewagę. Mecz zakończył się bezbramkowym remisem, który bardziej zadowalał gości. Biała Gwiazda tydzień później udała się do Kielc, gdzie po szalonym meczu udało jej się wygrać 3:2. Decydującą bramkę strzelił w doliczonym czasie gry Michał Chrapek, który pewnie wykorzystał rzut karny podyktowany za faul na Łukaszu Burlidze.

Na drugie zwycięstwo w sezonie wiślacy musieli trochę poczekać. Najpierw wyjazdowe spotkanie ze Śląskiem, w którym „zadebiutował” Paweł Brożek, zakończyło się remisem 0:0, później punkt z Krakowa udało się wywieźć Jagiellonii. Po pierwszych czterech kolejkach Wisła miała więc na koncie sześć punktów, nie zanotowała za to żadnej porażki i swoją grą udowadniała, że jej forma systematycznie rośnie.

Przełomowym momentem dla losów całej rundy jesiennej był sierpniowy mecz z Lechem przy R22. Prawie 19 tysięcy widzów zobaczyło starą, dobrą Wisłę - zespół grający szybko, widowiskowo i ambitnie. Rzut karny znów wywalczył Burliga, a na bramkę zamienił go nie kto inny, lecz Paweł Brożek. Było to pierwsze trafienie Pawła po powrocie do polskiej ligi, nikt nie przypuszczał jeszcze, że w kolejnych meczach będzie ich dużo więcej. Wkrótce po bramce „Brozia” wynik na 2:0 podwyższył Garguła i pierwsze w sezonie zwycięstwo przed własną publicznością stało się faktem.

Schemat kilku kolejnych serii spotkań był taki sam: Wisła ogrywała wszystkich na własnym stadionie, z wyjazdów przywoziła natomiast „oczko”. Bezbramkowy remis w Szczecinie piłkarze wynagrodzili kibicom wysokim zwycięstwem 3:0 nad Piastem. Wielkie Derby Krakowa, rozgrywane na stadionie przy Kałuży, także zakończyły się podziałem punktów, a po końcowym gwizdku wynik brzmiał 1:1. Biała Gwiazda bez większych problemów odprawiła z kwitkiem Lechię Gdańsk, wygrywając z nią 3:0, nieco trudniejsze warunki postawili gracze Ruchu i krakowianie musieli zadowolić się kolejnym, czwartym z rzędu wyjazdowym remisem.
Wtedy nadszedł dzień szczególny – 6 października 2013 roku. Stadion przy ulicy Reymonta 22 wypełnił się po brzegi kibicami, którzy chcieli zobaczyć mecz Wisły z Legią w ramach 11. kolejki T-Mobile Ekstraklasy na własne oczy. Jedyna niepokonana drużyna w lidze podejmowała lidera tabeli z Warszawy, na boisku nie brakowało więc ostrej walki i emocji. Kiedy już wydawało się, że spotkanie zakończy się remisem, znakomite podanie prostopadłe otrzymał Paweł Brożek i stanął oko w oko z Wojciechem Skabą. Nasz snajper nie zwykł takich sytuacji marnować i ponad 32 tysiące fanów mogło świętować niezwykle cenne zwycięstwo nad odwiecznym rywalem.

Podbudowana wygranymi „derbami Polski” Wisła pojechała do Bydgoszczy. W 38. minucie spotkania z Zawiszą wynik otworzył Garguła i krakowscy kibice liczyli, że drugie wyjazdowe zwycięstwo jest w zasięgu podopiecznych Franciszka Smudy. W drugiej połowie z boiska został jednak usunięty Bunoza, a grający w „dziesiątkę” goście dali sobie strzelić trzy bramki i musieli przełknąć gorzką pigułkę w postaci pierwszej w sezonie ligowej porażki. Wiślacy nadrobili jednak zaległości punktowe wygrywając aż 5 kolejnych spotkań przed własną publicznością:  1:0 z Zagłębiem, 3:0 z Widzewem, 1:0 z Koroną, 3:0 ze Śląskiem oraz 2:1 z Pogonią. Nadal źle wiodło im się na wyjazdach – z obcych stadionów nie przywieźli kompletu punktów aż do końca rundy jesiennej. Bezbramkowy remis z Podbeskidziem był jedynie początkiem piłkarskiej bessy, później przyszły trzy z rzędu wyjazdowe porażki: 2:3 z Górnikiem, 2:5 z Jagiellonią i 0:2 z Lechem. Przerwę zimową Wisła spędziła jednak na podium, mogąc się poszczycić najlepszą defensywą ligi.

Władze klubu, świadome potrzeb drużyny, podczas zimowego okienka transferowego nie próżnowały. Do Wisły ściągnięto świetnie znanego polskim kibicom Semira Stilicia, powrót pod Wawel zaliczył kolejny z byłych wiślaków – Darek Dudka. Jak się szybko okazało, zawodnicy ci znakomicie wkomponowali się w talię Franciszka Smudy i nie zawiedli zaufania sympatyków Białej Gwiazdy. Już w swoim pierwszym meczu po powrocie do Polski Stilić wywalczył rzut karny, który przesądził o wyjazdowym zwycięstwie nad Piastem Gliwice. Bośniak w sposób szczególny popisał się jednak tydzień później.

23 lutego, przy fantastycznej, słonecznej pogodzie, na R22 spotkały się dwie rywalizujące ze sobą od ponad 100 lat krakowskie drużyny. Piłkarze obu ekip stanęli na wysokości zadania i spotkanie było niezwykle atrakcyjne. Najpierw bramkę dla Wisły strzelił Głowacki, później po wspaniałym dryblingu na 2:0 podwyższył Stilić i to Biała Gwiazda schodziła na przerwę w lepszych nastrojach. W drugiej połowie do głosu doszli goście, a fantastyczna bomba Saidiego zza pola karnego wylądowała w samym okienku bramki Miśkiewicza. Na kilkanaście minut przed końcem wynik na 3:1 ustalił Garguła i Wisła mogła świętować kolejne zwycięstwo w krakowskich derbach.

Niestety, jak się potem okazało, sympatycy Białej Gwiazdy na kolejną wygraną ukochanej drużyny musieli czekać ponad dwa miesiące. Zaczęło się od remisu w Gdańsku, a tydzień później Wisła dość pechowo przegrała u siebie z Ruchem. Światełkiem w tunelu był dla fanów remis 2:2 wywieziony z Warszawy po niezwykle ambitnej walce, ale jak się później okazało, był to ostatni dobry mecz Wisły na długie tygodnie. Biała Gwiazda, zmagająca się z ciężkimi problemami kadrowymi, przegrała aż cztery kolejne spotkania pod koniec sezonu zasadniczego: z Zawiszą, Zagłębiem, Widzewem  i Podbeskidziem, po niewyobrażalnym pechu Michała Miśkiewicza, który zanotował w tym meczu trafienie samobójcze już w 11. sekundzie spotkania. Podopieczni Smudy zdobyli w tych potyczkach tylko dwa gole, tracąc siedem. Szczególnie mogła martwić zgubiona forma strzelecka Pawła Brożka, który w 2014 roku nie był w stanie trafić do siatki ani raz.

Sezon zasadniczy Wisła zakończyła na 5. lokacie, co dawało jej prawo do rozegrania trzech z siedmiu meczów rundy finałowej na własnym stadionie. Najpierw, przetrzebiona kontuzjami, Biała Gwiazda przegrała 0:3 w Poznaniu, potem przyszło jej podjąć przed swoją publicznością Pogoń Szczecin. Krakowianie po wspaniałym spotkaniu wygrali aż 5:0. Fantastyczny moment wybrał na przełamanie Paweł Brożek, autor hat-tricka, który dzięki ostatniemu trafieniu z 40 metrów wkroczył do zaszczytnego „Klubu Stu”. Dumni z tak wysokiego zwycięstwa wiślacy jechali do Warszawy z mieszanymi uczuciami – ze składu znów wypadło kilku podstawowym zawodników, w eksperymentalnym zestawieniu musiała zagrać przede wszystkim defensywa. Rozpędzona Legia nie dała krakowianom żadnych szans i wygrała z Wisłą w dokładnie takim stosunku, jak podopieczni Smudy tydzień wcześniej z „Portowcami”.

Kolejnym przystankiem w ligowym terminarzu był Chorzów. Mecz z Ruchem, bezpośrednim rywalem do ostatniego miejsca na podium, cechowała niezwykła zaciętość i po końcowym gwizdku na tablicy świetlnej kibice mogli zobaczyć wynik 2:2. Pomimo remisu Wisła nadal pozostawała w walce o europejskie puchary, tydzień później jednak praktycznie je przekreśliła przegrywając u siebie 2:3 z Górnikiem. Wiślacy mogli mieć pretensje tylko do siebie, wygrywali bowiem 2:1, ale nie byli w stanie dobić swojego rywala i finalnie to zabrzanie byli górą.

Ostatnim wyjazdowym kierunkiem w sezonie 2013/2014 był dla krakowian Gdańsk. Mecz przyjaźni z miejscową Lechią nie miał już większego znaczenia dla układu tabeli – o miejsce na podium rywalizował Ruch z Górnikiem. Choć kadra Wisły na to spotkanie znów była daleka od optymalnej, Stilić i spółka zaprezentowali się bardzo przyzwoicie i tylko sekund brakło im, by wywieźć z Pomorza komplet „oczek”. Bośniak po raz kolejny błysnął formą, autor dwóch bramek dla Białej Gwiazdy. W ostatnim meczu tegorocznych rozgrywek Wisła podejmowała Zawiszę – jedyny zespół, który wygrał z krakowianami oba dotychczasowe mecze. Wiślacy za wszelką cenę chcieli się zrewanżować gościom z Bydgoszczy i ta sztuka w pełni im się udała: wygrali 2:1, choć momentami raziła ich nieskuteczność.
Wisła zakończyła sezon 2013/2014 T-ME na piątym miejscu. Jest to zdecydowanie wynik lepszy, niż przepowiadano przed startem rozgrywek, piłkarze rozbudzili jednak apetyty kibiców na więcej i, jak sami przyznają, stać ich było na wyższą lokatę. Kilka pechowych meczów, prześladujące krakowską drużynę kontuzję oraz stosunkowo wąska kadra wydają się być powodami słabszej dyspozycji Białej Gwiazdy w 2014 roku. Trener Smuda wie jednak, czego spodziewać się po swoich zawodnikach i już niedługo może zacząć budować jeszcze silniejszą Wisłę na kolejny sezon.

Garść statystyk

Wisła, w tym najdłuższym w historii polskiej piłki sezonie, rozegrała 37 meczów, w których zdobyła 53 punkty, co daje średnią 1,43 punktu na mecz. Krakowscy zawodnicy strzelili 51 goli, co jest piątym wynikiem w lidze. Druga część sezonu zdecydowanie nie służyła wiślackiej defensywie. W meczach rozgrywanych w 2013 roku Biała Gwiazda straciła tylko 19 bramek w 21 kolejkach, a więc 0,9 na spotkanie. W 2014 roku, w 16 pozostałych kolejkach, dała sobie ich strzelić aż 27, czyli 1,69 bramki na mecz.

 O ile do postawy defensywy można mieć zarzuty, tak potencjału ofensywnego może Wiśle zazdrościć wiele innych klubów T-ME. Najlepszym strzelcem drużyny został powracający do naszej ligi Paweł Brożek, zdobywca 17 goli. W tej klasyfikacji po nim jest Łukasz Garguła, który trafiał do siatki dziewięciokrotnie, po 7 bramek dorzucili też Stilić i Guerrier. Ta ofensywna czwórka zdobyła razem 40 goli dla Wisły, czyli aż 80% wszystkich zdobytych przez krakowską drużynę bramek. Co ciekawe, Paweł Brożek był najczęściej łapanym na pozycji spalonej zawodnikiem w tym sezonie – sędziowie odgwizdali ją w jego przypadku 38 razy. Nasz napastnik, dzięki 14 bramkom zdobytym przy R22, został także najlepszym strzelcem ligi na własnym stadionie.

Do statystyk zapisał się także Łukasz Burliga, któremu udało się zebrać w tym sezonie aż 15 żółtych kartek. Niewiele mniej, bo  12, ma na swoim koncie Gordan Bunoza.

Dawid Janik
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



do góry strony