Strona główna » Aktualności » Podsumowanie rundy wiosennej T-Mobile Ekstraklasy

Podsumowanie rundy wiosennej T-Mobile Ekstraklasy

Data publikacji: 16-04-2014 10:32



Porażką z Podbeskidziem przed własną publicznością zakończyła Biała Gwiazda niezbyt udaną rundę wiosenną sezonu zasadniczego.


W porównaniu do jesieni, wiślacy spadli o trzy miejsca w tabeli i przed startem rundy finałowej zajmują piątą lokatę. Teraz przed polskimi kibicami dwutygodniowa przerwa w rozgrywkach. Dla piłkarzy będzie to czas na solidne przygotowanie do ostatnich, rozstrzygających siedmiu meczów sezonu, dla nas jest to okazja, by podsumować wiosenne występy podopiecznych Franciszka Smudy.

Podczas zimowego okienka transferowego w Wiśle doszło do kilku zmian kadrowych. Do Lechii Gdańsk odszedł Paweł Stolarski, do Szczecina przeniósł się natomiast Patryk Małecki. Na wypożyczenia udali się Patryk Fryc oraz Osman Chavez. Ten pierwszy rundę wiosenną spędza w Termalice Bruk-Bet Niecieczy, Honduranin zaś zawędrował aż do Chin. Pod Wawelem zameldowało się za to trzech nowych graczy: powrót do Wisły po sześciu latach zaliczył Dariusz Dudka, podpisano także kontrakt z młodym, 19-letnim Chorwatem, Danijelem Klariciem. Największe nadzieje związane były jednak z przyjściem innego piłkarza rodem z Bałkanów – Semira Stilicia.

Mecze T-Mobile Ekstraklasy

Krakowscy zawodnicy wrócili na ekstraklasowe boiska 17. lutego, po dokładnie 63 dniach zimowej przerwy. Pierwszym stojącym przed nimi wyzwaniem był wyjazd do Gliwic, gdzie zmierzyli się z solidnie prezentującym się Piastem. Po meczu, który nie obfitował w zbyt wiele dogodnych sytuacji podbramkowych, górą byli krakowianie. Jedynego gola w tym spotkaniu zdobył z rzutu karnego Łukasz Garguła.

Przez cały kolejny tydzień temat rozmów w stolicy Małopolski mógł być tylko jeden: Wielkie Derby Krakowa. Ten szczególny mecz zgromadził na trybunach ponad 28 tysięcy kibiców, a ci nie byli zawiedzeni widowiskiem, które zaserwowali im piłkarze obu drużyn. Najpierw do bramki Cracovii trafił Arkadiusz Głowacki, chwilę później znakomitym dryblingiem oraz strzałem popisał się Semir Stilić i do przerwy wiślacy mogli cieszyć się z dwubramkowego prowadzenia. W drugiej części gry do głosu doszli goście i raz po raz groźnie atakowali. W końcu ich wysiłki przyniosły efekt – potężna bomba Saidiego zza pola karnego wylądowała w samym okienku bramki strzeżonej przez Michała Miśkiewicza. Goście próbowali pójść za ciosem, ale zostali skarceni przez Łukasza Gargułę, który ustalił wynik spotkania na 3:1 dla Wisły. Były to najlepsze derby od lat i nikt nie przypuszczał wtedy, że to zwycięstwo będzie ostatnim, jakie podopieczni Franciszka Smudy odniosą na wiosnę.

Niemoc piłkarzy spod Wawelu rozpoczęła się w Gdańsku, gdzie w meczu przyjaźni zmierzyli się z Lechią. Spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem, a forma gości w niczym nie przypominała tej, którą zaprezentowali tydzień wcześniej z Cracovią. Nie lepiej było w kolejnym meczu, w którym Biała Gwiazda podejmowała przed własną publicznością rewelację wiosny – Ruch Chorzów. Podopieczni Kociana udowodnili, że zasługują na to miano i wygrali 1:0 po bramce Kuświka. Wiśle nie pomogła tym razem zorganizowana z okazji 8. marca kobieca eskorta, Biała Gwiazda poniosła pierwszą w sezonie porażkę przy Reymonta. Był to już drugi mecz z rzędu, w którym żadnemu z jej graczy nie udało się też trafić do siatki rywali.

W niezbyt optymistycznych nastrojach podopieczni Franciszka Smudy udali się na prestiżowe spotkanie z Legią w Warszawie. To piłkarskie święto popsuli warszawscy pseudokibice, przez których stadion na mecz z Wisłą został zamknięty. Przy pustych trybunach potyczkę lepiej zaczęli gospodarze, strzelając krakowianom bramkę już w drugiej minucie gry. Potem było tylko gorzej – czerwoną kartkę otrzymał Arkadiusz Głowacki, a 10 minut przed końcem pierwszej połowy drugiego gola dla Legii zdobył Ondrej Duda. Wiślacy nie poddali się i w drugiej części gry oglądaliśmy zespół odmieniony – akcje krakowian były szybsze i skuteczniejsze, co zaowocowało trafieniem Donalda Guerriera po znakomitym zachowaniu Stilicia. To właśnie Bośniak został zdecydowanym bohaterem tego meczu - w 82. minucie podszedł do piłki ustawionej na 30. metrze i uderzył wprost perfekcyjnie. Piłka po jego strzale poszybowała prosto w okienko bramki Kuciaka, odbiła się jeszcze od poprzeczki i wpadła do siatki, dając gościom upragniony punkt.

Podbudowani remisem, wywalczonym w Warszawie w niecodziennych okolicznościach, krakowianie podejmowali w 27. serii spotkań bydgoskiego Zawiszę. Zespół Ryszarda Tarasiewicza wyszedł na boisko nastawiony bardzo defensywnie, licząc na kontrataki. Wisła przeważała przez całe 90 minut, raz po raz próbując skruszyć mur postawiony przez rywali. Sztuka ta jednak się nie udała, na domiar złego goście przeprowadzili jeden, zabójczo skuteczny atak i wywieźli z Krakowa niezwykle cenny komplet punktów.

Kolejne dwa ligowe mecze wiślacy rozgrywali poza stolicą Małopolski. Pierwszy z nich, w Lubinie, miał być dla Michała Miśkiewicza okazją do przerwania klątwy. Bramkarz Białej Gwiazdy debiutował w pierwszej drużynie właśnie na Dolnym Śląsku i niemile wspomina tamto spotkanie – Wisła przegrała aż 4:1. Tym razem miało być inaczej. W 73. minucie do siatki „Miedziowych” trafił Łukasz Burliga i wydawało się, że trzecie wyjazdowe zwycięstwo w sezonie stanie się faktem. Zagłębie jednak nie poddało się do końca, gracze w pomarańczowych koszulkach zdobyli trzy bramki w sześć minut i to oni mogli cieszyć się ze zwycięstwa. Demony Lubina znów zaatakowały, szczególnie „Miśka”, który w samej końcówce nie trafił w piłkę podawaną przez Michała Nalepę i ta wtoczyła się do wiślackiej bramki.

Po Lubinie przyszedł czas na Łódź, gdzie Wisła nie przegrała od 12 lat. Potyczka z ostatnią drużyną ligi miała być dla Białej Gwiazdy dobrą okazją na przełamanie i powrót na właściwe tory, ale tak się niestety nie stało. Widzew postawił gościom trudne warunki, świetnie też rozpoczął spotkanie, strzelając bramkę już w szóstej minucie. Ambitne ataki gości przyniosły korzyść dopiero po przerwie, kiedy wyrównał Garguła. Podopieczni Skowronka nie dali wiślakom zbyt dużo czasu na radość i dziesięć minut później prowadzili już 2:1. Do końca spotkania umiejętnie się bronili, dzięki czemu zdobyli pierwsze na wiosnę trzy punkty. Kryzys krakowian trwał w najlepsze.

Ostatnią szansą na zmazanie plam z poprzednich spotkań była ubiegłotygodniowa potyczka z Podbeskidziem – zespołem, który wyjątkowo dużo problemów przysparza zawsze drużynom z czołówki. Podobnie było i tym razem, a w odniesieniu zwycięstwa „Góralom” pomogła masa szczęścia. Już w 12. sekundzie strzał życia oddał Chmiel, piłka odbiła się najpierw od poprzeczki, potem od pleców interweniującego Miśkiewicza i wpadła do siatki. Żadnego pocieszenia dla golkipera Białej Gwiazdy nie stanowił fakt, iż była to najszybciej strzelona bramka w historii Ekstraklasy. W całym meczu krakowski bramkarz prezentował się bardzo dobrze i gdyby nie on, wynik mógł być jeszcze wyższy. Na nic zdały się jednak jego wysiłki, bo kolegom z pola nie udało się trafić do bramki rywali. Najlepszą sytuację zmarnował Garguła, który przestrzelił „jedenastkę”. Co udało mu się w pierwszym meczu w Gliwicach, w tym ostatnim już nie wyszło i piłkarze musieli przełknąć czwartą porażkę z rzędu.

Statystyki


Gołym okiem widać, że wiślacy lepiej spisywali się na jesień – zdobyli wtedy 37 punktów, podczas gdy na wiosnę – tylko osiem. Nie bez znaczenia była z pewnością ich dużo, prawie dwukrotnie, gorsza skuteczność. Jesienią w znakomitej formie znajdował się Paweł Brożek i przy jego sporym udziale krakowianie strzelali 1,5 bramki na mecz. W 2014 roku napastnik nie trafił do siatki ani razu, a Wisła zdobyła tylko osiem goli w dziewięciu kolejkach, co daje 0,88 trafienia na spotkanie. Najlepszy pod względem egzekucji był Garguła, który pakował piłkę do siatki trzykrotnie.

Trener Franciszek Smuda wiosną często musiał rotować składem, czego powody były różne – czasem o braku występu danego gracza decydowała słabsza forma, częściej jednak nadmiar żółtych kartek lub urazy. Tylko trzej zawodnicy meldowali się na placu gry od pierwszej minuty w każdym ligowym meczu w 2014 roku. Byli to Miśkiewicz, Stilić i Paweł Brożek.

Pomimo słabej wiosny Wisła nadal może pochwalić się najlepszą defensywą Ekstraklasy. W dotychczasowych 30 meczach straciła 30 bramek, tyle samo co liderująca Legia Warszawa. Trzy z rzędu porażki na R22 pozbawiły jednak wiślaków tytułu najlepiej spisującej się drużyny na własnym stadionie. Pod tym względem Biała Gwiazda zajmuje obecnie trzecią pozycję, za Legią i Lechem. Cieszyć może jedynie fakt, że krakowianie tracą u siebie zdecydowanie najmniej bramek spośród wszystkich ekstraklasowych drużyn – tylko sześć.

W całej rundzie zasadniczej obecnego sezonu Wisła zgromadziła 45 punktów w 30 spotkaniach, czyli 1,5 „oczka” na mecz. Krakowscy zawodnicy zdobyli w nich 38 goli, co daje im dopiero 10. lokatę w klasyfikacji skuteczności. 11 trafień zanotował Paweł Brożek, 9  Łukasz Garguła oraz 5 Wilde-Donald Guerrier. Co ciekawe, zawodnicy Białej Gwiazdy otrzymali najwięcej żółtych kartek – aż 73. Wisła poszczycić się może za to trzecią najlepszą frekwencją na ekstraklasowych meczach – spotkania przy Reymonta oglądało średnio 14 155 kibiców.

Dobra jesień i słabsza wiosna – tak w telegraficznym skrócie można opisać dotychczasowe dokonania wiślaków w bieżącym sezonie. Rozgrywki jeszcze się jednak nie skończyły, a wręcz przeciwnie – za tydzień wkroczą w swą decydującą fazę. Po podzieleniu dorobku punktowego tabela prezentuje się wyjątkowo ciekawie i tak naprawdę wszystko jest nadal możliwe – Wisła traci obecnie tylko dwa punkty do miejsca gwarantującego start w europejskich pucharach. Wszystko w nogach i głowach zawodników, pozostaje nam mieć nadzieję, że do wyjazdowego meczu z Lechem przygotują się na tyle solidnie, by rundę finałową rozpocząć z wysokiego C i sprawić wszystkim sympatykom Białej Gwiazdy miłą niespodziankę.

Dawid Janik
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



do góry strony