Aktualności
OSTATNIE NEWSY.
Podsumowanie rundy jesiennej T-Mobile Ekstraklasy
Data publikacji: 11-11-2014 10:04W ten długi weekend, podczas którego świętujemy odzyskanie przez Polskę niepodległości w 1918 roku, odbyła się w polskiej Ekstraklasie ostatnia, 15. kolejka rundy jesiennej sezonu 2014/2015. Oznacza to, że Biała Gwiazda choć raz zmierzyła się już ze wszystkimi zespołami występującymi na najwyższym szczeblu rozgrywek. Przypomnijmy sobie teraz, jak wypadli podopieczni Franciszka Smudy w pierwszej rundzie zasadniczej!
Do nowego sezonu Wisła przystąpiła z nieco przebudowanym składem. Zespół opuścili Michał Miśkiewicz, Gordan Bunoza oraz Michał Szewczyk, w środku pola natomiast trener Smuda nie mógł skorzystać już z Michała Chrapka, który przeniósł się do włoskiej Catanii Calcio. Biała Gwiazda na rynku transferowym jednak nie próżnowała i wzmocniła kadrę kilkoma znanymi z polskich boisk zawodnikami. Miejsce na lewej obronie zajął od początku Maciej Sadlok, między słupkami stanął Michał Buchalik, formacja ofensywna zaś została zasilona przez Macieja Jankowskiego – cała trójka do Krakowa przeprowadziła się z Ruchu Chorzów. Pomimo tych transferów zmiennika wciąż nie miał Paweł Brożek, dlatego nieco później na Reymonta sprowadzono młodzieżowego reprezentanta Polski, Mariusza Stępińskiego. Z powodu przedłużających się problemów zdrowotnych Marko Jovanovicia do drużyny dołączył także węgierski stoper, Richard Guzmics.
Cała „trójka z Chorzowa” znalazła miejsce w wyjściowej jedenastce Wisły już w pierwszym meczu sezonu.18 lipca na boisku beniaminka z Łęcznej krakowianie podzielili się punktami, a do siatki rywali trafił Sadlok, udowadniając tym samym, że mocne strzały z dystansu opanował do perfekcji. Tydzień później do stolicy Małopolski przyjechał Piast i pomimo miażdżącej przewagi gospodarzy (22 oddane strzały!), końcowy wynik znów brzmiał 1:1. Warto jednak odnotować, że gola dla Wisły strzelił kolejny z nowych zawodników – Maciej Jankowski.
Forma Wisły przed prestiżowym spotkaniem z Lechem była zagadką. Z jednej strony krakowianie grali widowiskowo, z drugiej jednak w oczy kłuła ich nieskuteczność – tylko dwa punkty zdobyte z niżej notowanymi przeciwnikami nie napawały zbyt dużym optymizmem. Na Bułgarskiej Biała Gwiazda zagrała jednak jak za dawnych lat i udało jej się wywieźć z Poznania cenny komplet punktów. Dwa gole zdobył w tym meczu Garguła, a prawdziwym dżokerem okazał się Guerrier, który na boisku pojawił się w końcówce i ustalił wynik na 3:2 dla gości.
W 4. kolejce krakowscy kibice ujrzeli przy Reymonta starcie Białej Gwiazdy z Ruchem. Choć w składzie Wisły znów wystąpiło trzech byłych graczy „Niebieskich”, ich wiedzy nie udało się wykorzystać do odniesienia nad gośćmi zwycięstwa. Mecz zakończył się rezultatem 2:2, a Wisła wyrównała dopiero w 84. minucie za sprawą pierwszego w sezonie trafienia Pawła Brożka. Nikt nie spodziewał się, że w kolejnych tygodniach Wisła wpadnie w prawdziwy nałóg wygrywania. W zwycięskich meczach z Lechią, Pogonią, Bełchatowem i Zawiszą Biała Gwiazda strzeliła aż 11 goli i zajęła nawet fotel lidera T-ME!
W szampańskich nastrojach 21 września Wisła podejmowała przed własną publicznością mistrza Polski i odwiecznego rywala – Legię Warszawa. Wypełniony po brzegi stadion oczekiwał tylko jednego: powtórki z poprzedniego sezonu, kiedy wiślacy ograli „Wojskowych” 1:0. Niestety, warszawianie okazali się zbyt mocni. Pierwszą bramkę strzelił w 50. minucie Orlando Sa, dwa trafienia dołożyli w doliczonym czasie gry Duda i Radović. Bolesna porażka stała się początkiem kryzysu drużyny Franciszka Smudy.
Dokładnie tydzień później Biała Gwiazda odbyła najkrótszy wyjazd w sezonie – na drugą stronę krakowskich Błoń. Przy ulicy Kałuży zmierzyła się z rywalem zza miedzy, Cracovią. Mecz był brzydki, chaotyczny, waga spotkania jakby spętała nogi zawodnikom obu drużyn i nie potrafili oni stworzyć żadnej godnej uwagi akcji. Kiedy wydawało się, że to derbowe starcie zakończy się bezbramkowym remisem, w ostatniej akcji meczu z rzutu rożnego do siatki Wisły trafił Covilo i niemożliwe stało się faktem – Wisła na Reymonta wracała na tarczy. W klubie nikt jeszcze nie chciał słyszeć o kryzysie. Plan był prosty: zwyciężyć w najbliższym meczu z Jagiellonią i wrócić do regularnego punktowania w lidze. Białostoczanie w Krakowie zagrali jednak jak z nut i chociaż zawodnicy Białej Gwiazdy raz po raz starali się sforsować defensywę rywali, piłka, jak zaczarowana, nie chciała wpaść do bramki. Dwa skuteczne kontrataki dały gościom dwa trafienia i wiślaccy kibice musieli przełknąć trzecią z rzędu gorzką pigułkę.
Przerwa na mecze kadr narodowych spadła Wiśle jak z nieba. Zawodnicy, pod czujnym okiem Franciszka Smudy, solidnie przepracowali te wolne od rozgrywek dwa tygodnie. Efekt? Wyjazdowy pogrom nad ówczesnym liderem tabeli, Górnikiem Zabrze! Fenomenalną skutecznością popisał się w tym meczu duet Stilić – Brożek. Bośniak trafił do bramki rywali dwukrotnie, polski snajper zaliczył zaś hattricka i spotkanie zakończyło się wynikiem 5:0. W kolejnym meczu Biała Gwiazda podejmowała lubiące grać w Krakowie Podbeskidzie. Kibice przecierali oczy ze zdumienia, kiedy po godzinie gry telebim pokazywał rezultat 0:2. Wiślacy pokazali jednak charakter i w kolejnych 25 minutach wstrząsnęli „Góralami”. Samobójcze trafienie Pietrasiaka, a także gole Burligi i Stilicia dały Wiśle kolejne trzy punkty.
Wyjazd do Kielc dla najlepiej spisującej się na obcych stadionach drużyny miał być tylko formalnością. Korona zajmowała w końcu przedostatnie miejsce w tabeli, a Wisła wyraźnie pokazała, że po drobnym kryzysie nie ma śladu. Akcje krakowian jednak się nie kleiły, co gorsza, zawodnicy Tarasiewicza skutecznie wyprowadzali kolejne ciosy. Goście ze wszystkich sił starali się za każdym razem odrabiać straty, jednak kiedy z boiska wyrzucony został Burliga, zadanie było podwójnie utrudnione. W 85. minucie Wisła straciła ostatnią bramkę i do domu wracała ze spuszczonymi głowami, po porażce 2:3.
W ostatnim meczu rundy Biała Gwiazda podejmowała przed własną publicznością zaprzyjaźniony Śląsk Wrocław. Wicelider z Dolnego Śląska miał za sobą bardzo udaną rundę i wysoką dyspozycję chciał przypieczętować zwycięstwem nad Wisłą okrojoną kartkami z podstawowych bocznych obrońców. „Pojedynek gwiazd” wypadł na remis, po bramce zdobyli Flavio Paixao i Paweł Brożek, natomiast dwaj najlepiej operujący lewą nogą zawodnicy w lidze – Mila i Stilić – obili słupek bramki z fantastycznie wykonanych rzutów wolnych.
Podział punktów w spotkaniu na szczycie dał Wiśle piąte miejsce w tabeli, ale do liderującej Legii krakowianie tracą tylko cztery „oczka”. Biała Gwiazda nadal boryka się z różnego rodzaju problemami, lecz po raz kolejny udowadnia, że bez względu na wszystko jest jedną z sił Ekstraklasy i należy się jej obawiać. Trzeba docenić również rolę nowych zawodników, z których każdy wniósł do zespołu coś wartościowego i pomógł w odniesieniu sukcesu. Gra Wisły najczęściej opierała się na szybkich podaniach z pierwszej piłki, co podoba się kibicom, gdyż przypomina legendarną „krakowską piłkę”. Na szczególne pochwały zasługuje także Semir Stilić, który pokazywał swe nieprzeciętne umiejętności w praktycznie każdym meczu. Komentatorzy sportowi wyrazy uznania wielokrotnie kierowali również pod adresem Głowackiego, Burligi, Sadloka, Brożka, sporo uwagi poświęcili Stępińskiemu i pracowitemu Boguskiemu, uważnie śledzą postępy Urygi, ale wszyscy wymienieni wiślacy w wywiadach stanowczo podkreślają jedno: piłka nożna to gra zespołowa, obraz gry i wynik zależą od dyspozycji całej jedenastki!
Garść statystyk
W ubiegłym sezonie Biała Gwiazda słynęła z żelaznej obrony, była jednak bardzo „ekonomiczna”, jeśli chodzi o strzelanie bramek. W tegorocznych rozgrywkach jest dokładnie na odwrót: Wisła, z 29 trafieniami na koncie, może pochwalić się drugą w lidze formacją ofensywną, strzelającą średnio 1,93 gola na mecz. Ponad połowa zdobytych przez wiślaków bramek to zasługa duetu Brożek – Stilić. Ten pierwszy zdobył osiem bramek, Bośniak dorzucił ich siedem. Co ciekawe, Wisła powinna przygotować też specjalne, dziękczynne bombonierki dla trzech zawodników drużyn przeciwnych. Jakub Wójcicki z Zawiszy, Dariusz Pietrasiak z Podbeskidzia i Radek Dejmek z Korony strzelili dla Białej Gwiazdy po bramce, a ogółem ilość goli samobójczych na korzyść krakowian to aż 10% ich wszystkich trafień!
Skoro mowa o bramkach, nie można zapominać o strzałach. W pierwszych 15 meczach sezonu wiślacy uderzali na bramkę rywali 185 razy, z czego 84-celnie. Daje nam to średnią ponad 12 prób na mecz. Wiślacy w tym sezonie potrzebują także dużo czasu, aby odpowiednio wejść w spotkanie. Tylko 9 bramek strzelili przed przerwą, aż 20 padło za to w drugiej połowie. Drużyna Franciszka Smudy pięć razy goniła też wynik spotkania, tracąc bramkę jako pierwsza. Trzykrotnie doprowadziła tylko do remisu, dwa razy Białej Gwieździe udało się w takim spotkaniu zwyciężyć.
Choć w poprzednim sezonie wiślacy na wyjazdach radzili sobie zdecydowanie słabiej, niż u siebie (tylko dwa zwycięstwa w 37 meczach!), tym razem jest zupełnie inaczej. Przed własną publicznością Biała Gwiazda wygrała dwukrotnie, kibice przy Reymonta zobaczyli także trzy remisy i dwie porażki.
Z obcych boisk Wisła przywiozła za to aż 13 punktów, dzięki czterem zwycięstwom i tylko jednemu podziałowi punktów.
Franciszek Smuda, jak to ma w zwyczaju, trzymał się żelaznej jedenastki zawodników, którzy w jego opinii dają zespołowi najwięcej. Kontuzje i kary indywidualne nie omijały jednak krakowian i tylko dwóch z nich wystąpiło we wszystkich piętnastu meczach T-ME od pierwszej do ostatniej minuty: Michał Buchalik i Dariusz Dudka. O dwie minuty mniej, dokładniej 1348, spędził na murawie Semir Stilić, kolejny w tej klasyfikacji jest Rafał Boguski z 1268 minutami na swym koncie.
Krakowscy kibice mieli okazję zobaczyć przy Reymonta osiem spotkań. Największym zainteresowaniem cieszył się, rzecz jasna, szlagierowy pojedynek z Legią, który przyciągnął na trybuny aż 31 289 widzów. Kolejnymi pod tym względem spotkaniami były mecze z Bełchatowem (16 832 kibiców) oraz Śląskiem (14 242). W tych wszystkich spotkaniach frekwencja na stadionie im. Henryka Reymana wyniosła 100 392, co daje średnią 12 549 kibiców na mecz.
Co przed nami?
Pomimo że zobaczyliśmy już 15 kolejek sezonu 2014/2015, to nie jest to koniec emocji w tym roku. Zaraz po dwutygodniowej przerwie na mecze narodowe wiślacy wrócą na boiska Ekstraklasy i pograją aż do 13 grudnia. W tym czasie czekają ich pojedynki z Górnikiem Łęczna, Piastem Gliwice, Lechem Poznań i Ruchem Chorzów. Piąte miejsce w tabeli wydaje się być dobrą pozycją wyjściową do zaatakowania wyższych lokat, czego sobie i podopiecznym Franciszka Smudy z całego serca życzymy!
Dawid Janik
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA






















