Strona główna » Aktualności » Pluszowa Ekstraklasa

Pluszowa Ekstraklasa

Data publikacji: 21-11-2014 13:25



Bogdan, Gryfus, Jorguś – to nie imiona czy pseudonimy czołowych piłkarzy Ekstraklasy, choć wszyscy trzej regularnie towarzyszą zawodnikom w boiskowych zmaganiach. Mowa o klubowych maskotkach, których popularność w Ekstraklasie w ostatnich latach znacznie wzrosła. Dzisiaj można spotkać je przy okazji meczów T-Mobile Ekstraklasy na 13 ligowych stadionach. Przyjrzeliśmy się klubowym maskotkom od stóp do głów!

Fot. Włodzimierz Sierakowski Fot. Włodzimierz Sierakowski

Jednym z najbardziej żywiołowych „pluszaków” klubowych jest białostocka Pszczoła. Owad ten zawsze był mocno związany z Jagiellonią ze względu na barwy, choć media niejednokrotnie próbowały przepłoszyć go żubrem.

„Żubrami nazywano męską drużynę koszykówki w Białymstoku. Pszczołę zaś od zawsze utożsamiano z Jagiellonią, a my nie zamierzaliśmy nigdy tego zmieniać” – mówi nam członek zarządu białostockiego klubu, Agnieszka Syczewska.

Pozycję Pszczoły w Jagiellonii z pewnością umocnił człowiek, który wciela się w jej rolę. Pan Leszek Więcko, który na co dzień pracuje na uniwersytecie w Białymstoku, zadebiutował jako przyjazny owad na turnieju młodszych roczników Jagi. Jego oficjalny debiut miał zaś miejsce w pierwszym meczu białostoczan u siebie w 2014 roku. Jak wyglądały jego początki i jakie cechy powinna mieć według niego klubowa maskotka?

„Na początku miałem trochę tremę. Z czasem jednak przywykłem do stadionowej atmosfery. Maskotka jest na stadionie po to, aby sprawiać kibicom radość. W szczególności chodzi o dzieci, które odwiedzam na sektorze rodzinnym wraz kilkoma piłkarzami, którzy danego dnia nie są w kadrze meczowej. Dobra maskotka musi mieć ten dryg, aby czasem zatańczyć lub po prostu się powygłupiać. Ja zawsze lubiłem taniec, zwłaszcza ten dyskotekowy, dzięki czemu nigdy nie wstydziłem się pójść prosto w tłum. To pomogło przy wcielaniu się w rolę Pszczoły” – opowiada Więcko, który wśród kibiców zyskał szacunek nie tylko dla klubowej maskotki, ale również dla siebie.



Prawdopodobnie najstarszą maskotką klubową jest wiślacki Smok, który przy Reymonta urzęduje od około 1985 roku. Warto podkreślić, że przez ten czas tylko dwie osoby wcielały się w rolę tego symbolu Krakowa. Obecny Smok poświęcił się swojej pracy tak bardzo, że kosztowało go to… małżeństwo. Kiedy żona kazała wybierać mu między miłością do siebie a miłością do Wisły - wybrał Białą Gwiazdę. Żonę znał kilka lat, Wisłę całe życie…
Wiślacki Smok ma to szczęście, że jako jedna z niewielu maskotek może pochwalić się kolegami z innych klubów Ekstraklasy. Wszystko za sprawą kibicowskiej zgody Wisły, Lechii i Śląska. Dzięki temu Orzeł Ślązak, Lwy Lechii oraz Smok coraz częściej goszczą na meczach wyjazdowych, gdy ich drużyny grają ze sobą.



Występami na własnych, w dodatku pozostających jeszcze w budowie stadionach muszą zadowolić się maskotki Podbeskidzia Bielsko-Biała i Górnika Zabrze. Wiele wskazuje jednak na to, że zarówno dla górala Beskidka, jak i górnika Jorgusia nadchodzą lepsze czasy.

„Niedawno wybraliśmy nową maskotkę – górala, któremu kibice wybrali imię Beskidek. Jest aktywny nie tylko w dni meczowe. Na przykład podczas akcji Suzuki Patrol towarzyszy zawodnikom, jeździ po Bielsku i rozdaje bilety na domowe mecze Podbeskidzia. Uspokajam jednak – nie on siedzi za kierownicą! W czasie meczów Beskidek skupia się oczywiście na kibicach i obecnie wyzwanie jest o tyle łatwiejsze, że nie wszystkie trybuny są dostępne dla kibiców. Po otwarciu stadionu będzie miał znacznie więcej kilometrów do zrobienia w trakcie meczu, żeby zabawić wszystkie cztery trybuny, dlatego nie wykluczamy znalezienia dla niego żony góralki” – zapowiada rzecznik Podbeskidzia, Marcin Zarębski.

O tym, że we dwójkę raźniej, przekonały się już maskotki Lecha Poznań i Lechii Gdańsk. Kolejorza wspierają koziołki o imionach: Ejber i Gzub. Z kolei PGE Areny w Gdańsku strzegą dwa lwy. Niewykluczone, choć to dalekie plany, że i zabrzański Jorguś wkrótce będzie miał towarzystwo. Na razie jednak kibice w Zabrzu mogą pomóc w przygotowaniu nowego kostiumu dla swojej maskotki, gdyż obecnemu, po trzech latach i udziale w dziesiątkach wydarzeń, daleko do idealnego stanu.

„Jorguś wielokrotnie czekał na mecie różnych biegów, odwiedzał przedszkola i szkoły, jak na prawdziwego górnika przystało zjechał nawet na dół do kopalni. Wiadomo, że kostium nie jest niezniszczalny i doszliśmy do wniosku, że czas zadbać o wygląd Jorgusia. Zaczęliśmy więc zbieranie funduszy wśród kibiców, którzy od początku mają bardzo dobry kontakt z naszą maskotką – sami przecież wybrali mu imię. Nie ma wprawdzie znaczenia, czy zdążymy z nowym kostiumem przed otwarciem nowego stadionu, jednak chcielibyśmy, żeby Jorguś był dobrze przygotowany na to wielkie wydarzenie. Był też pomysł stworzenia mu rodziny, żony i dziecka do pomocy na trybunach, chociaż w tym momencie to raczej odległe plany” – wyjaśnia przyczyny akcji Joanna Haśnik, rzeczniczka Górnika.

Jak przygotować się do pracy jako klubowa maskotka? Tutaj ekspertem jest Gryfus, czyli połączenie lwa i orła – maskotka Pogoni Szczecin. Nie dość, że „ożywia” go profesjonalista, Tomasz Gierwiatowski ze Szczecińskiej Ligi Superbohaterów, to jeszcze ma za sobą debiut serialowy. O przygotowaniach Gryfusa do wiosennej części poprzedniego sezonu dowiecie się z sześciu części serialu przygotowanego przez Pogoń.

A co z klubami, które nie mają jeszcze maskotek? Obecnie w Ekstraklasie są to Zawisza Bydgoszcz, Korona Kielce i Legia Warszawa. Zapytaliśmy dlaczego mistrzowie Polski nie mają wspierającego klub pluszaka. Okazuje się, że i bez tego przy Łazienkowskiej co mecz można spotkać kilka maskotek z popularnych bajek.

„W tym sezonie w sektorze rodzinnym gościliśmy już Spongeboba, Kubusia Puchatka i Tygryska, był też Ben 10. Typowo klubowej maskotki jednak nie mamy, chociaż kiedyś był taki pomysł i nawet kibice wysyłali swoje projekty - wspomina rzeczniczka Legii Warszawa - Co mogłoby być maskotką Legii? Może Syrenka Warszawska? Z drugiej strony ciężko sobie wyobrazić półnagą kobietę paradującą po murawie” – żartuje Izabela Kuś.

Ekstraklasa.org



do góry strony