Aktualności
OSTATNIE NEWSY.
Od człowieka dla człowieka
Data publikacji: 07-08-2014 09:34Tytuł artykułu mówi sam za siebie. Prezentujemy wywiad z niezwykle skromnym człowiekiem – Panem Robertem Ćwiklińskim, który swoją akcją wspomaga Opolskie Hospicjum „Betania”.
Zapytaliśmy, czy czuje w nogach trudy podróży. Odpowiedział, że nie. Przed Panem Robertem jeszcze wiele kilometrów. Jednak cel, jaki przyświeca tej wyprawie, eliminuje całe zmęczenie. Zapraszamy do lektury.
Jak narodził się pomysł na taką akcję?
Pomysł narodził się stąd, że mój brat jako wolontariusz organizował pierwszą akcję dla hospicjum. Wyprawa Wisła 2012/2013 to była dwuetapowa wyprawa. Pierwsza część polegała na tym, by z rodzinnej miejscowości przejechać 500 kilometrów i wrócić. W kolejnym roku była druga część wyprawy, tym razem trzeba było Wisłąspłynąć kajakiem. Od ujścia Przemszy po samo Morze Bałtyckie. Ogólnie miało to być 980 kilometrów, ale brat wpłynął w morze i zrobił pełen tysiąc. Wtedy byłem takim menadżerem całej akcji. Ponieważ nie we wszystkich miejscach w kraju jest zasięg, wszystkie media kontaktowały się ze mną. Obsługiwałem też jego stronę na Facebooku. Zabrał mnie do Betanii – Hospicjum, pokazał mi całą strukturę tej placówki. Tam przy samym wejściu jest świeca. Świeca zapalona oznacza spokój wśród pacjentów, zgaszona - że ktoś umarł. Gdy wchodziliśmy do hospicjum, świeca była zapalona, a gdy wychodziliśmy, to płomienia na świecy już nie było. To jest moment, który daje do myślenia i przypomina zawsze hasło tego hospicjum: „To Hospicjum dla nas, a kiedyś może i dla Ciebie…”.
Jak wytyczał Pan trasę?
Różnie. Na początku starałem się prowadzić ją w taki sposób, by nie była zbyt długa. Wtedy wyszło mi około 900 kilometrów. Pomyślałem jednak, że fajnie byłoby zobaczyć więcej na swojej trasie i później, kiedy ogłosiłem już tę wyprawę, kiedy zacząłem wykreślać trasę, wyszło 1200 kilometrów. Następnie zgłaszały się kolejne kluby, które chciały przekazać swoje upominki i trasa na dzień dzisiejszy ma 1700 kilometrów.
Jak wygląda przykładowy dzień z trasy?
Wstaję około 5 może 6 rano. Porządne śniadanie, gorąca herbata, bo na dworze jest chłodno jeszcze o tej godzinie. Zakładanie sakw na rower, jeżeli trzeba to jeszcze wyniesienie roweru na zewnątrz i dopiero później wyposażanie go w sakwy, i w drogę. Później co 30, 40 kilometrów przerwa i tak cały czas do godziny około 18.00. Następnie nocleg, kąpiel, opisanie w kilku słowach tego, co się wydarzyło w danym dniu na Facebooku, wrzucenie kilku zdjęć, jeśli jest dobry dostęp do internetu, i to wszystko.
Ile waży Pana rower wraz z ekwipunkiem?
Sam wyposażony rower około 20 kilogramów, a sam ekwipunek, czyli sakwy to 50 - 60 kilogramów.
Jak odbierają Pana akcję napotkani ludzie?
Nie chwalę się tym. Jeżeli mnie ktoś zapyta, to mówię, o co chodzi. Ludzie raczej odbierają to z niedowierzaniem, bo praktycznie pół Polski przejeżdża się rowerem, kiedy na zewnątrz jest tak gorąco, a ludzie wolą dzisiaj siedzieć przed komputerem.
Czy za rok planowana jest podobna akcja?
Będzie drugi etap tej wyprawy. Wyruszę tym razem na zachód Polski oraz na północ.
Podczas jazdy zbiera Pan koszulki polskich klubów i nie tylko. Ile ma ich być na mecie tego niezwykłego przejazdu, w ostatnim miejscu akcji?
W chwili obecnejlicytowane są 23 koszulki. Mam nadzieję, że jeśli wszystko dobrze się potoczy, to zbiorę jeszcze 45 podczas tej wyprawy. Łącznie będzie to 68 koszulek.
Zbieranie koszulek to jedno. Przekazywane są one na aukcje charytatywne. Dla kogo jest zbiórka pieniędzy?
Środki pieniężne gromadzone są dla Opolskiego Hospicjum „Betania” dla dorosłych. To hospicjum może liczyć na 60% refundacje z NFZ. Resztę muszą znaleźć działacze albo poprzez sponsorów, albo od darczyńców. Moja wyprawa może nie przyniesie kolosalnych zysków, ale nagłośni to, że są takie placówki jak hospicja, i że pieniądze są im potrzebne.
Dokąd Pan wyrusza z Krakowa?
Z Krakowa pojadę przez Brzesko do Tarnowa, w którym planuję kolejny postój.
Czuje Pan zmęczenie po tylu dniach podróży?
Nie.
Pogoda jest największą bolączką?
Kiedy jest słońce, to może niekoniecznie, bo da się jechać. Jednak kiedy pada, jest gradobicie jak w Sosnowcu, to podróżowanie nie jest możliwe.
Czy spotkał Pan osoby, które chcą się do Pana dołączyć podczas przemierzania Polski?
Tak. Jednak to jest samotny przejazd. Przykładowo, gdybym wziął osobę z Wrocławia i jechał z nią w kierunku Opola, mogłyby się osoby z Górnego Śląska także chcieć przyłączyć. W Warszawie miałbym niezły peleton i, jak to w grupie, mogłyby być jakieś sprzeczki, których ja chcę uniknąć. To samotna wyprawa i niech tak pozostanie.
Czego Panu życzyć na kolejne kilometry?
Szerokiej drogi i wąskich rowów.
A pogody?
Pogoda jest zawsze.
Damian Urbaniec
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA






















