Strona główna » Aktualności » Mój pierwszy raz - Zoran Arsenić

Mój pierwszy raz - Zoran Arsenić

Data publikacji: 24-11-2017 09:00



Od małego kibicuje Liverpoolowi, jego idolem jest Alessandro Nesta, a jego pierwszymi słowami po polsku były „czas” i „plecy”. Pierwszy oficjalny mecz rozegrał w miejskim ogrodzie, a w Krakowie największe wrażenie robi na nim pełen stadion przy Reymonta. „Mój pierwszy raz” z Zoranem Arseniciem czas zacząć!


Twoja pierwsza piłka? 

Naprawdę nie pamiętam. Dużo ich się już przewinęło przez tyle lat grania.
 
Twoje pierwsze boisko?
 
W wiosce, z której pochodził mój tata, około 50 kilometrów od Osijeka. To była wielka łąka, na której bramki były albo wyimaginowane, albo z ubrań.
 
Twój pierwszy oficjalny mecz?
 
Pierwsze spotkanie w najwyższej klasie rozgrywek w Chorwacji. Graliśmy z Lokomotivą Zagrzeb na domowym stadionie Gradski Vrt (po polsku: „Miejski ogród”). Miałem 19 lat i po raz pierwszy wyszedłem w pierwszym składzie. Zagrałem około 50 minut i poprosiłem o zmianę, ze względu na kontuzję stopy. Prowadziliśmy 1:0, a tuż po tym jak zszedłem goście wyrównali, a pod koniec strzelili drugą bramkę i wygrali. 
 
Twój pierwszy gol?
 
Nie strzelam dużo goli, łatwiej jest je więc zapamiętać. W czasach juniorskich graliśmy w finale pewnego turnieju. Miałem okazję strzelać decydującego karnego, którego wykorzystałem zupełnie zwodząc bramkarza. 

Twój pierwszy numer na koszulce?
 
„2”. Klasycznie dostawaliśmy numerki w zależności od pozycji i jako prawy obrońca byłem oznaczony dwójką.
 
Twój pierwszy wywiad?
 
Gdy zostałem wypożyczony do NK Sesvete do drugiej ligi chorwackiej. Był to wywiad video. Byłem bardzo zdenerwowany i czasem brakowało mi słów.
 
Twoja pierwsza piłkarska pensja? 
 
Już w czasach Osijeku. Zaprosiłem kolegów na dużą kolację. Pierwszą dużą rzeczą, jaką kupiłem sobie za dobre kilka pensji był samochód - BMW 3, którym jeżdżę do dziś.
 
Twój pierwszy idol piłkarski?
 
Pierwszym idolem był Steven Gerrard, który do dziś jest dla mnie wzorem. Z obrońców zdecydowanie Alessandro Nesta - to był pan piłkarz. 

Pierwszy klub któremu kibicowałeś? 
 
Liverpool. Do dziś. 
 
Twoje pierwsze piwo?
 
Dobre pytanie. Pewnie wtedy, kiedy zacząłem liceum - na przełomie pierwszej i drugiej klasy. Jakie było to piwo, nie pamiętam, ale wtedy nie robiło to różnicy.
 
Twój pierwszy dzień w Krakowie?
 
W pierwszych chwilach czułem się dziwnie. Daleko od domu, sam, w całkiem dużym mieście - na szczęście już pierwszego dnia spotkałem się z Petarem Brlekiem i Semirem Štiliciem, którzy oprowadzili mnie po Krakowie. Centrum bardzo mi się spodobało. 

Twój pierwszy dzień w bazie treningowej?
 
Zawsze jest trochę dziwnie, gdy przychodzi się do nowego klubu i poznaje tylu nowych kolegów z zespołu. Pierwsze kilka dni byłem dość cicho i w zasadzie uczyłem się imion, żeby przypadkiem nikogo nie pomylić. Dzięki temu dziś jestem bardziej zżyty. 
 
Twój pierwszy mecz w Wiśle?
 
Pierwszy cały mecz zagrałem przeciwko Wiśle Płock. Duże wrażenie zrobili na mnie kibice, do tego wygraliśmy - więc debiut uważam za bardzo udany. 
 
Pierwsze słowa po polsku, jakich się nauczyłeś? 
 
Oprócz tych słów, których nie chcę teraz wymieniać, było to „dzień dobry”, „cześć”, „dziękuję”, a z tych piłkarskich „czas” i „plecy”. Z każdym dniem jednak umiem coraz więcej. 
 
Rozmawiał Jakub Pobożniak
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA
 


do góry strony