Strona główna » Aktualności » Mój pierwszy raz - Krystian Kujawa

Mój pierwszy raz - Krystian Kujawa

Data publikacji: 07-08-2016 11:50



W swoim pierwszym meczu trener kazał mu „stać" na obronie - potraktował to niemal dosłownie i prawie nie drgnął w defensywie. Pierwszy raz w Krakowie był na wycieczce. Już wtedy chciał zwiedzić stadion Wisły, ale remont w tym przeszkodził. Po latach może oglądać go z bliska. Pierwszy mecz w barwach Białej Gwiazdy? 5:0 w juniorach! Był z siebie zadowolony, a przynajmniej... do czasu odprawy pomeczowej. O swoich debiutach - nie tylko tych wiślackich - opowiada Krystian Kujawa.


Twoja pierwsza piłka?

Roteiro z Mistrzostw Europy 2004, kupił mi ją tata.
 
Twoje pierwsze boisko?
 
Pierwszym boiskiem było moje podwórko na osiedlu. Między dwoma drzewami mieliśmy bramkę i zawsze tam graliśmy. Chodziliśmy na nie codziennie i spędzaliśmy tam czas od rana do wieczora.
 
Twój pierwszy mecz?
 
Miałem chyba sześć lat, byłem najmłodszym zawodnikiem na turnieju halowym w Koszalinie. Trener powiedział, że mam stać na obronie i dosłownie to robiłem. Cały mecz tylko stałem i się nie ruszałem, gdy piłka leciała w moją stronę to tylko jakoś ją podałem. Bałem się, bo wszyscy byli o trzy-cztery lata starsi, ale byłem bardzo zadowolony. Wygraliśmy!
 
Twój pierwszy gol?
 
W barwach Bałtyku Koszalin, miałem siedem lat. Wszedłem do ataku i od razu strzeliłem bramkę. (śmiech) Później tak pozostało, że u siebie w miejscowości grałem na tej pozycji. 
 
Twój pierwszy numer na koszulce?
 
8, ponieważ moja pierwsza koszulka była reprezentacji Polski z tą cyfrą. Utkwiło mi to w pamięci, dlatego z nią grałem.
 
Twój pierwszy piłkarski idol?
 
Wydaje mi się, że był to Zinédine Zidane. Bardzo lubiłem Real Madryt za jego czasów. Imponował mi swoją grą, spokojem i inteligencją na boisku. Pamiętam jak strzelił woleja z Bayerem Leverkusen. Coś wspaniałego!
 
Twój pierwszy wywiad?
 
Byłem 10-11-latkiem, podczas turnieju, w Bałtyku Koszalin. Strzeliłem ważną bramkę i bodajże pan z TVP Szczecin podszedł do mnie, zapytał jak się czuję oraz pogratulował zdobycia gola.
 
Twoja pierwsza piłkarska pensja?
 
Miała to miejsce po przyjściu do Krakowa. Dostałem stypendium, z którego mogłem opłacić sobie szkołę, internat oraz wyżywienie. Dzięki niej wystarczyło mi na utrzymanie. Wydałem ją na słuszne cele, bo pozwoliła mi się usamodzielnić, rodzicie nie musieli przelewać mi pieniędzy.
 
Twoje pierwsze piwo?
 
Na zakończenie rundy jesiennej w rezerwach. Chłopaki wyrwali mnie na miasto - był to pierwszy raz, gdy poszedłem na rynek w Krakowie, do klubów. Miałem siedemnaście lat.
 
Twój pierwszy dzień w Krakowie?
 
Pierwszy raz w Krakowie byłem na wycieczce, bo siostra mieszkała tutaj wcześniej. Przyjechałem z rodzicami i pokazywano nam całe miasto - od Wawelu po stary rynek, Kazimierz. Pamiętam, że bardzo chciałem zobaczyć wtedy stadion Wisły, ale był on w budowie, więc niestety nie udało się wejść. Było to jakieś pięć lat temu. Natomiast odnośnie gry w Wiśle na początku pojechałem do internatu i był to taki przykry dzień, ale musiałem wszystko tam zobaczyć. Kraków znałem już wcześniej, jednak tym razem było mi smutno z powodu rozstania z rodzicami. Wiedziałem, że nie będziemy się tak często widywać. Początki zawsze były trudne, ale później było super i bardzo miło to wspominam. 
 
Twoja pierwsza wizyta w szatni Wisły?
 
Dwa lata temu po Mistrzostwach Polski, które wygraliśmy. Zabrakło jednej osoby do gierki, a my mieliśmy wtedy treningi w juniorach i powiedzieli, żebym poszedł. Miało to miejsce za trenera Smudy, bardzo się stresowałem. Z czasem się rozegrałem, nabrałem pewności siebie i byłem z siebie zadowolony. Chłopacy w szatni przyjęli mnie bardzo pozytywnie, dodali otuchy, wsparcia, żebym się nie stresował. Wspominam to sympatycznie.
 
Twój pierwszy mecz z białą gwiazdą na piersi?
 
W juniorach za trenera Marca z Trzebinią. Pamiętam, że wygraliśmy 5:0. Nie udało mi się strzelić, ale wyszedłem w pierwszym składzie i zagrałem cały mecz. Wszystko było w porządku, byłem zadowolony. Jednak na odprawie wyszło, że trener nie był do końca tego samego zdania. (śmiech) Najważniejsze jednak, że zdobyliśmy pięć bramek.
 
Agnieszka Żaczyk
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA


do góry strony