Strona główna » Aktualności » Miśkiewicz: Co nas nie zabije, to nas wzmocni

Miśkiewicz: Co nas nie zabije, to nas wzmocni

Data publikacji: 08-10-2014 16:05



Zbieramy się do wyjścia z ośrodka treningowego w Myśleniach, gdy nagle pojawia się on. Jak zwykle uśmiechnięty, rzucający dowcipem i skory do rozmowy  –  popularny „Misiek”, czyli Michał Miśkiewicz.
Fot. Adam Koprowski Fot. Adam Koprowski

Co były bramkarz Wisły robi w ośrodku treningowym, w którym jeszcze niedawno codziennie trenował? „Od jakiegoś czasu rehabilituje się u Marcina Bisztygi (fizjoterapeuta pierwszego zespołu  – przypomina red.). Nie ukrywam, że przychodząc tutaj czuję się, jakbym był u siebie. Mimo, że nie mam kontraktu, to wszyscy mnie traktują tak samo, jak wcześniej. Dostałem nawet sprzęt klubowy (śmiech), różnica jest tylko taka, że nie gram”  – przyznaje Miśkiewicz. 
 
Kto był inicjatorem tego, żeby przechodzić rehabilitację właśnie u Biszytgi? „Pomysł, żeby pracować z Marcinem był mój. Nie ma co ukrywać, że jest on jednym z lepszych specjalistów, jeśli chodzi o fizjoterapię w Krakowie. Dzięki temu, że go znałem i współpracowałem już wcześniej, to nie widziałem innej możliwości, jak zgłosić się do niego”  – dodaje.   
 
Jak wyglądały ostatnie miesiące byłego golkipera Białej Gwiazdy? „Po odejściu z Wisły zacząłem trenować indywidualnie. Pech chciał, że doznałem kontuzji, która zalegała już od dłuższego czasu  – strzelił mi dysk w plecach. Z tego powodu przeszedłem operację, po której odbywam rehabilitację. Można powiedzieć, że kilka ostatnich miesięcy, przez kontuzję, zostało straconych. Oprócz tego nawarstwiło się kilka innych problemów i pasmo nieszczęść, ale wychodzę z założenia, że co nas nie zabije, to nas wzmocni”  – nie ukrywa. 
 
Jak będzie wyglądać najbliższa przyszłość Miśkiewicza? „Rehabilitacja potrwa przynajmniej do końca listopada, potem doktor musi wydać opinię na temat mojego stanu zdrowia, po czym znowu zacznę trenować. Gdzie będę grał? Myślę, że wyjaśni się to podczas okresu rehabilitacji”  – powiedział.
 
„Misiek” nie ukrywa, że cały czas jest na bieżąco z sytuacją w klubie, a ostatnie niepowodzenia były dla niego ciężkie do przełknięcia. „Jestem kibicem Wisły i nie opuszczam żadnego meczu. Po pierwsze, właśnie dlatego, że jestem jej fanem, a po drugie, gdyż znam wszystkich zawodników i śledzę ich poczynania. Można powiedzieć, że nie ma mnie tutaj, jako zawodnika, ale dalej jestem. Oczywiście przeżywałem ostatnie porażki. Zwłaszcza mecze z Legią i sąsiadką zza miedzy, gdy straciliśmy bramkę w ostatniej akcji, ona bolała najbardziej”  – kończy Michał Miśkiewicz.
 
A. Koprowski
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA


do góry strony