Strona główna » Aktualności » „Mamy tworzyć zespół przede wszystkim na boisku”

„Mamy tworzyć zespół przede wszystkim na boisku”

Data publikacji: 03-01-2011 17:42



Zapraszamy na drugą część rozmowy z Maciejem Żurawskim, w której opowiada on o swoich pierwszych chwilach w Celtiku Glasgow i o tym, jak to jest z tymi podziałami w drużynie Wisły.

Fot. Maks Michalczak Fot. Maks Michalczak

Czy drugie miejsce Wisły w tabeli po rundzie jesiennej jest dla pana zaskoczeniem, biorąc pod uwagę początek sezonu i słaby wynik w europejskich pucharach?
Myślę, że bardzo ważne były te zwycięstwa z Cracovią i Legią. Szkoda tego potknięcia w Poznaniu. Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że Wisła zagrała może ze trzy mecze, w których grała ładnie. Tak naprawdę w większości tych spotkań dominowała walka, gdzie było dużo szczęścia i wiary w zwycięstwo. Jednak z formy tej walki nikt pewnie nie jest zadowolony, bo każdy pamięta Wisłę, która grała i ładną dla oka, i skuteczną piłkę. Każdy chciałby powrócić do tego momentu.

Czy według pana przerwa zimowa i zgrupowania pozwolą drużynie na zgranie się i lepsze zrozumienie piłkarzy polskich z zagranicznymi na boisku?
Grałem w klubach, w których nie było przerw w lidze. Były cztery dni przerwy na święta i tyle, i to było w porządku. Jeśli chodzi o Wisłę, to wydaje mi się, że tak. Przerwa ligowa może być pomocna przy zbudowaniu większej siły drużyny i lepszej gry, ale największą rolę gra tu czas. Każdy zawodnik, który jest coraz dłużej w jakimś klubie, zaczyna czuć się coraz pewniej. Nasi piłkarze z zagranicy mają też lekcje języka polskiego, więc czują się bardziej jak u siebie, bo więcej rozumieją. A to się potem przekłada na grę. Nie zna się tak naprawdę zachowań na boisku piłkarza, który jest w klubie krótko i nie rozumie języka – gdzie poda piłkę, jak poda, gdzie pobiegnie, gdzie wyjdzie na pozycje. Teraz ta przerwa i przygotowania będą dla naszego zespołu bardzo ważne.

Wróćmy na chwilę do momentu, kiedy przechodził pan do Celtiku Glasgow w 2005 roku. Był pan wówczas jedynym obcokrajowcem, który dołączył do tej drużyny?

Nie, ja przyszedłem razem z Arturem Borucem. Ja pojechałem na obóz przygotowawczy, a Artur dotarł bodajże dwa tygodnie później. Kiedy wyjeżdżałem z kraju, to szczerze mówiąc, tego angielskiego nie umiałem za wiele. Ale powiedziałem sobie, że muszę się go nauczyć, że muszę wytrwać, że dam radę, bo to Celtic. Natomiast jest trudno wejść do zespołu, gdzie grają gwiazdy, bo wtedy był i Chris Sutton, i John Hartson. To zawodnicy, o których było głośno i gdzieś tam pojawiłem się ja, który właśnie przyjechał z Polski.

Jak wyglądały pana pierwsze chwile po przybyciu do Celtiku?
Wtedy dojechałem na obóz, wszedłem w porze lunchu i to ja się ze wszystkimi witałem. Człowiek był trochę przestraszony, bo wchodził w otoczenie obcokrajowców, gdzie były zupełnie inne zwyczaje. Wtedy byłem sam, bo Artura jeszcze nie było. Takie pierwsze słowa powiedział do mnie Stilian Petrow, który był najbardziej otwarty wobec mnie. Był też jeden Słowak – Stan Varga, którego można było jeszcze zrozumieć. To bardzo ważne, jeśli są chociaż dwie osoby, które mówią tym samym językiem. To bardzo dużo daje.

Tamci gracze starali się integrować z nowymi zawodnikami?
Może nie wszyscy, ale było kilku, z którymi złapaliśmy lepszy kontakt, z którymi przyjaźń została i z nimi się trzymaliśmy.

Czy w tym momencie jest pan dla któregoś z naszych zagranicznych graczy kimś takim, jak wówczas dla pana Stilian Petrow?
Dla Radka Sobolewskiego (śmiech). Myślę, że wszyscy tacy jesteśmy dla siebie. Ogólnie to raczej jestem osobą nieśmiałą, więc przeważnie stałem sobie z boku. Nie jestem taki wszędobylski. Ale myślę, że to jest też tak, że jak ktoś nowy przychodzi do klubu, musi przekonać do siebie nowych kolegów przede wszystkim na boisku.

W mediach podkreślane są ciągle podziały w Wiśle między Polakami a zagranicznymi zawodnikami, i to w negatywnym sensie.
Nie chodzi tu o podziały. Jest 25 zawodników i nigdy nie będzie tak, że wszyscy będą ze sobą przebywać, ale nie ma czegoś takiego, że tu jest trzech piłkarzy, tam jest trzech i patrzą na siebie z wrogością. Zawsze będą jakieś grupki, podgrupki, ale my mamy tworzyć zespół przede wszystkim na boisku.

To ja na koniec zapytam tak: czy według pana z tej mąki będzie w przyszłości chleb?
Jest dobrze pod względem wyniku, ale wszyscy dobrze wiemy, że gra nie powala na kolana. Na pewno czeka nas dużo pracy, ale mimo wszystko jest dużo lepiej niż było na początku. Gdzieś tam wyplątaliśmy się z tego dołu. Natomiast ten zespół czeka dużo pracy, żeby wyniki szły  w parze z dobrą grą.

AM
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



do góry strony