Aktualności
OSTATNIE NEWSY.
„Mam nadzieję, że mój słabszy moment minął”
Data publikacji: 30-06-2012 11:59Przedstawiamy nowego zawodnika Białej Gwiazdy, Daniela Sikorskiego. W rozmowie z nami piłkarz opowiada o pobycie w Austrii, Olivierze Kahnie i jego zegarku oraz o tym czy naprawdę zatrudnił psychologa…
Ten materiał ukazał się w 134. numerze Newslettera Wisły Kraków. Aby go zamawiać, wystarczy wypełnić formularz
Zacznijmy może od początku. Urodziłeś się w Warszawie, ale Twoja rodzina wyjechała do Austrii. Jak wyglądało tam Twoje życie?
Wyjechałem, jak miałem rok. Mój tata grał w piłkę, a mama opiekowała się mną i moją starszą siostrą. Zacząłem chodzić do szkoły i jak miałem około sześciu lat, to zacząłem grać w piłkę w klubie, w którym grał mój tata.
Od początku wiedziałeś, że chcesz iść w jego ślady i zostać piłkarzem?
Jak byłem mniejszy, to oglądałem jego mecze w austriackiej lidze. Gra w piłkę zawsze była moim marzeniem, dlatego każdą wolną chwilę wykorzystywałem na to, żeby pokopać futbolówkę. Tata zawsze mnie wspierał w realizowaniu marzeń.
Od pierwszego roku życia mieszkałeś w Austrii, ale po polsku mówisz bardzo dobrze. Rodzice dbali o naukę tego języka?
Tak. Uczyliśmy się go w domu i był też taki rok, gdzie rodzice co drugi weekend zawozili mnie do Wiednia do polskiej szkoły, gdzie uczyłem się tego języka. Zawsze też jeździliśmy do babci do Warszawy, czy to w lecie, czy w zimie na święta. Ale lepiej mówię po niemiecku.
Otrzymywałeś powołania do młodzieżowych reprezentacji Austrii. Jak to się zaczęło?
Grałem wtedy w takiej piłkarskiej akademii. Tak jak tutaj jest Młoda Ekstraklasa, tak tam grają przeciwko sobie drużyny do lat 15., 17. i 19. w takich akademiach. Wtedy zdobywałem sporo bramek i zostałem zauważony przez trenerów.
Nie chciałeś grać dla Polski?
Był taki temat, ale to jak grałem w Górniku. Teraz w każdym momencie mogę wyrobić sobie polski paszport.
Nie masz polskiego obywatelstwa?
Nie. Mam austriackie. Jak rodzice wyjeżdżali z Polski, zrzekli się polskiego obywatelstwa, a że ja nie miałem 18 lat, to też mnie to dotyczyło.
Nie miałeś wątpliwości przy grze dla Austrii?
Miałem. Zawsze czułem się Polakiem, ale wtedy nie miałem innej możliwości, żeby grać na wyższym poziomie. W Polsce nikt do mnie nie dzwonił, nikt mnie nie zauważał, a tam trenerzy bardzo chętnie chcieli mnie mieć w zespole.
Pojawił się kiedykolwiek temat Twojej gry dla seniorskiej reprezentacji Austrii?
Było coś takiego, ale wymyśliły to media. Trenerzy stawiają raczej na tych, którzy grają w lidze austriackiej, a tak naprawdę ja tam nigdy nie zaistniałem, bo występowałem w drużynach juniorskich.
Później przeszedłeś do rezerw Bayernu Monachium.
Tak. Podpisałem kontrakt jako 17-latek.
Spędziłeś tam pięć lat. Ten czas to dla Ciebie sukces czy porażka, bo jednak nie zdołałeś się przebić do pierwszej drużyny?
Moim zdaniem sukces. To nie jest takie łatwe, żeby dostać się do pierwszego składu. Z tych, którzy grali ze mną w rezerwach, udało się to Holgerowi Badstuberowi, Matsowi Hummelsowi. Niektórzy, z którymi mam jeszcze kontakt, grają po trzecich czy czwartych ligach. Ja, mimo tego, jestem w Wiśle, dlatego moim zdaniem, te pięć lat to sukces.
W jaki sposób znalazłeś się w Bayernie?
Grałem w reprezentacji młodzieżowej i dosyć dobrze tam sobie radziłem. Dostałem wtedy dużo ciekawych propozycji, ale z tego względu, że chciałem skończyć niemieckojęzyczną szkołę, to wybraliśmy z rodzicami Monachium. Udało się, zdałem maturę. Miałem średnie oceny, ale problemów ze zdaniem egzaminu nie było.
Miałeś kontakt z zawodnikami z pierwszej drużyny? Kiedy przychodziłeś do rezerw Bayernu, pierwszy zespół tworzyli m.in. Oliver Kahn, Michael Ballack, Roque Santa Cruz czy Philipp Lahm.
Tak, miałem. Kiedy doznałem kontuzji i zerwałem więzadła krzyżowe, to razem z Roque Santa Cruzem, który też był wtedy kontuzjowany, przechodziłem rehabilitację pod okiem osób ze sztabu medycznego pierwszego zespołu. Był też taki okres, kiedy pojechałem na zgrupowanie z pierwszą drużyną. Graliśmy wtedy chyba cztery mecze i razem trenowaliśmy. Dla takiego młodego zawodnika, jakim ja wtedy byłem, to było coś. Bayern zawsze był moją ulubioną drużyną, oglądałem ją w telewizji, a tutaj mogłem poznać jej piłkarzy.
To prawda, że Oliver Kahn zgubił zegarek, który Ty znalazłeś?
W czasie mojej rehabilitacji zostawił u terapeuty zegarek. Terapeuta poprosił mnie, żeby mu go odnieść i powiedział, żebym uważał, bo jest on wart tyle, co dom jednorodzinny (śmiech).
Z którym piłkarzem zaprzyjaźniłeś się najbardziej podczas pobytu w Monachium?
Trzymałem się wtedy z Lukasem Podolskim. Spędzaliśmy dużo czasu razem, bo wtedy jego obecna żona, Monika, była w ciąży i mieszkała w Kolonii.
Nie bałeś się wyjechać do Monachium w wieku 17 lat?
Mieszkałem sam w internacie, odkąd skończyłem 14 lat. Rodzice starali się mnie pilnować, ale nie do końca to było możliwe (śmiech). Wiadomo, że koledzy mnie rozpraszali, robiło się różne rzeczy. Ale teraz jestem już raczej spokojnym człowiekiem.
Nie czujesz żalu patrząc na kolegów z Niemiec, którzy grają na Mistrzostwach Europy, kiedy Ty musisz zaczynać praktycznie od początku budować swoją karierę?
Nie, absolutnie. Cieszę się z każdego sukcesu moich kolegów. Uważam, że profesjonalny piłkarz powinien okazywać szacunek innym i cieszyć się, kiedy coś osiągną. Ja czuję radość za nich i nie jest mi żal.
Kontaktujesz się z piłkarzami z obecnej reprezentacji Niemiec albo grających w drużynie z Bawarii?
Ostatnio pisałem z Hummelsem, ale bardzo dobry kontakt mam też z Davidem Alabą, który jest obecnie w Bayernie.
Po pięciu latach spędzonych w Monachium wróciłeś do Polski. Uznałeś, że minął Twój czas w Bayernie i trzeba spróbować nowych wyzwań?
Tak – to po pierwsze. Po drugie chciałem tu w Polsce zaistnieć. Zostały wtedy dwa lata do Euro i po prostu chciałem przypomnieć swoją osobę i nazwisko. Tak jak każdy profesjonalista, moim zdaniem, powinien marzyć o grze w reprezentacji, tak chciałem zagrać i ja, i pojechać na mistrzostwa. Mogłem wrócić do Austrii, ale czuję się Polakiem i przyjechałem tutaj.
Jak podsumujesz te dwa lata? Nie udało Ci się zrealizować marzenia o grze dla reprezentacji Polski.
Potrzebowałem dłuższego czasu, żeby się zaaklimatyzować. Jak się już zaaklimatyzowałem w Górniku, to moja forma rosła. Miałem nadzieję, że po przejściu do nowego klubu będzie coraz lepiej, ale jak wiadomo, nie udało się. Nie zagrałem też dla Polski, ale zawsze trzeba patrzeć do przodu. Teraz najważniejsze dla mnie jest odbudowanie formy i pomoc Wiśle w powrocie do wcześniejszych sukcesów.
Dlaczego nie zostałeś w Górniku?
Tak się ułożyło. Zadecydowały też względy finansowe. Górnik mógł zarobić na mojej sprzedaży.
Polonia Warszawa to dla Ciebie przykry temat?
Czy przykry? Po prostu zebrałem jakieś doświadczenie przez to, że tam byłem, bo nie można powiedzieć, że grałem (śmiech). Każdy piłkarz ma w swojej karierze momenty słabsze i lepsze. Mam nadzieję, że mój słabszy moment minął.
Podobno zatrudniłeś psychologa...
Nie. Już raz tę historię opowiadałem. Jak byłem w Bayernie i zerwałem więzadła, to dostałem do pomocy takiego trenera mentalnego, bo to nie jest typowy psycholog. Każdy kontuzjowany zawodnik korzysta z jego pomocy, żeby szybciej wrócić do zdrowia i żeby nie obawiał się gry po kontuzji. Miałem i mam z nim do tej pory dobry kontakt.
Twój ojciec przez wiele lat grał w Legii – największym rywalu Wisły w polskiej lidze. Co powiedział, kiedy okazało się, że trafisz właśnie tutaj?
Cieszył się, że mam znowu okazję zagrać w najwyższej lidze polskiej, i to w nie byle jakim klubie, tylko w Wiśle. Z drugiej strony mam bliżej do niego, bo mieszka koło Wiednia, więc nie będzie musiał jeździć daleko na mecze.
Po przyjściu do Krakowa wybrałeś sobie numer 23 na koszulkę. Skąd taki wybór?
Zapytałem się, który numer był wolny. „23” kojarzy mi się dobrze, bo z takim numerem grałem w Monachium, więc go wziąłem.
Jakie masz nadzieje na przyszły sezon? Jesteś tak naprawdę wielką niewiadomą, bo masz za sobą nieudany rok, ale pokazałeś, że potrafisz strzelać bramki. Przekonała się także o tym Wisła, której strzeliłeś gola w meczu z Górnikiem.
Jak się popatrzy na miniony sezon, to można potwierdzić, że moja forma jest niewiadomą. Presja jest spora, ale ona jest wszędzie. Ja mam nadzieję, że dołożę cegiełkę, żeby Wisła stanęła na podium tam, gdzie rok temu.
AM
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA






















