Strona główna » Aktualności » Małecki: Jesteśmy jednością

Małecki: Jesteśmy jednością

Data publikacji: 06-12-2009 19:31



Po bramce w Wodzisławiu Patryk Małecki zdobył kolejną w Chorzowie, już siódmą w tym sezonie. „Mały” pokonał Krzysztofa Pilarza w 90. minucie spotkania z Ruchem, ustalając wynik na 3:1 dla Wisły Kraków, a wcześniej zaliczył asystę przy trafieniu Piotra Brożka.

Fot. Maks Michalczak Fot. Maks Michalczak

Wygląda na to, że Wisła wróciła na dobre tory. Chyba szkoda, że runda już się kończy.
Szkoda (śmiech). Niektórzy mówili, że szkoda, że wcześniej się nie zakończyła, a my tutaj w dwóch meczach odnieśliśmy dwa zwycięstwa. Na ciężkim terenie przegrywaliśmy 0:1. Pokazaliśmy przede wszystkim charakter. Wydaje mi się, że w pierwszej połowie i tak byliśmy zdecydowanie lepszym zespołem, więcej utrzymywaliśmy się przy piłce. W drugiej była niepotrzebnie stracona bramka, ale pokazaliśmy klasę, strzelając na stadionie Ruchu, na którym oni stracili tylko dwa gole, trzy bramki. O czymś to świadczy.

Jednak w pierwszej części nie potrafiliście pokonać Krzysztofa Pilarza.
Mecz był bardzo ciężki. Zarówno jedna, jak i druga drużyna, grały bardzo blisko siebie, było mało sytuacji do zdobycia gola. Ale w drugiej połowie już się to rozwinęło. Niepotrzebnie straciliśmy tą bramkę, ale my strzeliliśmy trzy i to jest najważniejsze.

Tak naprawdę spotkanie rozpoczęło się od bramki Niedzielana. Podrażniła Was ona?
Tak, podrażniła. Trener dał bardzo dobre zmiany. Rafał Boguski i Wojtek Łobodziński pomogli nam w tym zwycięstwie. Jesteśmy jednością, drużyną, nieważne kto gra, ważne, że zwyciężamy.

Na trybunach był selekcjoner kadry Franciszek Smuda. Swoją grą chyba potwierdziłeś, że powołanie do pierwszej reprezentacji to nie był przypadek.
Nawet nie wiedziałem, że oglądał ten mecz. Ale cieszy mnie to, że Wisła wygrała. A to, że trener reprezentacji był na meczu, to jego zadanie. Ja tylko swoją dobrą grą mogę przekonać go, że warto było na mnie stawiać.

Swoją bramką mogłeś również pożegnać się z tutejszymi kibicami, którzy głośno wyrażali niezbyt dobre zdanie o Tobie.
No tak (śmiech). Oni od początku mnie wyzywali, jakoś mnie nie polubili. Nawet nie wiem, dlaczego. Pierwszy raz w życiu tu grałem, nic u nich nie przeskrobałem, ale pokazałem im, że ja też potrafię strzelać bramki.

Ania M.
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



do góry strony