Strona główna » Aktualności » Łobodziński: Mam więcej swobody

Łobodziński: Mam więcej swobody

Data publikacji: 30-03-2010 21:57



W swoim pierwszym występie tej wiosny Wojciech Łobodziński w pamięci kibiców zapisał się przede wszystkim dwoma złymi przyjęciami piłki zaraz po wejściu na murawę. Potem było już tylko lepiej. Dlaczego tak się dzieje, czy wpływ na to miała zmiana trenera? O tym „Łobo” opowiada w rozmowie z nami.

Fot. Maks Michalczak Fot. Maks Michalczak

Pamiętasz jeszcze mecz z Arką Gdynia?
Staram się nie wracać myślami do przegranych meczów. To był jakiś szczególny mecz?

Nie możesz zaliczyć tego występu do udanych – niezbyt dostanie mówiąc.

Nie zgadzam się do końca z tym, oczywiście poza tymi dwoma przyjęciami zaraz po moim wejściu. Od tamtego momentu jednak coś wniosłem do gry.

Od tego meczu wnosisz do gry coraz więcej. Z czego wynika ta zmiana?

Przede wszystkim wracam do sił fizycznych. Miałem prawie miesiąc przerwy z kilkoma dniami treningów pośrodku. Wydaje mi się, że to naprawdę sporo  czasu w takim ważnym okresie i ciężko jest tak od razu wrócić do siebie. Jestem zadowolony więc z tego, że wszystko szybko idzie w dobrym kierunku. W ostatnich meczach fizycznie czułem się dobrze. W spotkaniu pucharowym z Lechią zagrałem przez 90 minut, co nie zdarzyło mi się od dłuższego czasu, a wytrzymałem bez problemu.

Wiele osób uważa, że na zmianę twojej formy wpłynęła też zmiana trenera. Coś w tym jest?
Gram trochę inaczej, mam trochę inne zadania. Gramy trochę innym ustawieniem w ofensywie, co mi pasuje. Mam trochę więcej swobody na boisku. Gra pomocnika co prawda niewiele się zmieniła, ale teraz w defensywie mamy grać bardziej w środku, bo przeciwnicy często grają  trójką w środku, więc trzeba pomóc Radkowi, Issie, czy Tomkowi w środku pola w zadaniach obronnych.

A jakie są różnice w grze ofensywnej?
W ofensywie mam więcej swobody, więcej zależy od indywidualnych zachowań, od kreatywności bocznych pomocników. Tej swobody jest więcej. Trener mówi, że nawet jeśli dwa i trzy razy nie uda się drybling na skrzydle, to uda się za czwartym razem, a właśnie z boku boiska łatwiej jest zrobić przewagę. To tam często dochodzi do pojedynków jeden na jednego, a nie tak jak w środku pola, gdzie czasem trzeba minąć nawet i trzech rywali.

Podejmując kolejne dryblingi nie boisz się możliwości kontrataku przeciwnika w przypadku straty piłki?
Aż tak ryzykowanie wydaje mi się, że nie gramy. Nie można myśleć w rogu pola karnego, że straci się piłkę, bo tak to nikt nie podejmowałby ryzyka. Nie można oczywiście przesadzać, ale pojedynków jeden na jeden trzeba próbować.

A co nowego jest w treningach po zmianie trenera?

Dużo jest grania. Tak naprawdę jednak przekonamy się w tym tygodniu, bo to jest pierwszy tydzień, kiedy przez cały czas będziemy trenować, a nie mamy zaplanowanego meczu w trakcie tygodnia. Myślę jednak, że to będą intensywne treningi.

W najbliższą sobotę zmierzą się wasi dwaj najpoważniejsi rywale w walce o mistrzostwo – Legia i Lech. Jaki wynik byłby dla was najkorzystniejszy?

O to nawet nie trzeba pytać. Remisik byłby najlepszy, ale myślę, że w tym meczu ktoś wygra.

Dlaczego tak się stanie i na kogo stawiasz?

Lech i Legia grają na tyle ofensywnie, że sytuacji będzie sporo. Nikt też nie będzie kalkulował. Mimo wszystko wydaje mi się, że lepsza będzie Legia, która ostatnio dobrze gra na wyjazdach. W tych meczach stwarza sobie dużo okazji.

Przy korzystnych dla was rozstrzygnięciach to może być decydująca o losach mistrzostwa kolejka?

Nie. Różnica punktów jest jeszcze niewielka, a jeszcze osiem kolejek zostało do końca. W mediach słysz się co prawda, że nikt, albo prawie nikt na nas nie stawia, ale na pewno fajnie by było znowu obronić mistrzostwo. Wszystko idzie w dobrym kierunku i myślę, że uda nam się.

Scenariusz z poprzedniego sezonu, kiedy im bliżej końca rozgrywek tym wy byliście mocniejsi, może się powtórzyć?
Wygląda na to, że może się tak stać. Wygraliśmy dwa ostatnie mecze i w drużynie czuje się moc. Właśnie dlatego wierzę, że teraz już wszystko będzie dobrze.

M. Górski
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



do góry strony