Aktualności
OSTATNIE NEWSY.
Kulawik: Przyjdzie czas na trudne decyzje
Data publikacji: 16-10-2012 13:53Co mają łuki i Janikowski do piłki nożnej, a także kto będzie dyrygentem w Wiśle Kraków – o tym opowiada w rozmowie z nami trener Białej Gwiazdy, Tomasz Kulawik.
Ten materiał ukazał się w 141. numerze Newslettera Wisły Kraków. Aby go zamawiać, wystarczy wypełnić formularz
Czy chciał pan kiedyś zostać strażakiem?
Nie przypominam sobie, żebym chciał być strażakiem.
Pytanie wzięło się stąd, że trenerów, którzy zaczynają pracę z drużyną mającą kryzys, nazywa się strażakami, mającymi ugasić pożar w szatni. Teraz pan jest takim strażakiem.
Tak wyszło. Zobaczymy, jak będzie dalej. Oby ten sezon był dobry.
Czy ma pan plan, jak wyciągnąć drużynę z kryzysu?
Tak, realizujemy go teraz powolutku i myślę, że pierwsze efekty będą na meczu z Jagiellonią.
Kulawik: Przyjdzie czas na trudne decyzje
Przez tyle lat pracy w Wiśle miał pan okazję do podglądania pracy sporej liczby szkoleniowców pierwszej drużyny. Czy wykorzystuje pan teraz jakieś pomysły, które podpatrzył pan u innych trenerów?
Od każdego wyciągam coś, co moim zdaniem, jest najlepsze. Każdy trener ma swoją wizję prowadzenia drużyny i każdy z nich ma coś ciekawego do zaoferowania. Chcę być raczej takim pośrednim trenerem, który uszczknie coś od każdego. Nawet jednostka treningowa u mnie polega na tym, że wrzucam różne rzeczy od różnych szkoleniowców – to co uważam za stosowne dla piłkarzy i co im się najbardziej przyda.
Jako zawodnik Wisły przeżywał pan z drużyną lepsze i gorsze chwile. Czy obecną sytuację da się porównać do jakiegoś kryzysu z czasów pana gry dla Białej Gwiazdy?
Tak, mieliśmy podobny kryzys w przeszłości. Nie wygraliśmy kilku meczów, a było takie poczucie, że drużyna ma nowych zawodników, którzy powinni wygrywać wszystko. Myślę, że tutaj jest ten sam problem – jest wielu dobrych zawodników, którzy nie wygrywają, ale przyjdzie czas, że uwierzą, że mogą zwyciężać.
Trener Probierz był tym, który w większym stopniu postawił na młodzież. Czy pan pójdzie jego śladem?
Mecz z Legią pokazał, że młodzież gra – grał Czekaj, Szewczyk, Uryga. To są młodzi zawodnicy. Przede wszystkim w wyjściowym składzie znalazł się Chrapek, także czterech zawodników w jednym meczu – uważam, że to jest dużo.
Ktoś jeszcze, oprócz tej czwórki, ma szansę wejść do pierwszej drużyny?
Tak, powolutku będziemy wdrażać, ale nie od razu wszystkich, bo ciężko byłoby grać samą młodzieżą. Oni potrzebują też dyrygentów, którzy będą im podpowiadać i ich ustawiać na boisku. A poza tym, jak się wchodzi do takiej drużyny, gdzie jest parę sugestii od starszych, łatwiej się gra. W sytuacji, kiedy jest dużo młodzieży, można mieć dużo wpadek i automatycznie zablokować się na dłuższy okres. A tak, jak są dobre sugestie od starszych, wtedy łatwiej się przez to przechodzi.
Jeśli chodzi o tych dyrygentów, to czeka pan na to, aż na boisko wróci Radosław Sobolewski, który może przyjąć taką rolę?
Tak, liczę na to, że będzie podpowiadał i będzie pomocny tej drużynie, ale Radek jest też pomocny w szatni. Rozmawia z zawodnikami, podpowiada im, można powiedzieć – dyryguje, tworzy szatnię. Takie osoby są też bardzo potrzebne. Bo mecz, przede wszystkim, rozgrywa się też w szatni, zanim się wyjdzie na murawę. Tutaj w dużej mierze ważna jest taka osoba, jak Radek.
Czy uda się panu zbudować taką pewność siebie w drużynie, żeby rywale, przyjeżdżający na Reymonta 22, przegrywali mecze już w szatni?
Ja już na Legii powiedziałem do moich zawodników, że potrafią grać w piłkę. Część z nich grała już tutaj, zdobywając mistrzostwo Polski, część gra w reprezentacji. To nie jest wszystko z przypadku. Teraz kwestią jest, żeby oni w to uwierzyli.
Co się stało z Wisłą, że w ciągu roku zanotowała taki regres? Czy to konsekwencja nieudanego podejścia do Ligi Mistrzów?
Po części na pewno na sytuację wpływ miało to, że nie weszliśmy do Ligi Mistrzów. Po części też to, że niektórych meczów nie wygrywało się przez małe, drobne niuanse. To się nawarstwiało. Jest wiele czynników. Teraz to wszystko się skumulowało, pojawiła się frustracja, niepotrzebne nerwy.
Cały czas podkreśla pan, że największy problem zawodników znajduje się w ich głowach. Czy fakt, że w ramach kursu trenerskiego UEFA PRO pisał pan pracę na temat psychologii sportu, pomoże teraz rozwiązać ten problem?
Tym się interesowałem i uważam, że żeby poznać funkcjonowanie takiego zawodnika od strony psychologicznej, to pewne podstawy trzeba mieć. Trzeba umieć odczytać jego reakcje, mimikę twarzy, ruchów. To też są ważne rzeczy, bo można się zamknąć w sobie i wtedy do piłkarza nie dotrzemy. A jeśli uda się to zrobić, to zarówno klub, jak i zespół, ma z tego dużą korzyść.
Czy wprowadza pan w życie to, czego na temat psychologii sportu nauczył się pan w trakcie pisania pracy?
Daję im dużo zadań, skłaniam do rozmów, ale myślę, że to pytanie najlepiej skierować do zawodników, jak oni to odbierają, jaka jest od tej strony współpraca. Ja mogę widzieć to inaczej, a oni inaczej.
Na razie stawia pan na rozmowy indywidualne. Czy będzie taki moment, że nad Waszymi problemami zaczniecie pracować w grupie?
Tak, myślę, że przyjdzie na to czas, żeby usiąść razem i porozmawiać sobie o tym, co można poprawić, kto czego oczekuje, czego chce od tej drużyny, jak mu się pracuje.
Spotkaliśmy się z opinią, że zawodnika można „zdołować” w kilka tygodni. Ile czasu potrzeba w takim razie, żeby go podbudować?
Odpowiem tak – przykład Łukasza Garguły. Legia pokazała, że chyba wyszedł z dołka, w którym był. Na decyzję, którą podjął, podejmując się wykonywania rzutu wolnego, po którym padł gol, wpływ miało to, że dałem mu wolną rękę w decydowaniu, jak będzie wyglądała gra zespołu. To, że dostał zaufanie, było dla niego argumentem do tego, żeby taki mecz zagrać.
Dwa lata temu prowadzona przez pana Młoda Wisła grała bardzo ładnie, widowiskowo i skutecznie. Czy jest szansa, żeby sposób gry tamtej młodzieżowej drużyny przenieść na grunt pierwszej drużyny?
Ważne, żeby wygrywała, ale też chciałbym, żeby grała piłkę ładną dla oka. I będę do tego dążył. Myślę, że 20 minut na Legii pokazało, że zawodnicy potrafią to robić i że dla nich był to znak, że coś potrafią. Kwestią jest, żeby to utrzymać przez dłuższy czas.
Co jest większym problemem – gra w obronie czy w ofensywie?
Prawda jest taka, że gra w obronie, bo de facto w prawie każdym meczu tracimy bramkę. To jest niepokojące. Wiadomo, że jak nie tracisz bramki, to mecz remisujesz. W drugim tygodniu pracy musimy się skupić na tym skupić.
Z pewnością problemem w obronie są częste zmiany wśród stoperów. Czy ma pan plan, żeby postawić na dłużej na określoną dwójkę?
Plan jest, ale tak jak mówię – piłkarze mają teraz do zrealizowania zadanie. Kto spisze się najlepiej, ten będzie grał.
Wróćmy na chwilę do dyrygentów, o których wspominał pan wcześniej. Czy Arek Głowacki jest jednym z nich i w związku z tym jest bliżej wyjściowej jedenastki niż reszta?
Doświadczenie przemawia za nim, ale teraz, przez te 2 tygodnie, skupimy się na poprawie gry defensywnej. Najważniejsze, żeby wybrać najlepszych.
Na razie musi pan rozwiązać problemy zespołu, ale czy będzie pan w stanie podejmować odważne i niepopularne decyzje i być prawdziwym szefem w szatni Wisły Kraków?
Trzeba będzie podjąć takie kroki, ale na razie musimy ich wyciągać z dołka. Przyjdzie czas na trudne decyzje. Nikomu to nie przeszkadza, że na razie skupiłem się na przezwyciężeniu kłopotów. Piłkarze ciężko pracują – po to, żeby odnieść później sukces.
Wśród piłkarzy Młodej Wisły znane są pana zabawne powiedzonka. Czy wprowadzi je pan też do pierwszej drużyny?
Tak. Z nimi też trzeba od czasu do czasu zażartować. Nie można przemawiać do zawodników tylko batem, ale też marchewką.
Możemy domyślać się więc, że piłkarze zabierali już ze sobą łuki na trening strzelecki?
Jeszcze nie, ale niedługo może taki trening będzie.
A czy wypatrzył już pan w zespole Janikowskiego?
Na razie nikt nie wykopuje tak daleko. Teraz grają blisko, do siebie.
AM & M. Górski
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA






















