Strona główna » Aktualności » Królewska kolacja u pana Roberta

Królewska kolacja u pana Roberta

Data publikacji: 22-01-2012 23:27



Ostatni dzień zgrupowania zakończył się dla drużyny Wisły bardzo miłym akcentem. Zawodnicy Białej Gwiazdy byli gośćmi pana Roberta, kibica Wisły, który w miejscowości nieopodal Olivy prowadzi swoją restaurację. Pan Robert wyprawił iście królewską ucztę dla drużyny!

Fot. Marcin Górski Fot. Marcin Górski

Pomysł tego spotkania zrodził się w głowie pana Roberta, który w Hiszpanii jest z rodziną już od ośmiu lat. „Uparłem się na tą kolację. Kilka osób z drużyny powiedziało mi, że nie będzie szansy na takie spotkanie. W hotelu jednak spytałem jeszcze grzecznie trenera o jego zdanie. Powiedziałem mu, że chociaż znam zdanie innych osób, to nie mogę i jego nie spytać. Trener, zgodnie z moimi oczekiwaniami, powiedział, że czemu nie. Przyjechałem do domu, podzieliłem się tą radosną informacją z żoną i najpierw był uśmiech, ale potem zaczęliśmy się zastanawiać, jak to wszystko zorganizować” – opowiada kibic Wisły.

Zapraszamy do oglądania zdjęć z kolacji u pana Roberta


Pan Robert, aby godnie podjąć drużynę, zrezygnował nawet tym razem z wyjazdu na sparing Białej Gwiazdy. „Zdezerterował mi dzisiaj kucharz i dlatego nie mogłem pojechać na sparing, bo musiałem przygotować wszystko wcześniej” – opowiada gospodarz kolacji. Ta dzisiejsza absencja była wyjątkiem w przygodzie pana Roberta z Wisłą. „Nie pochodzę z Krakowa, ale jestem zdecydowanym kibicem Wisły od piętnastu lat. Gdy byłem jeszcze w Polsce, to chociaż mieszkałem w Dusznikach Zdroju, jeździłem na większość meczów do Krakowa. Jak przyjechałem do Hiszpanii, od razu pierwszego roku Wisła grała z Realem Madryt. Byłem na tym meczu w Madrycie, potem z całą rodziną byliśmy w Barcelonie na meczu Wisły. Widziałem także sparingi rozgrywane w trakcie zgrupowań w Olivie. Ostatni mecz zeszłego roku z Twente oglądałem u siebie w restauracji. Gdy zobaczyłem gola dla Odense, Hiszpanie nie mogli uwierzyć, co robię. Skakałem jak głupi po całej sali, bo akurat nie miałem się z kim cieszyć” – zdradza kibic Białej Gwiazdy.

Okazuje się, że swoją miłością do Wisły pan Robert zaraził także swoje córki. „Córki latają za mną na mecze. Nie mogę sobie pozwolić teraz na męski wyjazd na mecz z kolegami, bo muszę zabierać do autobusu też córki. Jak powiem „Wisła Kraków”, to nie ma szans, żebym wyrwał się sam” – śmieje się pan Robert. I rzeczywiście: w środę córki kibicowały w Olivie Wiśle, a w niedzielę z uśmiechem na twarzy robiły sobie zdjęcia z kolejnymi zawodnikami Białej Gwiazdy.

Wróćmy jeszcze na moment do samej kolacji. „Mam nadzieję, że wszyscy są zadowoleni, bo talerze wracały do kuchni w miarę wyczyszczone. Myślę, że udało mi się pokazać trochę kuchni śródziemnomorskiej i że wszystkim podobał się ten wyjazd” – mówi na zakończenie pan Robert.

Panie Robercie, bardzo się podobało! To była królewska kolacja!

M. Górski
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



do góry strony