Strona główna » Aktualności » Kosowski: Co mam powiedzieć? Sam nie wiem

Kosowski: Co mam powiedzieć? Sam nie wiem

Data publikacji: 02-06-2013 23:22



„Najprawdopodobniej już nie będę grał, ale nie chcę tego mówić dzisiaj, bo tak jak powiedziałem, jest to trochę za szybko, za gorącą mam głowę, żeby składać jakieś deklaracje. Wszystko na to wskazuje, że skończę karierę, ale dajmy sobie jeszcze może tydzień na przemyślenie” – powiedział Kamil Kosowski, dla którego mecz z Zagłębiem Lubin był ostatnim w barwach Białej Gwiazdy.

Fot. Maks Michalczak Fot. Maks Michalczak

„Co mam powiedzieć? Sam nie wiem. Mogę tylko i wyłącznie podziękować kibicom, a także trenerowi za to, że wystawił mnie dziś do pierwszego składu. Z tego względu, że praktycznie cały tydzień brałem antybiotyk, tak naprawdę nie nadawałem się do gry” – usprawiedliwiał swą postawę na boisku Kosowski. „W piątek dowiedziałem się, że umowa nie zostanie ze mną przedłużona, to zrobiłem wszystko, by pojawić się dziś na boisku. Od 25. minuty kompletnie nie miałem siły, tak więc dziękuję zespołowi za to, że starał się zatrzeć to wrażenie. Arkowi dziękuję, że podarował mi opaskę na te 60 minut meczu i w zasadzie tyle podziękowań. Zszedłem i od razu straciliśmy bramkę” – kontynuował zawodnik Wisły.

Po wielu pięknych latach spędzonych w Wiśle, w końcu przychodzi czas się pożegnać. „Trudno powiedzieć, który moment był najbardziej wzruszający. Pewnie będę to wiedział dopiero za kilka dni, bo jak na razie to wszystko jest takie gorące. Bardziej wzruszałem się wczoraj i przedwczoraj przed meczem w hotelu. Wyobrażałem sobie to, co będzie dziś. Tak jak mówiłem, od 25. minuty „odcięło mi prąd” i chyba byłem za bardzo zmęczony, żeby płakać. Oczywiście niewiele mi do tego brakowało. Wydaje mi się, że na razie jestem w szoku „powypadkowym”, jeżeli można to tak nazwać i tak naprawdę to do mnie jeszcze nie dociera” – powiedział wyraźnie wzruszony Kosowski.

Po zejściu „Kosy” z boiska trener Kulawik otrzymał od niego koszulkę. „Jakoś musiałem trenerowi zapłacić za ten pierwszy skład, dlatego wręczyłem mu koszulkę. Pomimo tego, że teraz Tomek Kulawik jest trenerem, pomimo tego, że byłem zły na niego po kilku decyzjach w tym sezonie, to jednak jesteśmy ludźmi i kolegami. Dużo razem przeszliśmy i w zasadzie to było ustalone przed meczem” – zdradził swój mały układ z trenerem.

Jak Kamil Kosowski poradzi sobie bez gry w piłkę? „Na pewno nadejdzie czas, by się czymś zająć. Najlepiej to ja się znam jednak na piłce, nie będę jednak wymagał na nikim, by mnie zatrudnił na siłę. Z drugiej strony nie będę też klękał i prosił o pracę. Nie muszę od jutra podjąć pracy by przeżyć” – powiedział. „Przez ostatnie tygodnie docierały do mnie różne wiadomości na temat mojej przyszłości w klubie, a w przedostatni dzień jednak dowiedziałem się, że moja umowa nie zostanie przedłużona. To był może nie cios, ale zimny prysznic, bo inaczej planowałem następny rok. Wcześniej też nie było mocnego kandydata na trenera i zanosiło się na to, że umowę będzie można przedłużyć. Stało się tak, a nie inaczej, oczywiście takie prawo zarówno nowego trenera jak i klubu, że podjęto takie decyzje w stosunku do mojej osoby” – dodał pomocnik Wisły.

Jak pozostać na boisku, nie będąc piłkarzem? Zostać trenerem, który podpowiada drużynie, stojąc tuż za linią boczną? „Rola trenera to bardzo ciężki kawałek chleba, a praca z młodzieżą to jeszcze cięższy. Nie powiem, co bym chciał robić. Czasem życie samo pisze scenariusze. Tak jak powiedziałem, jadę do domu, trochę wolnego, przyjdzie czas na refleksje, podsumowania przed samym sobą. Może życie samo napisze scenariusz i coś ciekawego się pojawi. Praca przy piłce albo związana z piłką i wszystko się ułoży. Jeżeli nie? Mam trójkę synów, tak więc jest co robić” – powiedział, głaszcząc jednego z nich, który mu towarzyszył.

Śledząc uważnie CV Kamila Kosowskiego, odnajdziemy w nim kluby z całej Europy. Bazując na zebranym doświadczeniu i znajomych rozsianych po całym kontynencie, naturalnym stanowiskiem, które pasuje do Kamila jest rola skauta. „Jeżeli klub potrzebuje zawodnika na jakąś pozycję, to wystarczy zadzwonić, nie trzeba jechać i nie wiadomo kogo wyszukiwać. Wydaje mi się, że na tyle mam znajomych, przyjaciół, kontakty za granicą, że jeśli będzie taka potrzeba, to po prostu zorganizuje się tych piłkarzy momentalnie. Teraz jest taki rynek a nie inny, gdzie nie trzeba wymyślać i szukać przysłowiowych kwadratowych jaj. Jest potrzeba napastnika, to dzwoni się w odpowiednie miejsce i zaraz jest trzech kandydatów i dokonuje się wyboru. Wydaje mi się jednak, że skauci, którzy pracują w Wiśle, penetrują te rynki i niższe ligi na tyle dobrze, że kolejny skaut nie jest potrzebny” – przekonywał zawodnik.

„Jeżeli to będzie możliwe, to chciałbym związać się z Wisłą i pracować na to, by ten klub wrócił do lat swej świetności, które były jeszcze nie tak dawno. Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach nie jest to aż tak trudne jak 10 lat temu, kiedy nasza liga była mocniejsza i o piłkarzy było trudniej, bo kosztowali dużo pieniędzy. Dziś jest ogólnoświatowy kryzys i dużo dobrych piłkarzy z kartą na ręku szuka klubu” – mówił Kosowski. Dziennikarze zasugerowali Kosowskiemu, że nie wytrwa bez piłki długo, jednak Kamil stwierdził, że nie będzie się nudził i zapełni czas wędkowaniem, na które dotąd nie znajdował wiele czasu.

Damian Urbaniec
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



do góry strony