Strona główna » Aktualności » Kmiecik: Trudno było znaleźć inne zajęcie

Kmiecik: Trudno było znaleźć inne zajęcie

Data publikacji: 14-11-2014 15:03



Najlepszy strzelec w historii Wisły. Czterokrotny król strzelców. Brązowy medalista Mistrzostw Świata 1974. Były piłkarz, a obecnie członek sztabu szkoleniowego Białej Gwiazdy. Jednym słowem - człowiek legenda. Zapraszamy do lektury wywiadu z Kazimierzem Kmiecikiem.
 

Fot. Adam Koprowski Fot. Adam Koprowski

Panie Trenerze, jak zaczęła się Pana przygoda z piłką nożną?
Już od małego chłopczyka interesowałem się tą dyscypliną. Za moich czasów nie było komputerów, była tylko piłka i zabawy sportowe, więc graliśmy całymi dniami na podwórku. Trudno było znaleźć inne zajęcie.

W dzisiejszych czasach transfer z Cracovii do Wisły, lub na odwrót, wydaje się niemożliwy. Jak wyglądało Pana przejście na Reymonta 22?
Wtedy też nie było to takie łatwe. Dzięki temu, że byłem jeszcze młodym chłopakiem, występującym w juniorach, udało mi się przejść do Wisły. Biała Gwiazda była w pierwszej lidze, Cracovia niżej. Pojechałem na zgrupowanie kadry juniorów z kolegą, który właśnie grał w Wiśle. Razem z Krzyśkiem Obarzanowskim doszliśmy do wniosku, że chyba lepiej by było, jakbyśmy grali w jednej drużynie. On był pomocnikiem, ja napastnikiem. Często mi zagrywał dobre piłki, więc była to dla nas spora korzyść. Dzisiaj transfer na takim szczeblu jest niemożliwy.



Przy Reymonta spędził Pan 15 lat. Ze świeczką szukać dzisiaj podobnych stażem piłkarzy w polskiej lidze.

Do Wisły trafiłem w 1967 roku, w 1981 wyjechałem na rok do Belgii, potem wróciłem na sześć miesięcy, żeby znowu wyjechać za granicę. W trakcie gry w Wiśle miałem propozycje przejścia do innych klubów, ale nie kwapiłem się do wyjazdu. Przy Reymonta zawsze było mi bardzo dobrze. Byłem jednym z wyróżniających się zawodników, grałem w kadrze, a przechodząc do innej drużyny, ryzykowałbym, że się nie zaaklimatyzuję, że będę miał problemy ze zgraniem z drużyną. Takie ryzyko zawsze istnieje.

W tym czasie zdobył Pan cztery tytuły króla strzelców, mistrzostwo Polski. Jaka jest waga tych sukcesów?
Bardzo trudno było o takie osiągnięcia, bo było wiele dobrych drużyn, jak Górnik Zabrze, Legia Warszawa, Stal Rzeszów. Drużyny te brylowały, było w nich po kilku zawodników na jedną pozycję. Ciężko było się wybić, więc bez pracy nie było mowy o grze na wysokim poziomie. Z perspektywy czasu uważam, że mogliśmy osiągnąć więcej. Oczywiście odnieśliśmy sukces, ale mieliśmy naprawdę dobrą drużynę i mogliśmy zawojować jeszcze wyżej.

Jak wspomina Pan pobyt za granicą? Podobno z Grecji wrócił Pan, ponieważ… było tam za gorąco?
Na pewno Grecy chcieli, żebym został, natomiast ja wolałem być bliżej kraju, dlatego postanowiłem przeprowadzić się do Niemiec. Byłem bliżej rodziny, zawsze mogłem przyjechać do domu, co dawało mi komfort psychiczny. Warunki również były istotne. W Grecji było strasznie gorąco, a w Stuttgarcie klimat był zbliżony do naszego.

Pana dorobek w reprezentacji to 34 spotkania i 8 bramek, a także brązowy medal na Mistrzostwach Świata w 1974. Konkurencja w kadrze była jednak olbrzymia.
Oj… konkurencja była ogromna. Na jedną pozycję było nas trzech, i to takie nazwiska jak Lubański czy Domarski! Mogłem też grać w pomocy, ale tam również było tłoczno. Ponadto trener stawiał na zawodników, którzy grali w jednym klubie, np. Lato z Kasperczakiem. Z Wisły mieliśmy tylko dwóch obrońców. Nie mieliśmy napastnika czy pomocnika, żebyśmy mogli razem grać i rozumieć się. Oczywiście nie poddawałem się, bo później do tej kadry też wskoczyłem za kadencji trenera Kuleszy.

Należy również pamiętać o dwóch medalach olimpijskich. Polska naprawdę dysponowała wtedy mocną drużyną.
Zgadzam się. Był to dla nas wielki sukces, a na pewno nikt nie liczył na pierwszy złoty medal w Monachium, bo wtedy liczyły się drużyny Związku Radzieckiego, NRD czy Węgrów. Był to naprawdę ciężki turniej, ale moim zdaniem kolektyw, który stworzył trener Górski, pozwolił wspólnie osiągnąć cel.



Po karierze piłkarskiej przyszedł czas, by zostać trenerem. Pamięta Pan rok 1997, kiedy Wisła była na skraju bankructwa, a klub miał za chwilę przejąć Bogusław Cupiał?
Pamiętam ten rok, bo wyjechałem wówczas jako trener do Grecji. Był to bardzo ciężki okres dla Wisły, gdyby nie dzisiejszy właściciel, to Biała Gwiazda podzieliłaby los niektórych innych zespołów. Dzisiaj też nie jest łatwo, ale zawodnicy podtrzymują drużynę, chcą, żeby Wisła była w jak najlepszej sytuacji. Dążą do tego, aby wynik był jak najlepszy.

153 bramki w barwach Wisły to do dzisiaj niepobity rekord. Czy Paweł Brożek ma szansę choć zbliżyć się do tego osiągnięcia?
Szansę ma na pewno, ale musi bardzo ciężko pracować i strzelać bramki w każdym meczu, bo to jest ważne. Jeśli się nie uda w jednym, to w następnym zdobyć chociaż dwie. Trudno porównać, czy za moich czasów było łatwiej o te gole. Ja jak wychodziłem na boisko, to od razu miałem „plaster”, zawodnik cały czas chodził za mną, żeby mi tylko przeszkodzić. Trzeba było się mocno napracować. Generalnie gra wyglądała inaczej niż dzisiaj.

„Suchy”, „Badyl” - skąd się wzięły te ksywki?
Bo byłem bardzo „suchy”, na zdjęciach można zobaczyć, że wyglądałem jak patyk - szczuplutki. Za młodu siedziało się na boisku, nie jadło się za dużo, tylko grało w piłkę.

Adam Koprowski
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



do góry strony