Aktualności
OSTATNIE NEWSY.
Kirm: Lubię intensywne treningi
Data publikacji: 21-01-2011 16:35„Ważniejsza jest jakość, a nie ilość treningów. Uważam, że lepiej jest mieć mniej treningów, ale za to dużo bardziej intensywnych. Mamy właśnie takie treningi, więc sześć tygodni nam wystarczy, żeby złapać odpowiednią formę na mecze ligowe” – twierdzi pomocnik Wisły, Andraż Kirm.
Wygląda na to, że nie obijałeś się w wolnym czasie. W tego tygodniowych testach wypadłeś bardzo dobrze.
W czasie wolnym pracowałem tak samo, jak wszyscy pozostali zawodnicy. Dostaliśmy program do wykonania po zakończeniu rundy jesiennej. Wiedzieliśmy, że musimy wrócić dobrze przygotowani do ciężkiej pracy na pierwszych treningach. Jeśli chcemy kontynuować to, co wypracowaliśmy jesienią, musimy być jak najlepiej przygotowani do zajęć.
Tegoroczny program na czas wolny był cięższy niż ten w zeszłych latach?
Nie wydaje mi się. Nigdy nie miałem problemów z bieganiem i wykonywaniem innych ćwiczeń. Co roku staram się wracać do klubu w jak najwyższej formie. Ten zadany przez trenerów program traktowałem jako przygotowanie do ciężkiej pracy, którą wykonujemy teraz.
Macie tylko sześciotygodniowe przygotowania. Czy miałeś kiedyś tak krotki okres treningów przed rundą?
Nie pamiętam, żebym kiedyś miał tak długą przerwę między rundami, a potem krótki okres przygotowań do sezonu. Oczywiście, że każdy się cieszy, kiedy dostaje sporo wolnego, ale w takiej sytuacji bardzo ważne jest sumienne wykonywanie tego, co powierzyli nam trenerzy. Przed nami krótki okres przygotowań, więc nie mogliśmy sobie pozwolić na to, żeby przyjechać do Krakowa źle przygotowani.
Zdążycie w trakcie tych sześciu tygodni popracować nad wszystkim, zdążcie się zgrać na nowo?
Moim zdaniem lepiej jest trenować z większą intensywnością. Ważniejsza jest jakość, a nie ilość treningów. Uważam, że lepiej jest mieć mniej treningów, ale za to dużo bardziej intensywnych. Mamy właśnie takie treningi, więc sześć tygodni nam wystarczy, żeby złapać odpowiednią formę na mecze ligowe.
Wyniki badań wskazują na to, że udało ci się utrzymać dobrą formę z jesieni.
Trening nigdy się nie kończy. Kiedy skończyliśmy trenować w klubie, rozpoczęliśmy wykonywać nasz program. Skończyliśmy go, zaczęliśmy treningi. Chyba wszyscy nie możemy się jednak doczekać momentu, kiedy zaczniemy grać. W całej naszej pracy wszystko sprowadza się do meczów.
Jesienią widzieliśmy chyba Andraża Kirma, na jakiego czekali kibice Białej Gwiazdy od momentu twojego przyjścia do Krakowa.
Oj nie, niech poczekają jeszcze trochę (śmiech)! Zobaczymy, jak to będzie wiosną.
Wiosną znów drużyna będzie mogła liczyć na Twoje gole i asysty?
Zadaj mi to pytanie na koniec okresu przygotowawczego. (śmiech). Oczywiście wtedy też nie powiem, że strzelę tyle goli, zaliczę tyle asyst. Chcę myśleć od treningu do treningu, od meczu do meczu, jak to robiliśmy pod koniec rundy jesiennej. To przyniosło efekty. Wygraliśmy cztery mecze z rzędu. Chcemy to kontynuować. Mam nadzieję, że taka droga doprowadzi nas do mistrzostwa.
Ale zdajesz sobie sprawę, że gdy przychodziłeś do Wisły, kibice oczekiwali, że będziesz jednym z ważnych dla Wisły piłkarzy. Musieli na to poczekać rok.
Kiedy przychodzisz do nowego klubu, zawsze potrzebujesz trochę czasu na to, żeby przystosować się do nowej drużyny. Teraz mamy właściwego trenera, właściwy zespół, więc i zawodnikom łatwiej jest pokazywać swoje indywidualne umiejętności.
Był taki moment jesienią, który zadecydował o tym, że „odpaliłeś”?
Tak. Moment, kiedy do drużyny przyszedł Robert Maaskant. Wcześniej nie grałem zbyt wiele, a trener Maaskant dał mi możliwość pokazania się. Oczywiście, musiałem poczekać na tą szansę, ale myślę, że zasłużyłem na ta szansę i odwdzięczyłem się za nią trenerowi i drużynie na boisku.
M. Górski
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA






















