Strona główna » Aktualności » Kawula: Za wcześnie się urodził

Kawula: Za wcześnie się urodził

Data publikacji: 09-03-2012 12:28



Władysław Kawula był piłkarzem wzbudzającym szacunek nie tylko wśród kibiców, ale również rywali. Syn legendarnego obrońcy Wisły – Artur – opowiedział nam o wspomnieniach i życiu w tamtych czasach.

Fot. archiwum rodzinne Fot. archiwum rodzinne

Władysław Kawula żelazną obronę tworzył wraz z kolegami z drużyny – Monicą i Budką. Można powiedzieć, że zawodnicy ci wzajemnie się uzupełniali?
Na pewno Kawula, Monica i Budka uzupełniali się, inaczej nie tworzyliby tej obrony, która zapadła w pamięć kibicom w Polsce. Każdy z nich różnił się od siebie, posiadali inne walory, które przekładali na jakość gry na boisku. Wszyscy natomiast byli rosłymi mężczyznami nie do przejścia, niezwykle silnymi. Stąd też nazwano wiślacką obronę – żelazną. W późniejszych czasach tworzył obronę razem z Musiałem, Szymanowskim i Wójcikiem. Ciekawostką jest fakt, iż nigdy nie otrzymał czerwonej kartki, prócz tej, którą pokazał mu sędzia przez pomyłkę. Zawsze grał fair i wierzył w czystość sportu.

Wielokrotnie słyszałam, jak starsi kibice wspominają niezawodne strzały pana ojca. W czym tkwiła ich siła?
Ojciec był podziwiany, szanowany i lubiany nie tylko przez kibiców z Reymonta, ale także Cracovii, Wawelu, Garbarni czy też innych klubów. Dawniej doceniało się walory piłkarzy i ich serce włożone w grę dla krakowskiej drużyny. Nie było podziałów. Fani układali nawet fraszki na cześć ojca. Taką, która zapadła mi w pamięć mogę przytoczyć: „Zgaduj zgadula, kto z piłką hula? Władek Kawula! Na jego ręce wiślackie grabula!”. Siła jego strzałów tkwiła przede wszystkim w parze w nodze, którą posiadał. Po treningach pozostawał na boisku i ćwiczył strzały, zarówno rzuty wolne i karne, które miał opanowane do perfekcji. Gole strzelał z 30-40 metrów, piłka z niezwykłą szybkością mknęła w stronę bramki. Nie raz stłukł żebra bramkarzom czy też złamał poprzeczkę. Ojciec zdradzał też, że oprócz siły, trzeba było umieć odpowiednio piłkę uderzyć, to też wpływało na jakość strzału.

Kluby z Europy chciały wzmocnić swój zespół sprowadzając Kawulę do drużyny. Dlaczego nie zdecydował się na opuszczenie Wisły?
W tamtych czasach z wiadomych przyczyn nie było możliwości wyjechania z kraju. O transferach za granicę można było pomarzyć. Ponadto ojciec nie zdecydował się na zmianę barw klubowych, bo czuł się związany z Białą Gwiazdą. Dla niego przynależność do drużyny była bardzo istotna. Wówczas dla zawodników najważniejsze było dobro klubu, pieniędzy nie zarabiali, to były inne czasy. Największą zapłatą były sukcesy, które zdobywali. One zastępowały im wszystko. Ponadto tutaj miał kolegów, z którymi spotykał się nie tylko na boisku, ale również poza nim. Często piłkarze Wisły, Cracovii oraz kibice chodzili do Fafika czy na mecze hokeja. Wszystko odbywało się w przyjaznej atmosferze.

Pamięta pan może opowieści o meczu lub zdarzenie, które zasłyszał pan od ojca?

Na myśl przychodzi mi mecz towarzyski w ramach 50-lecia klubu z brazylijską drużyną – Belo Horizonte. Wówczas przywieźli oni swoją piłkę, która była dużo lżejsza od futbolówki wiślaków. Piłkarze z Krakowa nieprzyzwyczajeni do takiej piłki nie potrafili sobie poradzić na boisku. Gdy futbolówka wyszła poza murawę, trener Białej Gwiazdy postanowił przebić ją. Mecz był kontynuowany z użyciem polskiej piłki. Spotkanie zakończyło się zwycięstwem Wisły, a jedyną bramkę zdobył Machowski z rzutu karnego. Spotkanie było wyjątkowe też dla tego, iż na trybunach był komplet widzów, część fanów zajęła miejsca na obrzeżach murawy.

Sport był zawsze obecny w państwa życiu, ale to piłka nożna była dla pana Władysława najważniejsza. Uprawiał inne sporty czy ograniczał się do jednej dyscypliny? Jakim był człowiekiem w oczach kolegów?

O tak, rewelacyjnie grał w tenisa i ping-ponga. Uczestniczył nawet w amatorskich turniejach. Udało mu się nawet zdobyć nagrody w tej dyscyplinie. Ojciec był w ogóle człowiekiem-sportowcem. Niezwykle silnym fizycznie, nigdy się nie poddawał. Potrafił mobilizować kolegów na boisku, pomagając tym słabszym. Na przykład po jednym z treningów wyniósł po schodach Wieśka Rusina, który nie miał sił iść o własnych nogach.

Pan Władysław był świetnym piłkarzem, ale nie znalazł poparcia wśród trenerów reprezentacji. Jak pan myśli, dlaczego?
W tamtych czasach, aby grać przez dłuższy czas w piłkarskiej reprezentacji Polski, należało być albo piłkarzem stołecznej Legii albo Górnika Zabrze. Mimo tego, że w gazetach pojawiały się artykuły wzywające trenerów do postawienia na ojca, to nie był powoływany. Jeśli już otrzymał szansę, to nie ustawiano go na swojej pozycji. Uważam jednak, że nie był gorszy od piłkarzy, którzy w owym czasie występowali w kadrze.

Trudno było żyć panu z piętnem sławnego ojca? Wymagano od pana sukcesów?
Byłem kilkuletnim chłopcem, kiedy ojciec prezentował szczytową formę. Dzięki temu, iż był on sławny, cała okolica rozpoznawała naszą rodzinę. Ojciec chętnie grywał z nami w piłkę na osiedlowym podwórku. Wśród tych chłopców był m.in. znany obecnie aktor, a zarazem kibic Wisły – Leszek Piskorz. Ojciec niestety nie przekazał mi genów odpowiedzialnych za silną psychikę. Wydaję mi się, że predyspozycję do gry w piłkę miałem, lecz byłem człowiekiem innych od niego pod względem charakteru, chociaż kopałem futbolówkę. Występowałem m.in. w trampkarzach Wisły, w drużynie Wawelu Kraków czy w Kalwariance.

W Kalwariance grał pan ramię w ramię z własnym ojcem. Jak wspomina pan te czasy?
Gra z własnym ojcem była wyzwaniem. Nie należała ona do łatwych zadań, gdyż tata bardzo krytycznie podchodził do mnie. Chyba nawet znacznie poważniej niż do pozostałych zawodników. Wynikało to prawdopodobnie z tego, że mierzył mnie własną miarą. Pamiętam, że zaliczyłem nieoczekiwany debiut. Na boisku pojawiłem jako szesnastolatek, zastępując jednego z obrońców. Po zakończeniu spotkania otrzymałem od ojca pochwałę i chyba wtedy uwierzył w moje możliwości. Po serii meczów dziennikarze na łamach gazety życzyli mi „(...) przywdziania koszulki z Białym Orłem”. Nigdy jednak nie dorównałem piłkarskiemu ideałowi, jakim był dla mnie tata. Kibice, których spotykam, uważają, że ojciec za wcześnie się urodził, gdyż prezentował światową formę na miarę FC Barcelony, czy też Realu Madryt.

KK
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



do góry strony