Aktualności
OSTATNIE NEWSY.
Juszczyk: Nie było możliwości
Data publikacji: 12-05-2010 16:43„Oglądałem powtórkę tej bramki kilkadziesiąt razy. Razem z trenerem Łaciakiem analizowałem tą sytuację. Piłka poleciała taką parabolą, że przez 90 procent lotu była poza zasięgiem moich ramion, bo leciała kilka metrów nad bramką, po czym nienaturalnie, w ostatniej chwili, spadła pod poprzeczkę. Nie było możliwości, żeby ten strzał obronić” – nadal kręci głową z niedowierzaniem Marcin Juszczyk.
Jak wyglądała cała sytuacja z 93. minuty z perspektywy bramkarza?
Przede wszystkim niepotrzebny był ten rzut wolny. W takich momentach meczu trzeba unikać sytuacji, kiedy jest wykonywany stały fragment gry w niedalekiej odległości od naszego pola karnego. Później nastąpiła seria przypadków. Mariusz chciał jak najlepiej dla nas, chciał wybić tą piłkę do przodu. Boisko było trochę zroszone, piłka była więc wilgotna i może dlatego pośliznęła mu się po głowie. Potem futbolówka nienaturalną parabolą wpadła pod poprzeczkę. Stało się coś, czego chyba nikt by nie wyreżyserował. Nie byliśmy na to przygotowani. Ciężko się więc dziś było obudzić ze świadomością, że nasz cel był tak blisko, a teraz tak bardzo się oddalił.
Piłka chyba była poza twoim zasięgiem?
Oglądałem powtórkę tej bramki kilkadziesiąt razy. Razem z trenerem Łaciakiem analizowałem tą sytuację. Moja pozycja była bardzo dobra – stałem na drugim metrze, czyli tam, gdzie stać powinienem. Próbowaliśmy na wszelakie sposoby rozpatrywać to uderzenie, ale nie było szans obronić tego strzału. Piłka poleciała taką parabolą, że przez 90 procent lotu była poza zasięgiem moich ramion, bo leciała kilka metrów nad bramką, po czym nienaturalnie, w ostatniej chwili, spadła pod poprzeczkę. Nie było możliwości, żeby ten strzał obronić.
Gdy udzielałeś po meczu wywiadu dla telewizji, w twoich oczach było widać łzy…
Na pewno sytuacja nie jest łatwa. Ja przecież dodatkowo jestem wychowankiem Wisły i derby to dla mnie naprawdę święta sprawa. Marzyłem o tym, żeby w takich meczach grać i to marzenie się spełniło. Chciałbym jeszcze takie mecze wygrywać. Dwukrotnie miałem okazję grać w derbach i dwa razy zremisowałem 1:1. Szczególnie ten remis traktuję jak porażkę, bo przecież przy okazji Lech wygrał. Po meczu było naprawdę bardzo smutno.
A jak było w samej szatni?
Było bardzo nerwowo. Mieliśmy wielkie pretensje do siebie. Wskazywanie tu winnego byłoby nie na miejscu. My przecież jesteśmy całą drużyną. Nie ma osoby, która ponosi za tą bramkę większą lub mniejszą odpowiedzialność. Jesteśmy drużyną i wszyscy musimy to wziąć na swoje barki. Myślę, że każdemu z nas jest tak samo przykro.
Piłkę nożną kocha się za to, że jest taka nieprzewidywalna, że wszystko może zmienić. Trudno jest chyba jednak wtedy, gdy los obraca się właśnie przeciwko wam.
Tak. Pamiętamy mecz w Warszawie, z Polonią, gdzie w ostatniej minucie obrońca zagrał piłkę do bramkarza i w ten sposób wygraliśmy 1:0. Wtedy się cieszyliśmy, aż nie byliśmy w stanie uwierzyć w to szczęście, które nam sprzyja. Wczoraj los zabrał nam to, co dał nam w Warszawie. Tak w życiu jest, że nic nie ma za darmo, na wszystko trzeba ciężko zapracować. Mimo tego niekorzystnego wyniku z wczoraj piłka jest tak nieprzewidywalna, że ja do końca będę wierzył w to, że uda nam się jednak zdobyć mistrzostwo. Z Odrą będziemy grać nie tylko o dobry wynik, o szansę na mistrzostwo, ale też o honor. Ten remis nas ukuł i mam nadzieję, że w sobotę udowodnimy kibicom, że chcemy zrobić wszystko dla dobra tego klubu.
Uda ci się tą wiarą zarazić kolegów z zespołu?
Wiadomo – dziś te emocje jeszcze nie opadło, wszystko jest jeszcze bardzo świeże. Ciężko więc mówić o jakiejś mobilizacji, ale mam nadzieję, że ten dzień się jak najszybciej skończy. Chciałbym, żebyśmy w czwartek przyjechali do klubu z wiarą w to, że nie wszystko jest stracone.
M. Górski
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA






















