Strona główna » Aktualności » Jirsak: Chciałem wiedzieć, co mam poprawić

Jirsak: Chciałem wiedzieć, co mam poprawić

Data publikacji: 17-11-2010 14:03



W meczu z Lechem Poznań nie zmieścił się w osiemnastce meczowej i to spotkanie obejrzał z trybun. Po dwóch tygodniach wyszedł w podstawowym składzie z Legią i zaliczył asystę przy pierwszej bramce. W polskiej lidze takie sytuacje nie zdarzają się zbyt często. O kulisach tej niesamowitej odmiany specjalnie dla nas opowiada jej bohater - Tomas Jirsak.

Fot. Maks Michalczak Fot. Maks Michalczak

Siedząc w Poznaniu na trybunach chyba nie spodziewałeś się, że zostaniesz jednym z bohaterów meczu z Legią?
W Poznaniu przede wszystkim kibicowałem chłopakom, trzymałem kciuki za to, żeby coś tam ugrali. Szkoda, że tam przegraliśmy. Na bank nie myślałem, że za dwa mecze zagram z podstawowym składzie. Po drodze zagrałem jeszcze w Młodej Ekstraklasie i myślę, że w tych spotkaniach cała drużyna pokazała, że potrafi grać. Może to właśnie dlatego trener się zdecydował, że zagram w meczu z Legią. Cieszę się, że wystąpiłem w tym meczu.

Nie ukrywajmy tego już teraz - po meczu z Lechem byłeś mocno przygnębiony swoja sytuacją w drużynie.
Tak. Po tej sytuacji poszedłem do trenera porozmawiać z nim. Trener wtedy powiedział mi, że na razie nie widzi mnie składzie, ale mam dalej mocno trenować, bo w trakcie zajęć wyglądam dobrze. Szkoleniowiec dodał, że jeszcze nie miał okazji oglądać mnie w zbyt wielu meczach, ale na pewno ta szansa przyjdzie w pewnym momencie. No i przyszła.

To był ważny moment dla ciebie, ta rozmowa?
Chciałem się zapytać wtedy, dlaczego nie gram, co robię źle na treningach, co mam poprawić. Chciałem się dowiedzieć, dlatego trener tak mnie “odpalił”. On powiedział, że nie wiedział mnie jeszcze w meczach. Wtedy, gdy grałem, występowałem według niego za mało.

A gol strzelony w derbach w Młodej Ekstraklasie dodał ci pewności?
Sama bramka nie. Chodziło o to, że zagrałem tam mecz. W Młodej Ekstraklasie gra się piłką, po ziemi. Dobrze się czułem w takiej grze. Chodziło też o to, żeby co tydzień zagrać przynajmniej jeden mecz. W trakcie rozmowy z trenerem powiedziałem mu, że jeśli nie będę grał w pierwszej drużynie, to chciałbym iść do Młodej Ekstraklasy i tam pograć. Wiem, że chłopacy, którzy na co dzień grają w Młodej Wiśle mogą być na mnie wkurzeni, kiedy przychodzę tam grać, ale ja po prostu chce grać. Myślę, że to mi pomogło. Nie sama bramka, ale nasza gra.

O tym, że zagrasz z Legią w podstawowym składzie dowiedziałeś się całkiem późno. Jeszcze w tygodniu poprzedzającym ten mecz mówiłeś o sobie jako o piłkarzu drużyny rezerwowych.
Rzeczywiście tak było. Na treningach zawsze daję z siebie wszystko, żeby pokazać, że jestem przygotowany do gry. To, że nie wiedziałem, czy będę grał, czy nie, może i było dobre. W trakcie ostatnich treningów trener zadecydował, że na mnie postawi.

W trakcie meczu z Legią poznaliśmy cię z innej strony: tym razem zachowałeś się nie jak środkowy pomocnik, ale jak skrzydłowy.
Grając w trójkę w środku można częściej schodzić na boki. Jest więcej miejsca w tych sektorach boiska, więc kilka razy próbowałem zejść do bocznej linii. Wiem, że Paweł Brożek jest takim napastnikiem, który lubi podanie za obrońcę. Wyszło idealnie, a Paweł zachował się jak świetny snajper i strzelił bardzo dobrze.

Po tym, jak nie zmieściłeś się w osiemnastce, rozmawiałeś z trenerem. A czy po meczu z Legią też z nim rozmawiałeś?
Nie. Nie chcę być źle zrozumiany. Ja nie poszedłem do trenera płakać, że nie gram, tylko zapytać się go o to, co mogę zrobić na treningach, żeby wyglądać lepiej, żebym miał więcej szans do grania. Ja nie szedłem do niego skarżyć się, narzekać, że nie gram. Poszedłem do niego dowiedzieć się, co mogę zrobić lepiej.

Myślisz, że występem w meczu z Legią udało się przekonać do siebie trenera?
Mam taką nadzieję. Trener powiedział, że wcześniej nie widział moich asyst, bramek, dłuższych występów. Mam nadzieję, że tym meczem trochę sobie pomogłem. Może nie będę wchodził na murawę od początku meczów, ale przynajmniej mam nadzieję, że będę dostawał szansę wejścia w trakcie spotkania i pomagania tej drużynie więcej niż do tej pory.

Wydaje się, że trójka Sobolewski - Garguła - Jirsak bardzo dobrze się uzupełniała w trakcie meczu z Legią.
Trener nas uczula, żeby zmieniać często pozycję i tak staraliśmy się grać. Z tymi dwoma zawodnikami grało mi się bardzo dobrze. Możemy bez problemu krzyknąć na siebie po polsku.

Widzisz w Wiśle takich zawodników, którzy mogliby wykorzystywać twoje podania z rzutów wolnych czy rożnych, tak jak w poprzednich sezonach Marcelo, Junior Diaz, czy Arek Głowacki?
Zawodnicy tacy jak Chavez czy Bunoza są na tyle wysocy, że mogą wykorzystywać takie sytuacje. Chodzi o to, że zawodnicy chcieli strzelać bramki. W pole karne trzeba iść nie tylko po to, żeby nabiec, trafić albo nie. Mamy potencjał do wykorzystywania takich sytuacji, ale za mało jest chęci do strzelania goli przy takich okazjach. Myślę, że ten problem jest w głowie. Trzeba iść w pole karne z nastawieniem, że strzelę gola. Jeśli pojawi się takie nastawieni, to będzie dobrze.

Z Zagłębiem Lubin może być chyba trudniej niż w meczu z Legią?
Nie chyba, tylko na pewno. Zagłębie przyjedzie z nastawieniem gry z kontry, a przede wszystkim będzie grało ostrożnie z tyłu. My więc musimy wykorzystać pierwszą sytuację, która będzie. Okazje na pewno się pojawią, ale nie możemy się załamywać tym, że na przykład przed dłuższy czas nie strzelamy gola. Musimy cały czas grać do przodu i starać się stwarzać sobie sytuacje. Jak już strzelimy gola, to wiadomo, że Zagłębie się otworzy i może być tak jak z Legią.

Wygląda na to, że Wiśle znacznie lepiej gra się z drużynami, które nie chcą się tylko bronić.
Wszystkim się tak gra. Barcelona, jak ktoś do niej przyjedzie grać otwartą piłkę, to strzeli mu siedem goli i przeciwnik pojedzie do domu. Tu jest podobnie. My oczywiście nie jesteśmy Barceloną, ale też, gdy gra jest otwarta lub wynik nam się otwiera, to jesteśmy dobrą drużyną, która może strzelać więcej bramek.

Różnica w atakowaniu przeciwnika grającego z kontry i tego, który gra otwartą piłkę jest rzeczywiście taka duża?
Tak, o naprawdę spora różnica. Przeciwnik skupia się na tym, żeby nie stracić bramki, a jak coś im wyjdzie w ofensywie, to jest to na plus dla nich. My u siebie musimy strzelić bramkę, a przecież przeciwnikowi łatwiej i lepiej jest przeszkadzać niż coś wymyślić. Najważniejsze więc, tak jak mówiłem, to stworzyć sobie tą pierwszą sytuację i ją wykorzystać. Myślę, że jesteśmy w takim gazie, że musimy wygrać z takim przeciwnikiem jak Zagłębie.

M. Górski
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA

 



do góry strony