Strona główna » Aktualności » „Jesteśmy jak stare dobre małżeństwo”

„Jesteśmy jak stare dobre małżeństwo”

Data publikacji: 30-08-2012 17:42



Arkadiusz Głowacki i Marcin Baszczyński nie tylko na boisku tworzyli parę obrońców, która często była dla przeciwników nie do przejścia. Mimo że nie grają już w jednym klubie, to nadal są przyjaciółmi, a w piątek po raz pierwszy od czasu odejścia „Baszcza” z Wisły i powrotu na Reymonta „Głowy” będą mieli okazję wystąpić przeciwko sobie.

Fot. Wisła Kraków/Polonia Warszawa Fot. Wisła Kraków/Polonia Warszawa

Arkadiusz Głowacki spędził w Wiśle 10 lat. Rok krócej barwy Białej Gwiazdy reprezentował Marcin Baszczyński. Wspólna gra przez tak długi czas sprawiła, że Głowacki i Baszczyński stali się przyjaciółmi. „Można powiedzieć, że Marcin jest jednym z tych najlepszych kumpli z czasów wiślackich. To prawdziwy przyjaciel” – mówi o swoim koledze Arkadiusz Głowacki. „Mogę to śmiało powiedzieć – „Baszczu” jest najlepszym obrońcą, z jakim grałem. I to nie mówię tego jako jego kolega. Po prostu wydaje mi się, że takie są fakty. To człowiek, który może zagrać na prawej obronie, na środku, wszędzie. Doskonale czuje tę pozycję, jest bardzo dobry w pojedynkach jeden na jeden, jest szybki, nieustępliwy. Naprawdę świetny” – podkreśla obrońca Białej Gwiazdy. „Arek zawsze był profesjonalistą, ja tak samo. Zawsze mieliśmy razem pokój na zgrupowaniach i tak się nawzajem nakręcaliśmy” – śmieje się Baszczyński, który w piątek zawita do Krakowa jako piłkarz Polonii Warszawa. „Jesteśmy jak stare dobre małżeństwo” – mówi „Głowa” i dodaje: „Przed meczem na pewno serdecznie się wyściskamy, ale na przyjacielskie pogawędki przyjdzie czas po spotkaniu”.

„Dobrze, że nie będziemy grać bezpośrednio przeciwko sobie, może będzie okazja przy stałych fragmentach gry. Pamiętam, jak rok temu wracałem, to tych starych Wiślaków było mniej. Cieszę się, że jest „Sobol”, że wrócił „Głowa”, bo jest potrzebny tej drużynie i od pierwszego meczu to pokazuje” – mówi stoper Czarnych Koszul. Baszczyński, który wcześniej grał na prawej obronie, obecnie jest środkowym obrońcą. „Jakoś „Głowa” mi w tym wszystkim „pomógł”. Akurat przed meczem z Barceloną złapała go kontuzja i ja wskoczyłem w to miejsce. Później już grałem na tej pozycji i tak zostało” – podkreśla obrońca.

Jak obaj piłkarze wspominają czasy, kiedy występowali jeszcze po tej samej stronie barykady? „Jesteśmy innymi zawodnikami. Kiedyś graliśmy mecz z Lechem, było 1:1. Ja zostałem wysłany do zadań specjalnych – czyli walka, pojedynki jeden na jeden, a „Baszczu” asekurował i zabezpieczał mnie w tych poczynaniach. Wydaje mi się, że tworzyliśmy wtedy taki ciekawy tandem. Marcin jest taki obecny w meczu, praktycznie cały czas ma coś do powiedzenia, nawet jeśli odzywa się do sędziego. Marcin nigdy nie uciekał od odpowiedzialności, zawsze służy pomocą. Nawet jeśli ktoś się z nim pokłóci podczas meczu, to trwa to dosłownie chwilę. U niego jest coś takiego, że zapomina po dwóch minutach o kłótni. Zdarzało się między nami, że był spór na boisku, ale to szybko mijało” – uśmiecha się Głowacki. „Zawsze nam się układała ta gra. Ja grałem bardziej z przodu i czułem się pewnie wiedząc, że mam Arka za plecami. Pomimo jakichś starć na boisku, potrafiliśmy oddzielić życie prywatne od boiskowego i te kontakty były super” – dodaje Baszczyński.

AM
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



do góry strony