Strona główna » Aktualności » Jak to było dziesięć lat temu

Jak to było dziesięć lat temu

Data publikacji: 26-06-2011 14:02



Prawie dokładnie 10 lat temu: 25 lipca 2001 roku i 1 sierpnia 2001 roku Wisła Kraków w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów zmierzyła się ze Skonto Ryga, z którym także i w tym roku walczyć będzie w europejskich pucharach. O wspomnienia z tamtego dwumeczu zapytaliśmy uczestników spotkań ze Skonto: Tomasza Kulawika i Kazimierza Moskala.


Ten materiał ukazał się w 110. numerze Newslettera Wisły Kraków. Aby go zamiawiać, wystarczy wypełnić formularz

„Wspomnienia z tych meczów mam bardzo dobre, bo przeszliśmy Skonto. Było ono wtedy bardzo ambitną drużyną” – opowiada Tomasz Kulawik. W podobnym tonie o Łotyszach wypowiada się także Kazimierz Moskal. „Nie pamiętam takiego meczu w europejskich pucharach, w którym czułbym się tak, że wiedziałbym, że wyjdziemy na boisko i strzelimy pięć, może sześć bramek. Podobnie było i w meczu ze Skonto. Jechaliśmy do Rygi i wiedzieliśmy, że to będzie niewygodny przeciwnik, ciężki mecz. Tak też było. Stadion tam przypominał mi wtedy boisko Wawelu Kraków. Trybun nie było za wiele, boisko otaczała bieżnia. Ogólnie był to obiekt położony na otwartym trenie” – wspomina.

Przygotowania do meczu dziesięć lat temu różniły się od tego, w jaki sposób obecnie rozpracowuje się przeciwników. „Na pewno dziesięć lat to duża różnica, jeśli chodzi o metody i możliwości analizowania gry rywala. Na tamten moment też mieliśmy Skonto w miarę rozpracowane. Wiedzieliśmy, czego się możemy po nich spodziewać” – twierdzi Kazimierz Moskal, który obecnie odpowiada między innymi właśnie za rozpracowanie rywali. „Dziesięć lat temu Skonto było raczej dla nas takim przeciwnikiem – zagadką. To była drużyna z niedawno wtedy utworzonego państwa, która grała w niedawno utworzonych rozgrywkach. Dopiero zaczynała ona zaznaczać swoją pozycję Europie. Za dużo o nich nie wiedzieliśmy” – dodaje Tomasz Kulawik

Co więc było kluczem do sukcesu dziesięć lat temu? Tu obaj byli piłkarze, a obecnie trenerzy, są zgodni. „Myślę, że wtedy o naszych wygranych zadecydował kolektyw. To gra drużynowa przesądziła o tym, że przeszliśmy dalej” – twierdzi Kulawik. „Znaliśmy wtedy swoją wartość, wiedzieliśmy, że mamy dobry zespół i nie obawialiśmy się tego przeciwnika, natomiast zdawaliśmy sobie sprawę, że nie będzie to łatwy dwumecz. To się potwierdziło: zarówno w pierwszy meczu było ciężko, jak i potem w rewanżu w Krakowie. To były wyrównane mecze, ale chyba nie ma dyskusji co do tego, że to Wisła była lepsza w dwumeczu” – w podobnym tonie wypowiada się Moskal.

Drużynie Skonto w pamięć niewątpliwie najbardziej zapadł Maciej Żurawski, co potwierdza zresztą wypowiedź aktualnego szkoleniowca łotewskiego zespołu. Wtedy „Żuraw” strzelił dwa gole: zarówno na wyjeździe, jak i u siebie. A czy dziś Wisła ma takie indywidualności, które mogą przechylić szalę wygranej na jej korzyść, jak to dziesięć lat temu uczynił Żurawski? „Mamy takich zawodników, mamy indywidualności, które mogą zadecydować o wyniku meczu. Jest przynajmniej kilku zawodników, którzy mogą, jak wtedy Żurawski, przesądzić o wyniku meczu” – przekonuje Kazimierz Moskal.

M. Górski
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



do góry strony