Strona główna » Aktualności » Gwiazdy Białej Gwiazdy #5. Strzegący bramki i niepodległości - Edward Madejski

Gwiazdy Białej Gwiazdy #5. Strzegący bramki i niepodległości - Edward Madejski

Data publikacji: 16-03-2017 16:46



Zawodnik, który mógł występować na każdej pozycji, a wybrał bramkę. Sportowiec, oprócz futbolu z powodzeniem uprawiający koszykówkę, siatkówkę i piłkę ręczną. Pierwszy w historii występów Polaków na mistrzostwach świata bramkarz, który powstrzymywał strzały m.in. bosonogiego Leonidasa. Człowiek zawsze wstawiający się za swoimi przyjaciółmi. Aż wreszcie cywil, który walczył o niepodległość swojej ukochanej Ojczyzny. Edward Madejski, piłkarz Wisły w latach 1932-1937, jest dzisiejszym bohaterem „Gwiazd Białej Gwiazdy”.

fot. historiawisly.pl fot. historiawisly.pl

Urodzony 11 sierpnia 1914 roku w Krakowie, jak burza przechodził przez wszystkie szczeble edukacji, jednocześnie znajdując czas na sport. Przygodę z nim zaczynał w Wawelu, po chwili był już w Cracovii, jeszcze później w Juvenii, by w końcu zakotwiczyć w Wiśle - już jako bramkarz. Talent do występów na tej pozycji Madejski dostrzegł dopiero w czasie występów w Juvenii, gdzie - jak sam niegdyś określił „metodą prób i błędów” - przekonał się do strzeżenia bramki.

Na ustach Anglików
 
W barwach Białej Gwiazdy zadebiutował 2 lipca 1933 roku w wygranym 10:1 meczu z Podgórzem i z przerwami bronił wiślackiej bramki niemal do końca sezonu 1937. Jego największymi klubowymi sukcesami były wicemistrzostwo kraju w roku 1936 oraz trzecie miejsce rok wcześniej. W międzyczasie Madejski zdołał wystąpić w wielu towarzyskich starciach Wisły z zagranicznymi klubami, a największą uwagę zwrócił na siebie w pojedynku z okazji 30-lecia klubu. Rywalem krakowian była wówczas słynna Chelsea, która przebywała w Polsce na tournée. Dzięki kapitalnym interwencjom Madejskiego oraz bramce z rzutu karnego Łyki, Biała Gwiazda pokonała londyńczyków 1:0. Postawy bramkarza nie mógł nachwalić się kierownik brytyjskiego klubu i wydawało się, że pozycja tego niezbyt rosłego (177 cm wzrostu), lecz niesamowicie zwinnego golkipera pod Wawelem nabrać może tylko rozpędu.
 
Tak jednak nie stało się właśnie po części z powodu… strzelca zwycięskiej bramki we wspomnianym prestiżowym meczu. W końcu 1936 roku krakowskim światkiem piłkarskim wstrząsnęła afera, w której centrum znalazł się Antoni Łyko. Jak donosił Przegląd Sportowy: „Zaczęło się to w piękną noc jesienną. W jednym z krakowskich lokali tanecznych bawiono się ochoczo, a jednym z uczestników zabawy był nie kto inny jak lewoskrzydłowy Wisły, Łyko. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby zabawa nie trwała do 4 rano i gdyby nazajutrz nie było niedzieli i meczu ligowego Dąb - Wisła. Kierownictwo Wisły, dowiedziawszy się o bezsennej nocy Łyki, zrezygnowało z jego usług, aczkolwiek skład był i tak odmłodzony, a brak reprezentacyjnego piłkarza mógł odbić się na wyniku.
 
Młodzież niechcący przeciwko starszym
 
<<Porządek musi być>> - powiedzieli jednak włodarze Wisły i w konsekwencji nie wystawili Łyki również przeciw Ruchowi. Ten pochwały godny krok wywołał jednak reakcję. Inni dwaj gracze pierwszego zespołu - Madejski i Sitko - postanowili solidaryzować się z ukaranym kolegą i zagrozili strajkiem w razie niewystawienia Łyki”. Również i oni zostali odstawieni na boczny tor, a młodzież pokonała Ruch Chorzów, stawiając poniekąd stempel na końcu przygody obu graczy z Wisłą. Paradoksalnie, grzechy Łyki zostały mu w końcu wybaczone, postanowiono natomiast rozstać się z buntownikami, którzy wstawili się za skrzydłowym. 
 
Madejski był w najlepszym dla sportowca wieku, w doskonałej formie i przeprosił za swoje zachowanie, lecz nie zniżył się do błagania zarządu o zmianę decyzji. Swój ostatni mecz w barwach Białej Gwiazdy zagrał przy Reymonta 14 listopada 1937 roku przeciw AKS (5:2). Łącznie reprezentował Wisłę w 64 meczach ligowych. Jak pisał Andrzej Gowarzewski; „Czuł się wiślakiem bez reszty, choć klub chyba nigdy nie docenił jego pasji. Wśród wielu bramkarzy Białej Gwiazdy, także reprezentantów - nie było lepszego! Byli tylko bardziej lubiani, spolegliwi, trwający przez lata przy Wiśle”. Czego nie doceniła Wisła, potrafiła dostrzec Garbarnia, która w ciemno przyjęła Madejskiego do zespołu. W ówczesnych czasach zawodnik decydujący się na transfer musiał odcierpieć roczną karencję. W związku z tym 24-letni wówczas zawodnik był… jedynym niezrzeszonym klubowo Polakiem na Mistrzostwach Świata w 1938 roku.
 
 
Świadek wyczynów Leonidasa i Wilimowskiego
 
Edward Madejski został dostrzeżony jeszcze jako Wiślak i na dwa lata przed mundialem udało mu się zadebiutować w reprezentacji. Nie był to wymarzony początek przygody z kadrą - Polacy przegrali bowiem z Jugosławią aż 3:9. Co ciekawe, od tego meczu bramkarz ten na dobre zaczął przygodę z koszulką z orzełkiem na piersi. Łącznie Madejski wystąpił w 11 potyczkach kadry, w tym w jednym z najsłynniejszych spotkań w historii Polska - Brazylia, zakończonym hokejowym wynikiem 5:6. Był to jedyny mecz Polaków na Mistrzostwach Świata w 1938 roku, a starcie to uzyskało status legendarnego dzięki ofensywnym dokonaniom Ernesta Wilimowskiego i Leonidasa, a także właśnie bramkarskim popisom golkiperów obu zespołów. Dwa lata później Madejski miał wystąpić na Igrzyskach Olimpijskich w Helsinkach, ale plany te przerwała II wojna światowa. 
 
Podczas niej były zawodnik Wisły zaangażował się w działalność konspiracyjną, za co został aresztowany przez Gestapo. Spędził kilka miesięcy w celi śmierci, udało mu się zbiec w trakcie transportu. Pod koniec wojny powrócił do Krakowa i kilka razy w nieoficjalnych spotkaniach wystąpił w barwach Białej Gwiazdy, co spotykało się z dużą radością kibiców, którzy pamiętali jego przedwojenne występy. Już po 1945 roku były bramkarz Wisły postanowił jednak przenieść się na Śląsk i reaktywować Polonię Bytom. Również i tu będący u schyłku kariery zawodnik nie zaznał spokoju…

„Dziwny jest ten świat…”
 
Madejski został ponownie aresztowany w 1956 roku przez komunistyczne władze pod zarzutem… szpiegostwa. Oskarżenie było całkowicie bezzasadne, wyimaginowane, tym niemniej Madejski spędził w więzieniu długie trzy lata. W tym samym czasie odsunęła się od niego rodzina - jak się okazało, na zawsze... Więzienie opuścił w 1959 roku, wkrótce został publicznie oczyszczony z zarzutów i zrehabilitowany, ale na ocalenie zdrowia i związków z bliskimi było już za późno. Edward Madejski zmarł w samotności 15 lutego 1996 roku w wieku niespełna 82 lat.
 
Jestem dumny, że byłem reprezentantem Polski. Na piłkarskich stadionach ze wszystkich sił starałem się godnie walczyć o jej sławę. Nie szczędziłem wysiłku, aby trwać w boju o jej wolność podczas wojny i okupacji. Nie czułem bólu, gdy po <<wyzwoleniu">> więziono mnie za to, że pragnąłem być patriotą. Zapominam o goryczy, że ponad pół wieku fałszowano historię, a to przecież jest i moje życie" - powiedział niegdyś na łamach Encyklopedii Fuji Andrzeja Gowarzewskiego. Czyż jest piękniejsze zdanie podsumowujące tego niezłomnego człowieka, który gdyby mógł, całe życie spędziłby z Białą Gwiazdą u boku?
 
Jakub Pobożniak
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA


do góry strony