Strona główna » Aktualności » Gwiazdy Białej Gwiazdy #16. Prawy filar „żelaznej trójcy” - Fryderyk Monica

Gwiazdy Białej Gwiazdy #16. Prawy filar „żelaznej trójcy” - Fryderyk Monica

Data publikacji: 15-06-2017 21:12



273 mecze w barwach Wisły Kraków, 13 spotkań w reprezentacji Polski - a w nich wszystkich tylko jeden gol przedniej urody. Aż 87 klubowych potyczek bez straty bramki, zdobyty Puchar Polski oraz zaszczytne miejsce na ławce rezerwowych w jedenastce stulecia Białej Gwiazdy - to liczby i osiągnięcia pierwszego ze słynnego tercetu defensorów, który w latach 60-tych stanowił postrach wszystkich napastników. Przed Państwem słynna wiślacka „dwójka” - Fryderyk Monica.

Fot. historiawisly.pl Fot. historiawisly.pl

O dzieciństwie Fryderyka Monicy wiadomo niewiele. Oprócz tego, że przypadało ono na czasy wojennej zawieruchy, właściwie nie wiemy nic. Pewne jest natomiast, że dziewięć lat po zakończeniu wojny nastoletni Fryderyk zgłosił się na trening do Wisły. Tak też zaczęła się pisać wielka historia Monicy, która w zespole z ul. Reymonta trwała 15 lat. 

Młodziana w ekipie juniorów wypatrzył Artur Woźniak - były król strzelców I ligi, który w 1956 roku pełnił rolę szkoleniowca Wisły. Debiut przypadł na spotkanie Pucharu Polski i zakończył się sukcesem, gdyż krakowianie pokonali Polonię Bytom 4:2. Nieco gorzej z Monicą na boisku wiodło się w rozgrywkach ligowych. W 1956 roku, gdy prawy obrońca meldował się na murawie, Biała Gwiazda przegrała wszystkie cztery mecze, zdobywając w nich zaledwie jedną bramkę. Co gorsza, to właśnie pośród tych spotkań znajduje się chyba najbardziej niechlubne w historii klubu - 0:12 z Legią. Mimo to Wiślacy zakończyli dość szalony sezon z dodatnim dorobkiem bramkowym, dzięki trzem bardzo okazałym zwycięstwom: 7:1 z Górnikiem Zabrze, 8:3 z Garbarnią oraz 6:0 z Zagłębiem Sosnowiec.
 
Kadrowicz z łapanki
 
Fryderyk Monica był wartościowym zmiennikiem do 1959 roku, kiedy to na dobre wskoczył do pierwszego składu Wisły i reprezentacji Polski. Od tego czasu niemal w ogóle nie dochodziło do spotkań, w których brakowało piłkarza z numerem „2” na koszulce. W kadrze prawy obrońca występował do 1964 roku, notując w sumie 13 występów i załapując się na egzotyczne wówczas wyjazdy do Izraela, Szkocji oraz Grecji. Co ciekawe, przygoda Monicy z reprezentacją zaczęła się niespodziewanie. Wskutek kontuzji dwóch innych powołanych na odbywający się we Wrocławiu mecz Polska - Izrael zawodników, ówczesny selekcjoner Czesław Krug musiał dokonać szybkich roszad. Traf chciał, że względnie blisko stolicy Dolnego Śląska byli Wiślacy, którzy dzień wcześniej mierzyli się z Odrą Opole. Awaryjnie powołany Monica spisał się dobrze, a Polska wygrała 7:2. 
 
„Monica zdobywa reprezentacyjne ostrogi”, rys. E. Ałaszewski, Przegląd Sportowy 1959, źródło: historiawisly.pl
 
W przedziale lat 1959-1968 Fryderyk Monica rozegrał 206 potyczek pierwszoligowych. Byłoby ich więcej o około 20, gdyby nie jednosezonowy epizod Białej Gwiazdy w II lidze w rozgrywkach 1964/1965. Wiślacy na szczęście zdołali powrócić na najwyższy szczebel rozgrywkowy po sezonie banicji i od razu sięgnęli po wicemistrzostwo. Olbrzymia w tym zasługa krakowskiej defensywy, która umożliwiła rywalom strzelenie zaledwie 22 goli w 26 meczach! Nic dziwnego, że ówczesną „żelazną trójkę” pamięta się do dziś, a nazwiska Fryderyka Monicy, Władysława Kawuli oraz Ryszarda Budki nieobce są i młodszym pokoleniom fanów Wisły.
 
Gol tylko jeden. Za to jaki! 
 
Kolejne lata nie przynosiły już tak dużych sukcesów ligowych, lecz krakusi rekompensowali to fanom w Pucharze Polski i Pucharze Zdobywców Pucharów. To właśnie tuż po oficjalnym europejskim debiucie, cztery dni po wyjazdowym starciu z HJK Helsinki, Fryderyk Monica zdobył jedynego gola w całej seniorskiej karierze. 24 września 1967 roku w meczu z Polonią Bytom defensor widząc niemoc swoich zmęczonych daleką podróżą z Finlandii kolegów, zdecydował się na strzał z ok. 40 metrów, a piłka o mało nie rozerwała siatki. Wyczyn Monicy podziwiany był na łamach prasy, która wskazywała jego gola jako wydarzenie, a zarazem sensację kolejki! Obrońca zrobił sobie doskonały prezent na przypadające niedługo później 30. urodziny.
 
U schyłku kariery prawy defensor nieodłącznie związany z numerem „2” grał coraz mniej, ustępując miejsca w składzie młodszym piłkarzom, lecz służąc im radą na treningu. Ostatni raz trykot z białą gwiazdą na piersi Fryderyk Monica włożył 12 października 1969 roku w wygranym starciu z Gwardią Warszawa. Potem często Wiślaka można było spotkać na trybunach, gdy kibicował klubowi, któremu poświęcił prawię połowę życia. Słynny przedstawiciel „żelaznej trójcy” zmarł nagle 17 lutego 1983 roku, w wieku zaledwie 46 lat. Pamięć o nim trwa, o czym najlepiej świadczy zawsze niezliczona liczba zniczy, jakie w święto Wszystkich Świętych palą się przy jego grobie na Cmentarzu Rakowickim. 
 
Jakub Pobożniak
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA


do góry strony