Strona główna » Aktualności » Gwiazdy Białej Gwiazdy #15. Kotlarczyków cały klan - Jan, Józef i Tadeusz

Gwiazdy Białej Gwiazdy #15. Kotlarczyków cały klan - Jan, Józef i Tadeusz

Data publikacji: 02-06-2017 10:00



Jak dotąd każdy kolejny odcinek cyklu „Gwiazdy Białej Gwiazdy” poświęcony był jednej postaci. Dziś dla odmiany znajdzie się miejsce dla trzech graczy. Przed Państwem wiślacka rodzina Kotlarczyków - śp. bracia Józef i Jan, a także syn tego drugiego - Tadeusz.

Fot. historiawisly.pl Fot. historiawisly.pl

W historii Białej Gwiazdy przez jej szatnię przewinęło się wielu braci. W jednym czasie na boisku mogli prezentować się publiczności Henryk, Jan oraz Stefan Reymanowie, a także Jan i Józef Kotlarczykowie. Braterska Wisła była najmocniejszą ekipą w końcu lat 20-tych, a więzy krwi tylko pomagały w walce jeden za drugiego. W przypadku rodzeństwa Kotlarczyków pierwszy na świecie pojawił się Jan, urodzony 22 listopada 1903 roku. Niespełna 4 lata później narodził się Józef, który - jak się później okazało - podążał śladami brata.

Jedna ścieżka kariery
 
Piłka od małego towarzyszyła chłopcom, którzy rozgrywali osiedlowe spotkania nad brzegiem Wisły. W końcu przyszła jednak pora na poważniejsze zajęcie się futbolem. Za namową najstarszego z rodzeństwa Teofila Kotlarczyka, środkowy Jan został zawodnikiem Nadwiślana - ekipy, na której stadion rodzina Kotlarczyków miała najbliżej. Po kilku latach i najmłodszy z braci postanowił zapisać się do sekcji piłkarskiej tego samego klubu. Historia pokazuje, że to chyba właśnie na Józefa czekano. Już w pierwszym sezonie po jego przybyciu Nadwiślan awansował z C-klasy o rangę wyżej, nie przegrywając w całych rozgrywkach ani jednego meczu!
 
Działacze Wisły, poinformowani o niezwykle utalentowanej drużynie Nadwiślana, często obserwowali poczynania braci Kotlarczyków. Jako pierwszy wpadł im w oko Jan, który w wieku 22 lat zasilił szeregi Białej Gwiazdy. Gdy po dwóch sezonach pomocnik ugruntował pozycję w składzie, zwrócił się do Józefa, aby i ten spróbował swoich sił. 20-letniego wówczas piłkarza długo nie trzeba było przekonywać, w związku z czym od 1927 roku w środku pola Wisły dzielili i rządzili bracia Kotlarczykowie. Co ciekawe, łatwiejszą drogę do pierwszej jedenastki miał drugi z nich, który przed debiutem zaledwie raz wystąpił w spotkaniu rezerw. Tuż po nim zdecydowano, że młokos rozegra mecz z Warszawianką od pierwszej minuty. 
 
Jan Kotlarczyk w meczu Polska-Szwecja, 01.07.1928, karykatura z Przeglądu Sportowego - źródło: historiawisły.pl
 
Pierwsze koty za płoty
 
Premierowa potyczka wypadła bardzo przyzwoicie, a „żółtodziób” tylko raz został zrugany: w pewnej chwili Kotlarczyk otrzymał bardzo dobre podanie od Henryka Reymana, ale zamiast uderzyć z kilku metrów, próbował wjechać z piłką do bramki. Bramkarz Warszawianki udaremnił to faulem, rzutu karnego nie wykorzystał jednak Jan Reyman. Po tej sytuacji Henryk Reyman jako kapitan Wisły zbeształ Kotlarczyka słowami „mogłeś smarkaczu strzelać, a nie wjeżdżać z piłką do bramki”. W obronę młodszego brata zaangażował się Jan, który nie pozwolił, by młodzian długo rozpamiętywał tę sytuację. 
 
Co nie udało się w debiucie, powiodło się w kolejnym spotkaniu, w którym Józef Kotlarczyk strzelił dwa gole ekipie TKS-u Toruń. Wyczyn ten 20-latek kopiował w dwóch z kolejnych trzech meczów. Jan na swoją bramkę musiał czekać aż do 1928 roku, kiedy to wpisał się na listę strzelców w potyczce z… torunianami. Łącznie bracia zdobyli dla Białej Gwiazdy 18 goli. Dość zaskakującym faktem jest, iż w latach 1931-1939 żaden z braci nie cieszył się już z ani jednego trafienia. Z biegiem lat jednak rodzeństwo coraz bardziej skupiało się na defensywie i mądrym rozegraniu piłki od tyłu. 
 
Braterski środek pola
 
Dwójka środkowych pomocników występowała ze sobą nie tylko w Wiśle. Jan i Józef Kotlarczykowie wspólnie zagrali w 16 reprezentacyjnych grach w latach 1931-1935. Pierwszy do kadry powołany został oczywiście Jan, a miało to miejsce w 1929 roku. Oczywiście Józef dołączył do brata… dwa lata po nim, jednak później wyprzedził Jana w liczbie rozegranych spotkań w koszulce z orzełkiem na piersi. Łącznie rodzeństwo Kotlarczyków przywdziewało trykot Polski 50 razy - z czego 20-krotnie zrobił to Jan, a 30 razy Józef. Takie są oficjalne liczby. Nie uwzględniają one jednak choćby meczów reprezentacji narodowej na Igrzyskach Olimpijskich w Berlinie w 1936 roku. Tam właśnie młodszy z braci pełnił rolę kapitana kadry, która zajęła czwartą - najbardziej pechową - pozycję.
 
Józef Kotlarczyk w meczu Polska - Łotwa z 26.10.1930, karykatura z Przeglądu Sportowego - źródło: historiawisły.pl
 
Jan Kotlarczyk zakończył karierę w wieku 33 lat w 1936 roku. Jego młodszy brat Józef zbliżał się do końca przygody z piłką nożną, gdy wybuchła II wojna światowa. Dokładnie osiem dni po jej definitywnym zakończeniu na świat przyszedł syn starszego z wiślackich braci - Tadeusz. Wydawać by się mogło, że potomek środkowego pomocnika Białej Gwiazdy będzie mógł pójść w ślady ojca, nic jednak bardziej mylnego! Tata - 20-krotny reprezentant kraju - za żadne skarby nie chciał zgodzić się na to, by Tadeusz został zawodowcem. Młodziana na stadion Wisły przyprowadził więc starszy brat, zachęcony przez… Józefa Kotlarczyka, wujka chłopców.
 
W ślady taty!
 
Gdy sprawa wyszła na jaw, było już za późno na interwencję. Tadeusz Kotlarczyk poszedł w ślady utytułowanego ojca i również zaczął występować w ekipie Białej Gwiazdy. Jeszcze gdy mały Tadek mierzył się z juniorami, nagle zmarł jego wuj Józef, którego lekarze nie zdołali odratować po rozległym zawale serca. Najmłodszy z braci Kotlarczyków w chwili śmierci miał tylko 52 lata.
 
Debiut w seniorskim zespole Tadeusza Kotlarczyka przypadł w wieku 18 lat, miesiąca i 10 dni, a „Guma” rozegrał pełne 90 minut w starciu z Polonią Bytom. Wisła przegrała ten mecz 1:3, a na zakończenie sezonu spadła do II ligi, w której kontynuator rodu Kotlarczyków w Białej Gwieździe stał się jej podstawowym piłkarzem. Przy dużym wsparciu młodego skrzydłowego, banicja Wisły okazała się tylko jednoroczna i zespół Czesława Skoraczyńskiego szybko powrócił do najwyższej klasy rozgrywkowej. Wisła rok później zgłosiła się do Pucharu Intertoto, w którym - z Kotlarczykiem w składzie - radziła sobie z takimi zespołami, jak 1. FC Kaiserslautern, Malmö, czy Inter Bratysława. Na spotkanie ze Słowakami obserwować syna dotarł Jan Kotlarczyk i niestety był to jego ostatni mecz w roli widza. Schorowane serce 20-krotnego reprezentanta Polski przestało bić nieco ponad tydzień później. 

Przecieracz europejskich szlaków
 
Tadeusz Kotlarczyk nie zamierzał jednak rezygnować z gry i już pięć dni później wybiegł na spotkanie z niemieckim zespołem. To starcie Wisła jednak przegrała i w całych rozgrywkach grupowych musiała uznać wyższość bratysławskiego Interu. Co nie udało się w europejskich pucharach, powiodło się w krajowym czempionacie. W 1967 roku Wisła po triumfie nad Rakowem Częstochowa po latach posuchy zdobyła Puchar Polski. W meczu tym - rozstrzygniętym w dogrywce - „Guma” nie mógł zagrać ze względu na kontuzję, jednak we wcześniejszych fazach turnieju to właśnie on walnie przyczyniał się do awansów na kolejne szczeble. Wygrana ta zapewniła Wiślakom start w Pucharze Zdobywców Pucharów, w których to mieli oni okazję do zmierzenia się z HJK Helsinki oraz słynnym HSV Hamburg. W obu starciach z niemiecką drużyną Tadeusz Kotlarczyk grał od deski do deski, przecierając europejskie szlaki kolejnym pokoleniom piłkarzy Białej Gwiazdy.
 
Łącznie syn Jana Kotlarczyka wystąpił w 196 spotkaniach Wisły i zdobył 8 bramek. Co za tym idzie, przedstawiciele klanu Kotlarczyków łącznie przywdziewali koszulkę z białą gwiazdą na piersi 671 razy, a nazwisko to 26-krotnie zapisało się w sędziowskich protokołach pod rubryką przeznaczoną dla strzelców goli. Mimo wielu klanów, jakie miały okazję grać pod Wawelem, nikt bardziej nie wyśrubował rekordu występów członków jednej rodziny w wiślackich barwach. Wydaje się też, że osiągnięcie to długo nie zostanie pobite! 
 
Jakub Pobożniak
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA


do góry strony