Strona główna » Aktualności » Gwiazdy Białej Gwiazdy#14. Kapitan, walczak, nestor - Stanisław Flanek

Gwiazdy Białej Gwiazdy#14. Kapitan, walczak, nestor - Stanisław Flanek

Data publikacji: 26-05-2017 11:00



Wiślacki obrońca, kapitan, trener i nestor, który był założycielem… innego krakowskiego klubu. Piłkarz, który w wieku 75 lat rozgrywał jeszcze spotkania w oldbojach. Dwukrotny mistrz Polski, zdobywca tytułu mistrza ligi polskiej i ośmiokrotny reprezentant kraju, który w całej karierze zdobył 3 gole i tylko raz wyleciał z boiska! Dziś w „Gwiazdach Białej Gwiazdy” przedstawiamy sylwetkę śp. Stanisława Flanka. 

Fot. historiawisly.pl Fot. historiawisly.pl

Urodzony w 1919 roku w Krakowie Flanek profesjonalną karierę piłkarską rozpoczął dopiero w wieku 26 lat. Oczywiście spowodowane było to wybuchem II wojny światowej, który przerwał przygodę obrońcy z klubem, założonym przez jego samego - Pogonią Prokocim. Należy podkreślić, że nie był to zespół przypadkowy. Już dwa lata po założeniu drużyny, młodzi adepci futbolu awansowali o dwa szczeble rozgrywkowe - z C-klasy do A-klasy. Kolejnego sezonu ekipie tej nie było dane rozegrać w takim samym zestawieniu i w tych samych rozgrywkach… 

Cracovia pierwsza, Wisła skuteczniejsza
 
Flanek występował jednak wraz z Prokocimiem w Okupacyjnych Mistrzostwach Krakowa, w których prokocimianom nie szło najgorzej. Ba, to właśnie w nich rosły defensor pokazał się trenerowi reprezentacji Krakowa, który powołał go na mecze międzymiastowe. Wówczas było to olbrzymie wyróżnienie, a kadra taka była przedsionkiem tej najważniejszej - narodowej. Stanisław Flanek w okresie wojny lawirował między pierwszym a drugim zespołem krakowskiego teamu, który większość swoich meczów rozgrywał przez jakiś czas na stadionie Wisły. Nic więc dziwnego, że wyróżniający się warunkami fizycznymi zawodnik wpadł w oko działaczom Białej Gwiazdy. I choć Flanek był od małego „zarażony” miłością do Wisły przez wujka, który chodził na mecze i zdawał z nich relacje młodzianowi, wcale nie tak łatwo udało się załatwić jego przejście do „Czerwonych”. 
 
Pierwsza bowiem odezwała się do Flanka Cracovia, która zaoferowała piłkarzowi… mieszkanie i rower w zamian za wybranie drugiej strony Błoń. W czasie zakończenia II wojny światowej były to rzeczy bardzo deficytowe, a sam zawodnik bliski był zaakceptowania oferty. Stanisław Flanek miał jednak sercowe rozterki i poniekąd czekał na ruch działaczy Wisły. A ci złożyli propozycję nie do odrzucenia Prokocimowi, którego kapitanem był wówczas 26-letni obrońca. Kolejowy klub ofertę tę jednak oddalił, chcąc pozostawić w składzie Flanka aż do awansu do A-klasy. Prokocimowi ta sztuka jednak się nie udała i zgodnie z dżentelmeńską umową włodarze klubu puścili jednego z jego założycieli do krakowskiej Wisły. Gdy sam zawodnik podpisywał deklarację wstąpienia do Białej Gwiazdy, jej działacz Stanisław Voigt spytał, ile defensor rości sobie za złożenie podpisu. Flanek natomiast popatrzył na niego ze zdziwieniem i przyznał, że jest tak wdzięczny Wiśle za przyjęcie, iż nie chce ani grosza!
 
Pęknięte żebra? Gramy!
 
Tak zaczęła się trwająca dziewięć lat kariera w Wiśle Kraków. Na debiut w oficjalnym spotkaniu Flanek musiał poczekać do 1946 roku, w którym to wdarł się do pierwszego składu. Duża w tym zasługa ofiarności w spotkaniu towarzyskim z reprezentacją Armii Renu, które zdecydowanie przeszło do historii. Brytyjscy żołnierze, występując naprzeciw piłkarzy w czerwonych strojach myśleli, iż mają do czynienia z bolszewikami, dlatego na stadionie Garbarni kości trzeszczały od pierwszej do ostatniej minuty. Gra taka nie przeszkadzała jednak Wiślakom, którzy nie byli dłużni przyjezdnym. Mecz zakończył się wynikiem 2:2, a w prasie to właśnie Stanisław Flanek był najbardziej chwalonym zawodnikiem. Wiślak rozegrał pełne 90 minut na lewej obronie, mimo pękniętych podczas spotkania dwóch żeber! 27-latek nie miał jednak żadnych pretensji do przeciwników. „Po prostu Anglicy zawsze tak ostro grają” - kwitował swoją kontuzję po meczu.
 
Początki w rozgrywkach klubowych były nieco gorsze. Wiślacy byli faworytami pierwszych dwóch powojennych, nieligowych jeszcze mistrzostw kraju, ale zawsze czegoś brakowało. Już w debiutanckich rozgrywkach ligowych Wisła znowu była bliska zapewnienia tytułu, lecz remis w przedostatniej kolejce z „czerwoną latarnią” ligi - Widzewem, sprawił, że na koniec sezonu punktami z Wiślakami zrównała się Cracovia. Decyzją PZPN-u o mistrzostwie kraju miała zadecydować mecz barażowy, który 5 grudnia 1948 roku odbył się na stadionie Garbarni. Tuż przed nim Wisła zafundowała swoim piłkarzom zgrupowanie. Na nim stawił się i Flanek, który wrócił do dyspozycji po poważnej chorobie. To właśnie lewy obrońca był najlepszym z zawodników Białej Gwiazdy, którzy jednak ulegli 1:3.
 
Mistrz i śpioch
 
Co jednak się odwlecze, to nie uciecze. Kolejne trzy lata to dominacja Wisły, która zdobyła dwa tytuły mistrza Polski i jeden… mistrza ligi. W feralnym 1951 roku najlepszą drużyną w kraju stawała się bowiem ekipa, która wygrała Puchar Polski, a tą był Ruch Chorzów. Fakt ten chyba nieco podłamał Wiślaków, którzy w kolejnych sezonach nie mogli już nawiązać do sukcesów z przełomu dekad. To właśnie wtedy kapitanem klubu został Stanisław Flanek, który trzymał w ryzach całe towarzystwo. A gdy raz - po wyjazdowym meczu z Legią - mu się to nie udało, kiedy spał w pociągu, zrodziły się z tego niemałe problemy. W drodze do Krakowa w scysję z mundurowym wdali się dwaj piłkarze Wisły - Józef Kohut i jego szwagier Mieczysław Szczurek. W pojedynku na pięści zwyciężyła bardziej usportowiona ze stron, lecz na krakowskim dworcu na krakusów czekała milicyjna odsiecz. Do aresztu przy Montelupich trafili obaj sprawcy oraz… Flanek właśnie. Zarzucono mu, że spał, zamiast pilnować kolegów. Na szczęście po tygodniu niewoli obrońca został wypuszczony i nadal mógł przywdziewać trykot z białą gwiazdą na piersi.
 
W roku 1954 Stanisław Flanek zakończył piłkarską karierę. Zrobił to w najlepszy możliwy sposób, wieńcząc ostatni występ golem z karnego, który pozwolił pokonać Lecha Poznań 3:0. Przy 20 000 widzów kapitan i ostoja klubu, a także w latach 1947-1950 reprezentacji Polski, zakończył profesjonalne występy. Nie oznacza to jednak, iż zawiesił buty na kołku!

Oldboj nad oldboje!
 
Po raz ostatni Stanisław Flanek włożył na siebie piłkarski strój 3 maja 1994 roku! Liczył już wtedy 75 lat. Jako kapitan oldbojów reprezentacji Polski zagrał wówczas przez kilka minut podczas spotkania z reprezentacją Węgier w Krakowie. Co ciekawe, na murawie zameldował się w swoich butach sportowych z lat 50-tych, które wciąż były zachowane w idealnym stanie. Gdy Flankowi „stuknęła” osiemdziesiątka, nadal imponował zdrowiem i namawiano go do kolejnych występów, tym razem w oldbojach Wisły. Tym namowom jednak nie uległ, lecz Białą Gwiazdę wspierał do końca swoich dni. Stanisław Flanek zmarł w wieku 90 lat - 4 listopada 2009 roku. 
 
Jakub Pobożniak
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA


do góry strony