Strona główna » Aktualności » Gwiazdy Białej Gwiazdy #12. Wiślacki Adonis - Emil Skrynkowicz

Gwiazdy Białej Gwiazdy #12. Wiślacki Adonis - Emil Skrynkowicz

Data publikacji: 03-05-2017 15:55



Wielki obrońca, przez trybuny zwany „Adonisem”, ze względu na swój wygląd. Zawodnik, który na początku kariery dzięki końskiemu zdrowiu w barwach Wisły grał bez przerwy. Gracz, któremu później tego zdrowia zabrakło… Dokładnie w 110. rocznicę urodzin w cyklu „Gwiazdy Białej Gwiazdy” wspominamy dziś Emila Skrynkowicza - wiślackiego stopera. Dwukrotnego mistrza kraju, którego na początku drogi do sławy i wielkiej kariery zabrała śmiertelna choroba.

Fot. historiawisly.pl Fot. historiawisly.pl

Emil Skrynkowicz urodził się 3 maja 1907 roku w Krakowie. W dzieciństwie związał się z Polonią Kraków, gdzie po raz pierwszy spotkał się z Aleksandrem Pychowskim, z którym w przyszłości stanowił nierozerwalny duet stoperów Wisły Kraków. Gdy młodzian wchodził w szesnasty rok swojego życia, zgłosiła się po niego Biała Gwiazda, która poszukiwała perspektywicznych defensorów. 

Debiut na zero… z tyłu!
 
Po trzech latach gry w juniorach i okazjonalnych występach w mistrzostwach A-klasy, 29 czerwca 1926 roku Skrynkowicz otrzymał okazję na oficjalny debiut. Przypadł on na wyjazdowe starcie z ŁKS-em Łódź w 1/4 finału Pucharu Polski. I już premierowe spotkanie środkowego obrońcy zakończyło się dla Wisły czystym kontem. Podobnie było i w kolejnym, półfinałowym meczu tych rozgrywek. Krakowianie zwyciężyli Ruch Hajduki Wielkie (obecnie Chorzów) 1:0 i awansowali do decydującej potyczki pierwszego w historii PP. W starciu Wisły ze Spartą Lwów postawiono jednak na zbliżającego się ku końcowi kariery Kazimierza Kaczora, który z powodzeniem zastąpił 19-latka. Biała Gwiazda pokonała lwowian 2:1 i jako pierwszy klub w Polsce wzniosła krajowy puchar.
 
Rok później z inicjatywy Wisły Kraków rozpoczęto rozgrywki ligowe, na wzór ościennych krajów. Co ciekawe, pomysł ten nie spodobał się PZPN-owi, który wyraził dezaprobatę i stanął po stronie… Cracovii - ta nie chciała przystąpić do I ligi. Wydawało się, że związkowi prominenci zdecydują się na zawieszenie piłkarzy buntującej się Białej Gwiazdy. Przekonany był o tym choćby Emil Skrynkowicz, który rozważał przejście do Tarnovii, byle tylko móc grać w futbol. Na szczęście wskutek działań innych zespołów, które poparły inicjatywę Wiślaków, PZPN ugiął się i tak rozpoczął się premierowy sezon znanych do dziś w Polsce rozgrywek.

Defensywa roku
 
W pierwszym sezonie Emil Skrynkowicz rozegrał komplet meczów i walnie przyczynił się do zdobycia przez Wisłę mistrzowskiego tytułu. Nieodłączny duet Skrynkowicz - Pychowski, będący wówczas dwuosobową formacją defensywną, pozwolił przeciwnikom na zdobycie zaledwie 32 goli w 26 spotkaniach. Dla porównania - średnia liczba straconych przez zespół goli w I lidze wynosiła 57,5 trafienia! Tak o dwójce obrońców pisał ówczesny „Przegląd Sportowy” (pisownia oryginalna): „Para Pychowski - Skrynkowicz stanowi duet, który bodaj, że ani razu w ciągu serji 28-miu gier nie został rozbity przez wstawienie gracza rezerwowego. Poszczególnie każdy z graczy tych nie przedstawia specjalnej klasy. Może nawet i jako para obrońców nie są oni w Polsce najlepsi. Tem niemniej i Pychowski i Skrynkowicz są tak świetnie wmontowani w całość drużyny, że w ciągu całych mistrzostw jedynie dwa razy, raz Warcie i raz Ł.K.S-owi udało się pokonać czerwonych dwiema bramkami różnicy. Pozostałe cztery porażki przyniosły pogromcom Wisły tylko jedną bramkę przewagi.

Pychowski należy do rzędu obrońców-taktyków: wie gdzie się ustawić, kiedy się cofnąć, a kiedy wejść w przeciwnika. Skrynkowicz jest typem obrońcy, który rozbija ataki nieprzyjacielskie więcej w dosłownem, niż przenośnem słowa tego znaczeniu. Pierwszy - mały, lekki nie dysponuje ani szybkością, ani dobrym wykopem i dlatego tylko w momentach pełni swej formy jest graczem indywidualnie pełnowartościowym. Drugi zbyt wiele jeszcze liczy na twardość swych kości, zbyt mało na głowę”.
 
Bramkostrzelny obrońca
 
Doskonale uzupełniająca się para doprowadziła Wisłę do tytułu również w kolejnym sezonie. To właśnie wtedy w relacjach prasowych przylgnęła do Skrynkowicza łatka „Adonisa”. Niesamowicie umięśniony i dysponujący świetnymi warunkami fizycznymi (186 cm wzrostu) gracz był obiektem westchnień damskiej części publiczności, które to panie zaczęły pojawiać się również… na treningach Białej Gwiazdy. A na nich oprócz rozwijania walorów defensywnych, Skrynkowicz ćwiczył rzuty karne. Piłkarz ten nie bał się brać na siebie takiej odpowiedzialności, dzięki czemu w trakcie trwania kariery zdobył trzy gole - wszystkie z jedenastek. Jak na obrońcę z lat 20-tych, wynik ten był naprawdę godny odnotowania, gdyż zwyczajowo defensorzy ograniczali swoje wyjścia maksymalnie do połowy boiska!
 
Fot: historiawisly.pl
 
W roku 1931 Emil Skrynkowicz znalazł się w orbicie zainteresowań selekcjonera reprezentacji Polski - Stefana Lotha. 5 lipca „Adonis”, jak również… sześciu innych Wiślaków wybiegli na murawie w Rydze, mierząc się z kadrą Łotwy. Polacy pokazali rywalom miejsce w szeregu zwyciężając 5:0, a sam Skrynkowicz uznany został przez redaktorów za jednego z piłkarzy meczu. Wydawało się, że kariera w barwach narodowych stoi przed 24-latkiem otworem. Życie napisało jednak zupełnie inny scenariusz… 
 
Nieuleczony…
 
Po reprezentacyjnym starciu „Adonis” rozegrał jeszcze zaledwie pięć spotkań ligowych i już nigdy nie przywdział koszulki z orłem na piersi. Już w sierpniu kibice zauważyli znaczny spadek formy podstawowego defensora. Prośby kolegów z zespołu, by Skrynkowicz poszedł na badania, spaliły wówczas na panewce, a rosły obrońca decydował się grać na własną odpowiedzialność. Działo się z nim jednak coś bardzo złego, co w derbowym pojedynku z Cracovią nie umknęło prasie.
 
Mecz z 6 września 1931 roku, przegrany przez Wisłę 1:2, był ostatnim w karierze Emila Skrynkowicza. Samopoczucie młodego piłkarza pogarszało się z dnia na dzień, aż w końcu trafił on do szpitala. Lekarze jednak bezradnie rozkładali ręce, nie umiejąc przeciwstawić się cierpieniu, jakie tajemnicza choroba sprawiała obrońcy. I choć medycy próbowali wszystkiego, wyniszczony w dwa miesiące organizm zawodnika przegrał z nierozpoznanym schorzeniem. Jak pisało „Raz Dwa Trzy”; „Zahartowany w długoletnim uprawianiu sportu organizm zgasł przedwcześnie 26 października, pozostawiając ogólny żal”. 
 
Pogrzeb dwukrotnego mistrza Polski oraz zdobywcy Pucharu Polski odbył się cztery dni później, a na Cmentarzu Rakowickim w ostatniej drodze Skrynkowiczowi towarzyszyli wszyscy koledzy z zespołu. Pojawili się tam również rywale z innych ekip, którzy także nie potrafili zrozumieć, jak choroba mogła zabrać jednego z najbardziej wysportowanych i wiecznie uśmiechniętych zawodników. I jest w tym coś strasznego, że zwany przez kibiców „Adonisem” podzielił losy swojego imiennika. W mitologii greckiej Adonis zmarł w kwiecie wieku za sprawą greckich bogów. Urodzonemu dokładnie 110 lat temu piłkarzowi Wisły również nie było dane się zestarzeć... 
 
Jakub Pobożniak
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA


do góry strony