Strona główna » Aktualności » Głowacki: Twardzi, mocni, nieprzyjemni dla przeciwnika

Głowacki: Twardzi, mocni, nieprzyjemni dla przeciwnika

Data publikacji: 01-11-2012 08:55



„Myślę, że generalnie cała drużyna dobrze gra w destrukcji. Oczywiście, cały czas popełniamy błędy, ale jest ich coraz mniej i jest to optymistyczne. Staramy się być bardziej twardzi, mocni i nieprzyjemni dla przeciwnika” – opowiada o powodach poprawy gry w defensywie Arkadiusz Głowacki.

Fot. Maks Michalczak Fot. Maks Michalczak

Kilka tygodni temu w jednym z wywiadów powiedziałeś, że nie nadszedł jeszcze taki mecz, po którym mogłeś spokojnie stanąć przed lustrem i powiedzieć sobie, że dobrze się spisałeś. Po ostatnich dwóch spotkaniach sytuacja się zmieniła?
Wydaje mi się, że tak. Nie tylko ja, ale i drużyna jesteśmy zadowoleni z tego, jak zagraliśmy w dwóch ostatnich meczach. Może nie jest to pełne zadowolenie, ale z pewnością jest. Ja osobiście, choć wynik był groszy, bardziej jestem zadowolony z meczu z Jagiellonią, ale to w tym momencie nie jest już ważne. Ważne jest to, że poprawiliśmy naszą grę. Wyniki też się poprawiły, więc z Lechem zagramy o zwycięstwo.

Z boku gra drużyny w defensywie wygląda teraz dużo pewniej. Czy wy w drużynie też macie takie odczucie?
Myślę, że generalnie cała drużyna dobrze gra w destrukcji. Oczywiście, cały czas popełniamy błędy, ale jest ich coraz mniej i jest to optymistyczne. Staramy się być bardziej twardzi, mocni i nieprzyjemni dla przeciwnika. Owszem, ma to odzwierciedlenie w kartkach, których otrzymujemy dosyć sporo, ale też rzutuje na mniejszą liczbę sytuacji stwarzanych przez rywali.

Jak ocenisz waszą czwórkę w obronie stworzoną przez trenera Kulawika?
Wydaje mi się, że funkcjonuje to dobrze. Nie jest jednak tak, że tylko linia obrony spisuje się dobrze w defensywie. Myślę, że na to, jak wyglądamy, pracuje cała drużyna, bo pracują i defensywni, i ofensywni pomocnicy. W ostatnim meczu na przykład „Boguś” był chwalony za to, jak ładnie dwa razy znalazł się pod bramką Widzewa, ale w moich oczach jeszcze większe uznanie zyskał tym, ile razy pomógł nam w defensywie, ile razy wślizgiem ofiarnie ratował drużynę. Pomagamy więc sobie i to jest chyba w wielu momentach widoczne.

Na ile ważne jest to, że w tym samym zestawieniu w obronie rozegraliście już dwa mecze?
Trudno powiedzieć, czy rzeczywiście jest to kluczowe. Na pewno stabilizacja w linii defensywy jest ważnym elementem, pewnie czasem najważniejszym. Czy to jednak ma znaczenie w naszej grze, trudno mi powiedzieć. Cała drużyna lepiej funkcjonuje w defensywie i to jest chyba główny powód poprawy naszej gry w tym aspekcie.

Trener Kulawik podobno przed drugą połową meczu z Widzewem przypominał ci, że masz trzy żółte kartki na swoim koncie i kolejna wykluczy cię z meczu z Lechem.
Tego nikt nie musiał mi przypominać (śmiech). Doskonale pamiętałem, że mam trzy żółte kartki. Drugą połowę w Łodzi grało mi się trudno, bo z jednej strony serce ciągnęło do walki i pojedynków, a z drugiej musiałem mocno uważać, żeby nie zarobić żółtej kartki. Zważywszy na to, że w pierwszej części gry było sporo takich nerwowych momentów, kiedy można było złapać kartkę, to musiałem mieć się na baczności. Na szczęście udało się.

To, że teraz gracie akurat z Lechem, było dodatkowym argumentem za tym, żeby uważać upomnienia od arbitra?
Chyba każdemu zawodnikowi zależy na tym, żeby w takich prestiżowych meczach grać. Trzy albo cztery lata temu zdarzyło się, że w spotkaniu poprzedzającym mecz z Lechem dostałem żółtą kartkę, która wykluczyła mnie z gry przeciwko drużynie z Poznania. Po głowie mi chodziło, że może historia znów się powtórzy. Udało się jednak dociągnąć do końca meczu w Łodzi bez kartki i dobrze!

Lech jest idealnym rywalem na to, żeby sprawdzić, czy wasza dyspozycja rzeczywiście idzie w górę?
My czujemy, że lepiej się dzieje, że lepiej to wszystko funkcjonuje. Mamy jednak świadomość, że jeszcze wiele pracy przed nami, bo tak naprawdę miejsce w tabeli jest nieciekawe. Wydaje mi się, że w takiej sytuacji musimy być mocno skoncentrowani na każdym kolejnym meczu. To jest moim zdaniem najważniejsze. Nie wydaje mi się, żeby dobre było dla nas to, co działo się wcześniej: że mówiliśmy o celach, pucharach i tak dalej. Jak życie pokazało, najważniejszy jest kolejny mecz. Jeśli my dobrze podejdziemy do meczu z Lechem, zagramy to, na co nas stać w tej chwili, to jestem pełen optymizmu i wierzę, że jeśli uda się wygrać, to z nadzieją będzie można spojrzeć na tabelę.

A ty w ogóle spoglądasz przed kolejnymi meczami na tabelę, sprawdzasz, ile pozycji wyżej jest rywal, jaką ma przewagę punktową?
Przyznam szczerze, że dopiero po meczu z Widzewem spojrzałem na tabelę, bo wcześniej jakoś tak się nie złożyło (śmiech). Wiem więc mniej więcej, ile punktów straty mamy do Lecha i innych drużyn. W tej fazie rozgrywek, gdy za nami jest ¼ meczów, nie jest chyba najważniejsze, żeby sprawdzać, ile mamy punktów straty, czy ile mamy punktów nad strefą spadkową. Po prostu trzeba grać i wygrywać. To jest najważniejsze.

M. Górski
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA
 



do góry strony