Strona główna » Aktualności » Głowacki: Nie ma nic lepszego

Głowacki: Nie ma nic lepszego

Data publikacji: 12-09-2009 22:29



„Chyba nie ma nic lepszego dla kibiców i zawodników. My oczywiście myślimy o grze, ale w jakiś sposób udziela nam się atmosfera na trybunach. Z drugiej strony kibicom wspólnie dopingującym oba zespoły też na pewno podoba się zaciętość i walka w trakcie meczu” – opowiada przed meczem z Lechią kapitan Wisły, Arkadiusz Głowacki.

Fot. Grzegorz Czop Fot. Grzegorz Czop

Trudność rywali – jak mówi trener Skorża – stopniuje się wam. Czy więc Lechia będzie najtrudniejszym z przeciwników, z którymi spotkacie się do tej pory?
Na początku trudno było powiedzieć, które miejsce w tabeli będą zajmowały zespoły, z którymi będziemy mierzyć się na początku sezonu – czy będą to mocni przeciwnicy, czy nieco słabsi. Jak się okazuje, na początku zmierzyliśmy się z Ruchem, który po pięciu kolejkach był wiceliderem. Ja nie chcę jednak za bardzo koncentrować się na przeciwnikach. Oczywiście, trzeba rozszyfrować ich mocne i słabe strony, ale ważne jest, żebyśmy się skupili na naszej grze. Chcemy, żeby nasza seria zwycięstw była coraz bardziej okazała, a w wypadku jakiegoś potknięcia, żebyśmy mogli zaraz zacząć budować kolejną.

Po pięciu kolejkach można powiedzieć, że pozycje drużyn w tabeli są adekwatne do ich siły w tym sezonie?
Lechia to mocna drużyna, ale niekoniecznie te pięć kolejek wskazuje faktyczną siłę zespołu. Na to jeszcze trzeba będzie poczekać. Lechia na pewno będzie trudnym rywalem, który przede wszystkim dobrze gra w ofensywie.

Z nadmorskich miast właśnie z Gdańska macie chyba najlepsze meczowe wspomnienia?
Dobre wspomnienia mamy chociażby z tego względu, że na stadionie w Gdańsku panuje świetna atmosfera. Kibice są sobie przychylni, chociaż my walczymy na całego – tak jak chociażby w ostatnim meczu, który przybliżył nas do mistrzostwa.

To chyba idealny układ, gdy kibice w przyjaznej atmosferze na trybunach mogą oglądać naprawdę dobre spotkania.
Dokładnie. Chyba nie ma nic lepszego dla kibiców i zawodników. My oczywiście myślimy o grze, ale w jakiś sposób udziela nam się atmosfera na trybunach. Z drugiej strony kibicom wspólnie dopingującym oba zespoły też na pewno podoba się zaciętość i walka w trakcie meczu.

Gdyby był pan Pawłem Brożkiem, już zaczęłoby się narzekanie, że się pan zaciął.
Tak, ubolewam bardzo nad tym (śmiech). Wyrównałem swój rekord, więc nie mogę narzekać. Mam niepowtarzalną szansę na jego pobicie (śmiech). Wiadomo jednak, że dla mnie osobiste cele nie są tak ważne jak dobro drużyny.

Lepiej jest tak, jak było w poprzednim sezonie, gdy Paweł Brożek seriami zdobywał gole, czy tak jak teraz, kiedy bramki strzelają różni piłkarze?

Poczekajmy z Pawłem. On nam niejeden mecz jeszcze wygra. Już mecz z Jagiellonią pokazał, że Paweł jest w coraz lepszej dyspozycji – przede wszystkim strzeleckiej. Jeśli jednak cała drużyna wspiera Pawła bramkami, to jest to jak najbardziej pozytywne.

Czy Wisła poradziła sobie już z problemem grania meczów po przerwie na spotkania reprezentacji?
Myślę, że do tej pory jest to dla nas trudny temat. Ostatnio udawało nam się takie mecze po przerwie na występy kadry wygrywać, ale nie zmienia to faktu, że jest to trudna sytuacja. Nie mamy w takich przerwach pół drużyny, więc nie jest to komfortowa sytuacja. Musimy jednak umieć przygotowywać się do tych kolejnych meczów bez czołowych zawodników.

Która sytuacja jest bardziej komfortowa: piłkarza wracającego z reprezentacji, czy tego, który dwa tygodnie przygotowuje się do kolejnego spotkania?
Tak naprawdę to nie powinno być problemu i różnicy. Piłkarzowi wracającemu z meczu reprezentacji może doskwierać zmęczenie psychiczne, a jeśli zagrał dwa mecze, to i fizycznie może być bardziej wyczerpany od kolegów. Jakoś z tym sobie jednak trzeba radzić.

M. Górski
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



do góry strony