Strona główna » Aktualności » Emocje do ostatnich sekund - Wojtek Żurawski

Emocje do ostatnich sekund - Wojtek Żurawski

Data publikacji: 26-12-2011 11:54



Maile z Waszymi wspomnieniami cały czas napływają, a my wybieramy kolejne z Waszych wspomnień z wieczoru, w który Wisła awansowała do fazy pucharowej Ligi Europejskiej. Jeśli wysłaliście już swoje wspomnienie, to sprawdzajcie codziennie, czy ukaże się na oficjalnej stronie Wisły. Jeśli jeszcze nie podzieliliście się z nami swoimi wrażeniami, czas to zrobić! Dziś zamieszczamy historię Wojtka.

Fot. Daniel Gołda Fot. Daniel Gołda

Jeśli wiara czyni cuda, my wierzymy, że się uda.

Z takim właśnie nastawieniem podchodziliśmy do ostatniej kolejki w Lidze Europejskiej. Jak zwykle wybraliśmy się naszą stałą ekipą. Ja, trzech kolegów i znajomy ksiądz, wielki kibic Wisły. Szale w dłoniach, czerwone koszulki i ruszamy w 120 – kilometrową podróż do piłkarskiej stolicy Polski. Droga minęła nam jak zawsze – na ocenianiu szans Wiślaków w nadchodzącym spotkaniu. Co do starcia w Londynie, wierzyliśmy, z naiwnością małych, dzieci na cud.

Na Reymonta docieramy 40 minut przed pierwszym gwizdkiem. Ciężko na naszym C3 znaleźć wolne miejsce. Zaczyna się mecz. Dostąpiłem zaszczytu machania flagą podczas oprawy. Po 10 minutach zacząłem się zastanawiać, czy jej komuś nie oddać, ból mięśni coraz bardziej bowiem mi doskwierał. Nagle piłka wpada do siatki po strzale Garguły. Wielka radość, o bólu nagle zapomniałem. Mijają minuty, Twente wyrównuje. W końcu gwizdek – mamy przerwę. Od kolegów dowiaduję się o dwubramkowym prowadzeniu Fulham. Poczułem się podłamany na duchu. Nagle uświadamiam sobie, że to ostatni w tym roku mecz na R22, więc wypadałoby się dobrze pożegnać.

Z początkiem 2.połowy, całkowicie się wyłączyłem, kolejne uderzenia bębna były dla mnie niczym uderzenia serca. Dopingowałem z takim zaangażowaniem, iż nie dotarło do mnie, gdy kolega powiedział mi o golu kontaktowym dla Odense. Potem koniec meczu. Przymierzałem się, by zaintonowane przez gniazdowego „Moskal Kazimierz...” krzyknąć jak najgłośniej, by dać wszystkim do zrozumienia, że jest to właściwy człowiek na właściwym miejscu.

Nie zdążyłem, naszą uwagę zwróciło dziwne zachowanie kibiców na prostej. Wątpliwości rozwiał spiker. Fulham – Odense 2-2. Zaczęło się szaleństwo, skakałem, machałem szalem. Nie wiedząc czemu, nagle znalazłem się w pozycji leżącej, 2 rządy niżej :) W ogóle nie miałem ochoty wracać tego dnia do domu. Ponaglany jednak przez kolegów, udałem się do samochodu.

Gdy wróciłem do domu, było już po 2. Udałem się pod prysznic i zauważyłem krew i siniaki na nogach – skutki feralnego upadku. Pomyślałem wtedy: piękna pamiątka. Potem długo nie mogłem zasnąć. Docierało do mnie, że właśnie przeżyłem najwspanialsze chwile mojego życia – chwile, które zawdzięczam ukochanemu Klubowi. No ale też głos z drugiej strony: skoro tak, pora zatem umierać... Nie, nic z tych rzeczy. Przede mną i przed moją Wisełką na pewno jeszcze wiele pięknych chwil.

Wojtek Żurawski

                                                                                                                                                

Każdy z kibiców Wisły może podzielić się swoimi wspomnieniami z magicznego wieczoru 14 grudnia. Gdzie oglądaliście mecz, od kogo dowiedzieliście się o golu dla Odense, jak cieszyliście się po awansie Białej Gwiazdy do fazy pucharowej Ligi Europejskiej? Najciekawsze z Waszych opowieści opublikujemy na oficjalnej stronie Wisły, a najlepsze z nich nagrodzimy! Wasze wspomnienia przysyłajcie na adres redakcja@wisla.krakow.pl w tytule maila koniecznie wpisując "Emocje do ostatnich sekund" i pisząc, jak mamy podpisać Wasze wspomnienie, jeśli zostanie ono opublikowane.

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



do góry strony