Strona główna » Aktualności » Emocje do ostatnich sekund - Wiślaczka

Emocje do ostatnich sekund - Wiślaczka

Data publikacji: 01-01-2012 12:24



Już w Nowym Roku, z nadziejami na równie wspaniałe emocje, jak tego pamiętnego grudniowego wieczoru, przedstawamy wspomnienia z meczu Wisły z Twente kolejnej przedstawicielki płci pięknej, kibicującej Białej Gwieździe.

Fot. Daniel Gołda Fot. Daniel Gołda

W ostatniej chwili sytuacja losowa sprawiła, że stadion musiałam zamienić na szpital. Wracając z niego rozmawiałam z tatą o Wiśle, o meczu... Stwierdził, że nie ma szans na awans, że gra naszego zespołu pozostawia wiele do życzenia ostatnimi czasy  – ja wierzyłam jednak do końca. Bo „kto kocha, ten wierzy”, prawda?

Gdy dotarliśmy do celu włączyłam telewizor, założyłam barwy i rozpoczęłam kibicowanie. Słysząc śpiewy z trybun i widząc ich genialne przygotowanie coraz bardziej żałowałam, że nie mogę tam być. Ale z drugiej strony pomyślałam, że może nawet lepiej – będę mogła od razu śledzić spotkanie w Londynie.

Zaczęło się, pierwsze gwizdki i powiem szczerze – byłam pod wrażeniem gry jaką zaprezentowali nasi zawodnicy już od pierwszej minuty, wreszcie poprawiła się gra w polu, ciągle atakowaliśmy i mimo problemów z obrońcami nasza linia obrony spisywała się świetnie. Na taką właśnie Wisłę czekaliśmy wszyscy.

Bramka na prowadzenie, remis 0:0 w Londynie – pomyślałam „niech te mecze się skończą już oba”. Gdy chwilę później zobaczyłam, że w Londynie jest 2:0 dla Fulhamu mój entuzjazm trochę zgasł, nadzieja lekko przygasła ale wiedziałam, że nawet jeśli się nie uda, to pożegnamy się z LE w wielkim stylu, bo nasza gra wyglądała świetnie.

Późniejsza bramka Wiślaków tuż po gwizdku, gol kontaktowy dla Odense... Radość wzrastała z każdą chwilą, ale byłam przekonana, że Fulham przysłowiowo „sobie nie da”.

Gdy mecz na Reymonta się zakończył przełączyłam na transmisję z Londynu, tam spotkanie nadal trwało. Zobaczyłam, że to już ostatnia sekunda spotkania, ostatnia akcja i ... bramka. Bum, niekontrolowany wybuch. Zaczęłam krzyczeć, cieszyć się jak dziecko. Obudziłam tatę i powiedziałam, że słusznością jest że nadzieja umiera ostatnia, że stał się cud nad Wisłą. Łzy szczęścia same zaczęły lecieć, obdzwoniłam wszystkich znajomych Wiślaków, dostałam kilka telefonów z Krakowa.

Nie mogłam uwierzyć w to, co się stało a jednocześnie nie mogłam też przestać płakać. Wyszłam z domu, by świętować ze znajomymi. Przez kolejny tydzień nic nie było w stanie zepsuć mi humoru, a do tej pory za każdym razem jak oglądam filmiki ze stadionu z dnia 14 grudnia, to łzy pojawiają się same.

Po takim wydarzeniu, emocjach, po tym jak zespół się zaprezentował duma stała się większa. Duma z tego, że wychowałam się na Reymonta. 

                                                                                                                                                

Każdy z kibiców Wisły może podzielić się swoimi wspomnieniami z magicznego wieczoru 14 grudnia. Gdzie oglądaliście mecz, od kogo dowiedzieliście się o golu dla Odense, jak cieszyliście się po awansie Białej Gwiazdy do fazy pucharowej Ligi Europejskiej? Najciekawsze z Waszych opowieści opublikujemy na oficjalnej stronie Wisły, a najlepsze z nich nagrodzimy! Wasze wspomnienia przysyłajcie na adres redakcja@wisla.krakow.pl w tytule maila koniecznie wpisując "Emocje do ostatnich sekund" i pisząc, jak mamy podpisać Wasze wspomnienie, jeśli zostanie ono opublikowane.

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



do góry strony