Strona główna » Aktualności » Emocje do ostatnich sekund – Tolalla

Emocje do ostatnich sekund – Tolalla

Data publikacji: 14-01-2012 20:28



Przejęcie meczem Wisły z Twente towarzyszyło Tolalli od samego rana. Z tego powodu nie mogła nawet przygotować się do lekcji w szkole, ale mamy nadzieję, że żadnych nieprzyjemności z tego powodu nie miała. Posłuchajmy zatem historii wiernej kibicki Wisły, która nie zwątpiła w awans mistrzów Polski.


14 grudnia 2011 r. Dzień zaczął się normalnie (jeśli oczywiście wstawanie o 7:00 tylko po to, by w TAKIM DNIU iść do szkoły jest normalne). Do szkoły szłam spóźniona ze świadomością, że czeka mnie historia, matma i „inne dziwne rzeczy”. Ale to nie był zwykły dzień… I to się czuło. Szczerze mówiąc, mało mnie obchodziło to, że jestem totalnie nieprzygotowana, albo nawet to, ile dni pozostało do Euro. Na przerwach dużo się mówiło o meczu i nie obeszło się bez komentarzy typu: „Nie będę oglądać – i tak nie mają szans.” – wierny fan. Pozdrawiam. W każdym razie ja wierzyłam, że awansują i wśród otaczających nas pesymistów razem z przyjaciółką wmawiałyśmy sobie, że Wisła wygra. I Odense też.

Wreszcie nadeszła godzina 21:00 i zasiadłam przed TV, bo mecz oglądałam niestety w domu. Byłam zestresowana, zniecierpliwiona i bałam się jak… nie wiem co (trudno się więc dziwić, że moje czerwono-biało-niebieskie paznokcie wyglądały później tak jak wyglądały). Zastanawiałam się, czy jakaś ośmiornica musiała wcześniej typować wynik, czy Wilk będzie żuł gumę i co znajduje się na koszulce pod koszulką Małeckiego.

Jest! Zaczęli. Już od samego początku widać było, że nie stracili nadziei na awans. Bramka Garguły była piękna i cudowna, ale cóż… Do przerwy 1:1, a w Londynie 2:0 dla Fulham. Pomyślałam wtedy, że Odense nie da rady doprowadzić do remisu, ale byłam (prawie) pewna, że Wisła wygra. No i udało się, początek drugiej połowy, a Wisła już wychodzi na prowadzenie. Dziwnie się stało, ale po prostu nie słyszałam, kiedy komentator oznajmił, że jest bramka dla Odense (ach tak, kibice go zagłuszyli). I w końcowych minutach zastanawiałam się, co ma na myśli mówiąc, że czekamy na dobra nowinę z Londynu. W trzy minuty raczej nie łatwo zdobyć dwie bramki. Nieświadoma rzeczywistego wyniku czułam się tak, jak po meczu z Apoelem. Już dopadało mnie załamanie nerwowe, kiedy nagle REMIS W LONDYNIE, „Niesamowity obrót spraw” i moja totalna dezorientacja. I gdybym była Mateuszem Borkiem, to może znalazłabym jakieś odpowiednie słowa na opisanie sytuacji, ale nim nie jestem, więc pozwólcie: „AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!”.

Reakcja kibiców na stadionie była chyba podobna. Ich radość jest nieopisana i zazdroszczę wszystkim, którzy byli na tym najpiękniejszym i najbardziej emocjonującym meczu, którego nigdy nie zapomnę.

W pamięci utkwił mi też Pareiko ze swoim niedowierzaniem i wytrzeszczem niczym u Mesuta Ozila. A kiedy już o wszystkim wiedział, uniósł ręce i wydawało mi się, że zacznie śpiewać „We are the champions”, co najlepiej ukoronowałoby ten tekst.

Nie będę pisać żadnego zapierającego dech w piersiach zakończenia, więc po prostu zaniemówię z wrażenia (że cuda się zdarzają) i dodam tylko, że następnego dnia również spóźniłam się do szkoły, bo akurat skusiłam się, żeby obejrzeć powtórkę.

                                                                                                                                                

Każdy z kibiców Wisły może podzielić się swoimi wspomnieniami z magicznego wieczoru 14 grudnia. Gdzie oglądaliście mecz, od kogo dowiedzieliście się o golu dla Odense, jak cieszyliście się po awansie Białej Gwiazdy do fazy pucharowej Ligi Europejskiej? Najciekawsze z Waszych opowieści opublikujemy na oficjalnej stronie Wisły, a najlepsze z nich nagrodzimy! Wasze wspomnienia przysyłajcie na adres redakcja@wisla.krakow.pl w tytule maila koniecznie wpisując "Emocje do ostatnich sekund" i pisząc, jak mamy podpisać Wasze wspomnienie, jeśli zostanie ono opublikowane.

Biuro Prasowe Wisły Kraków SA



do góry strony