Aktualności
OSTATNIE NEWSY.
Emocje do ostatnich sekund - Paweł W.
Data publikacji: 12-01-2012 16:15Słaby wzrok nie przeszkadza w wiernym kibicowaniu Wisły Kraków. Pokazuje to Paweł, który przesłał do nas swoje wspomnienia z 14 grudnia, kiedy to dopingował Wisłę w walce o awans do 1/16 finału Ligi Europejskiej.
Moje wspomnienia z tego niezapomnianego wieczoru bardzo dobrze utkwiły mi w pamięci, ponieważ wiązał się on dla mnie z emocjami od samego początku do samego końca. Gdyż losy tego czy pójdę na ten mecz ważyły się dość długo (do momentu wyjścia z domu, a nawet i jeszcze później) – całkiem podobnie jak losy naszego awansu do dalszej fazy rozgrywek Ligi Europejskiej. Bo na parę godzin przed meczem zacząłem się czuć dość źle i miałem gorączkę. Ale w związku z tym, że bilety były już kupione prawie tydzień wcześniej to szybko wziąłem jakieś leki i stwierdziłem, że zobaczę jak się będę czuł przed samym meczem. Jeszcze na 5 minut przed wyjściem jak kolega zadzwonił do mnie czy w końcu idę, powiedziałem mu: „… tak w sumie to jeszcze nie wiem, ale mam 5 minut, by podjąć decyzję”. Ostatecznie stwierdziłem, że pójdę na przystanek i w drodze zadecyduję czy wrócić do domu, czy nie. Na szczęście po wyjściu z domu uznałem że nie ma wiatru, a na dodatek świeże powietrze na tyle mnie orzeźwiło, że postanowiłem: „Idę!!!”. I w tym momencie dodam jedną ważną rzecz, która miała wpływ na to jak wspominam czas po meczu, gdy dowiedzieliśmy się o remisie w Londynie. A mianowicie: jestem osobą bardzo słabo widzącą i będąc na stadionie tak właściwie to w ogóle nie widzę co się dzieje na boisku (co oczywiście nie przeszkadza mi być wiernym fanem Wisły). No ale jakoś trzeba sobie radzić, więc biorąc pod uwagę, że nie mogę polegać na swoim wzroku, a chcąc jednocześnie wiedzieć jak mecz przebiega, jeszcze przed wyjściem założyłem pod kurtkę słuchawki, aby móc słuchać na stadionie relacji radiowej.
I tak było podczas meczu. Trochę słuchałem radiowego komentarza z tego spotkania, ale też przez dość długi czas miałem wyciągnięte słuchawki z uszu, aby móc lepiej uczestniczyć w dopingu – taki mój mały wkład, aby trybuna G, na której byłem, nie okazała się dużo gorsza niż trybuna C : )No i jak wiadomo, nasz mecz układał nam się pomyślnie, ale z Londynu nadciągały złe wieści, najpierw o jedno, później o dwubramkowym prowadzeniu Fulham. Później przyszła informacja o bramce kontaktowej, strzelonej przez Odense. W 80. minucie zrobiła się wrzawa na stadionie i kibice zaczęli skandować: „Odense! Odense!”. Kumpel kazał mi słuchać czy faktycznie Odense wyrównało, no i po chwili musiałem rozwiać jego nadzieje, mówiąc mu, że nadal jest 2:1 dla Anglików.
Po ostatnim gwizdku na Reymonta 22, kolega chciał już wychodzić ze stadionu, ale powiedziałem mu, żebyśmy poczekali na podziękowania piłkarzy jak podejdą pod trybuny. W końcu myślałem sobie: „Nie ma co prawda awansu, ale oni zrobili co mogli, więc trzeba im podziękować”. Kolega zgodził się, abyśmy jeszcze chwilę zostali i kazał mi, abym posłuchał w radio, jaki jest ostateczny wynik w Londynie. I tak zrobiłem. Gdy założyłem słuchawki to sprawozdawcy ze stadionu podsumowywali mecz, aż w końcu jeden z nich spytał się dziennikarza przebywającego w studio: „Czy to już koniec przygody Wisły z europejskimi rozgrywkami w tym sezonie?”. I wtedy usłyszałem odpowiedź, która stopniowo zaczęła budzić moją nadzieję. Bo ten pan ze studia takim powolnym głosem, chyba jeszcze nie dowierzając, a może czekając czy bramka zostanie uznana, powiedział: „Wygląda na to, że nie”. Nie wiedziałem jak na to zareagować… bo ta odpowiedź jeszcze nic nie mówiła o remisie w tym drugim meczu. Więc pełen napięcia, z wielkim skupieniem oczekiwałem dalszych jego słów. I po chwili usłyszałem: „Bo właśnie Odense strzeliło drugiego gola”. Wtedy już nie wytrzymałem! Krzyknąłem: „2:2! Remis w Londynie” i zacząłem skakać z radości, nie zważając na to, że musiało to wyglądać co najmniej trochę dziwnie, bo wówczas trybuna G była dość spokojna, gdyż ta wieść jeszcze się nie rozpowszechniła. Kolega, do którego krzyknąłem tą nowinę zachowywał się dość spokojnie – chyba mi jeszcze nie wierzył, ale już wkrótce zrozumiał, że miałem rację, bo jakieś 3 sekundy później na trybunie C wybuchła wielka euforia, która wkrótce ogarnęła cały stadion i która to radość trwała towarzyszyła nam długo w noc i nie tylko.
I w ten sposób mało wesoły fakt, jakim jest to, że mam problemy ze wzrokiem, przyczynił się do tego że byłem jednym z pierwszych cieszących się z awansu. I pomyśleć, że mogło mnie to wszystko ominąć, gdybym został w domu, bojąc się, iż się po meczu mocniej pochoruję, co na szczęście niemiało miejsca. Udało się podjąć dobrą decyzję i bardzo się cieszę że byłem na tym niezapomnianym meczu Wisełki!
Każdy z kibiców Wisły może podzielić się swoimi wspomnieniami z magicznego wieczoru 14 grudnia. Gdzie oglądaliście mecz, od kogo dowiedzieliście się o golu dla Odense, jak cieszyliście się po awansie Białej Gwiazdy do fazy pucharowej Ligi Europejskiej? Najciekawsze z Waszych opowieści opublikujemy na oficjalnej stronie Wisły, a najlepsze z nich nagrodzimy! Wasze wspomnienia przysyłajcie na adres redakcja@wisla.krakow.pl w tytule maila koniecznie wpisując "Emocje do ostatnich sekund" i pisząc, jak mamy podpisać Wasze wspomnienie, jeśli zostanie ono opublikowane.
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA






















