Aktualności
OSTATNIE NEWSY.
Emocje do ostatnich sekund - Mateusz Borek
Data publikacji: 21-12-2011 18:55Dokładnie tydzień temu dzięki bramce strzelonej na Craven Cottage przez Odense w meczu z Fulham Wisła Kraków awansowała do fazy pucharowej Ligi Europejskiej. W tym momencie na stadionie Białej Gwiazdy zapanowało prawdziwe szaleństwo! Od dziś wracamy wspomnieniami do tego niezapomnianego wydarzenia. Jako pierwszy o swoich wrażeniach opowie Mateusz Borek, który komentował tamte chwile.
Po zakończeniu meczu Wisły z Twente widzowie nadal mogli oglądać to, co się dzieje na stadionie przy ul. Reymonta w Krakowie i słyszeć komentarz Mateusza Borka. „Widzę, że nie schodzą jeszcze piłkarze Wisły Kraków. Także tutaj trenerzy czekają w tej chwili na jakąś informację z Craven Cottage…” – mówił komentator.
„Gdy się kończył mecz w Krakowie, to zapytałem się wydawcy, co się dzieje w Londynie. Powiedział, że jest dziewięćdziesiąta minuta, sędzia doliczył trzy, dalej jest 2:1 dla Fulham. W zasadzie mieliśmy schodzić z anteny, bo emisja na nas pokrzykiwała, żeby już oddać głos, natomiast ja się uparłem, żeby zatrzymać się do końca na tej antenie. Mówię: ‘Nie schodzimy, dopóki nie skończy się mecz tam, w Londynie’. Trzymałem wydawcę na guziku, dzięki któremu mogę ‘zniknąć’ z anteny w momencie, kiedy głos ma drugi komentator, i prosiłem, żeby co 15 sekund mnie informował, co tam się dzieje, czy się nic nie zmienia. No i nagle słyszę w słuchawkach jakiś szok, że jest siedem sekund do końca w Londynie i że padł gol! Tej informacji postanowiłem przez kilka sekund nie przekazywać, tylko trzymałem wydawcę na tym guziku, żeby mnie poinformował, kiedy jest ostatni gwizdek. Kiedy dostałem taką informację, to wtedy mogłem się nią podzielić i puścić wodze fantazji” – dodaje dziennikarz.
Chwilę później wszyscy telewidzowie usłyszeli: „Proszę państwa! Niesamowita sytuacja! Właśnie dostajemy informację – gol na dwa do dwóch dla Odense! I to oznacza, jeśli tam się nic nie zmieni, że Wisła będzie grać wiosną w europejskich pucharach!”.
Borek więc przekazywał informacje, które otrzymał ze studia w Warszawie. Bramki dla Odense na żywo nie widział. „Ponieważ były produkowane dwa sygnały: na Polskę i zagranicę, to nie miałem możliwości podglądu Polsatu Sport Extra, gdzie ten mecz Fulham - Odense był na żywo. W zasadzie musiałem opierać się na Internecie i połączeniu mojego wydawcy z emisją w Warszawie, gdzie jest kilka monitorów i można oglądać kilka meczów. Dziesięć, piętnaście minut wcześniej jedna z trybun za bramką ożyła i zaczęła się tam euforia. Kilka razy zapytywałem się wtedy mojego wydawcy, czy czasem nie padła bramka na 2:2. I on mnie cały czas zapewniał, że nie, że mam złe informacje. Wcisnąłem wtedy guzik i prowadziłem dialog z wydawcą, żeby zadzwonił na emisję, albo żeby połączył się przez interkom i się upewnił, czy padł gol na 2:2. No i on mnie poinformował, że dalej jest 2:1, osiemdziesiąta minuta, jest spokojnie, nic się nie dzieje” – wspomina w rozmowie z nami Mateusz Borek.
Jak podkreśla komentator, w piłce nożnej wiele było i będzie takich momentów, kiedy to w ciągu kilku minut wszystko może się zmienić. Jako przykład przytoczył historię finału Ligi Mistrzów pomiędzy AC Milan a Liverpoolem. Włosi po pierwszej części meczu prowadzili 3:0. W drugiej połowie Liverpool doprowadził do wyrównania, a o losach trofeum przesądziły rzuty karne, w których lepsi okazali się piłkarze Rafaela Beniteza. „W przerwie piłkarze Milanu założyli koszulki z napisem „Campioni”, i dlatego po meczu nie wymieniali się już koszulkami, bo już po pierwszej połowie byli przekonani, że mają ten Puchar Europy” – przypomina i dodaje: „Drugą taką historię miałem komentując bodajże mecz 1/4 finału Pucharu Narodów Afryki, gdzie jedna drużyna w 82. minucie wygrywała 4:0. Też podsumowałem już to spotkanie, że ten zespół jest w półfinale, a w doliczonym czasie gry skończyło się na 4:5 i ta drużyna, która wcześniej prowadziła, przegrała. To mnie nauczyło pokory i staram się do samego końca nie wyciągać wniosków”.
„Fajnie, że Wisła podeszła solidnie do meczu. Wydaje mi się, że zagrała dobrą piłkę. Nie ma dla mnie znaczenia, że Twente przyjechało w pół rezerwowym składzie, bo to ich problem. A Duńczycy okazali ten skandynawski charakter, nieustępliwość i przy odrobinie szczęścia udało się doświadczyć tego, co pewnie 24 godziny wcześniej dla 90% było niewyobrażalne” – zaznacza dziennikarz. Borek przyznaje, że mecz Białej Gwiazdy z Twente na długo zapadnie w jego pamięci, podobnie jak to było z rewanżowym meczem krakowskiej drużyny z Realem Saragossa oraz spotkaniem z Iraklisem w Salonikach. „Już się wydawało, że jest po sprawie, a jednak Wisła wywalczyła ten awans” – wspomina Borek gola Nikoli Mijailovicia w ostatnich sekundach doliczonego czasu gry, który dał Wiślakom dogrywkę, a w niej drugą bramkę i wyeliminowanie greckiego zespołu. „Myślę, że dla takich chwil uprawia się ten zawód. Nie żeby szesnaście razy mieć nadzieję, którą potem trzeba tracić, tylko właśnie dla takich historii, które dzieją się w taki nieprzewidywalny sposób” – mówi komentator Polsatu.
Od teraz kazdy z kibiców Wisły może podzielić się swoimi wspomnieniami z magicznego wieczoru 14 grudnia. Gdzie oglądaliście mecz, od kogo dowiedzieliście się o golu dla Odense, jak cieszyliście się po awansie Białej Gwiazdy do fazy pucharowej Ligi Europejskiej? Najciekawsze z Waszych opowieści opublikujemy na oficjalnej stronie Wisły, a najlepsze z nich nagrodzimy! Wasze wspomnienia przysyłajcie na adres redakcja@wisla.krakow.pl w tytule maila koniecznie wpisując "Emocje do ostatnich sekund" i pisząc, jak mamy podpisać Wasze wspomnienie, jeśli zostanie ono opublikowane.
Biuro Prasowe Wisły Kraków SA






















